13.06.2025, 18:44 ✶
Dom państwa Mallory stał jeszcze, choć jego dach trzeszczał groźnie, a szczytowa ściana zaczęła się wybrzuszać pod naporem gorąca. Czarna smuga, którą wcześniej widziała na murze, teraz rozwidlała się po elewacji jak pajęczyna sadzy — nie naturalna, ale też nie całkiem magiczna. Coś pośrodku, jakby naruszenie równowagi.
Z wnętrza domu dobiegło głuche dudnienie, a potem krzyk kobiety. Nie była pewna, czy to Gemma czy sąsiadka z kolejnej kamienicy, ale to wystarczyło, by zgromadzeni na chodniku ludzie zamilkli. Jeden z mugoli, młody chłopak w sportowej kurtce ściskał aparat fotograficzny i wycelował obiektyw w płonące okna.
— Nie rób zdjęć, idioto! — warknęła stojąca obok kobieta, gdy z głównego wejścia wypadł na chodnik Henry Mallory - mugolak, który wraz z żoną - również mugolaczką, wolał pracować wśród mugoli, mimo szansy, którą dawała mu ich magiczna natura. Teraz jednak nie zachowywał się "jak mugol", wręcz przeciwnie - ściskał mocno hebanową różdżkę, w jego oczach czaiły się determinacja i strach.
Początkowo jej nie zauważył. Wybiegł przed dom i obejrzał się na płomienie.
– KURWA MAĆ GEMMA UCIEKAJ STAMTĄD! BĘDZIE CORAZ GORZEJ! TO NIE JEST ZWYKŁY POŻAR KURWA! – zaczął krzyczeć niemal rozpaczliwie, gdy uniósł dłoń, ale gdzieś instynktem się rozejrzał i nieco struchlał widząc nadbiegającą do niego Cassandrę. Nie znali się, ledwie z widzenia, ale magowie mieszkający na jednej ulicy...
Cassandra dodatkowo była aurorką, a on właśnie zamierzał złamać najważniejsze międzynarodowe prawo magiczne. Zawahał się.
– Błagam, musi mi pani pomóc, Gemma nie chce opuścić mieszkania, mówi, że ru... że ee... że ogień nie sięgnie naszego domu, bo jest zabezpieczony. Ale te chmury, ten popiół... proszę!
Przez drzwi wylewali się ludzie z cennymi rzeczami złapanymi pod pachę. Ale Gemma była pewna swego. Były runy, które potrafiły obronić dom przed ogniem. Czy te runy jednak mogły wytrzymać coś takiego?
Z wnętrza domu dobiegło głuche dudnienie, a potem krzyk kobiety. Nie była pewna, czy to Gemma czy sąsiadka z kolejnej kamienicy, ale to wystarczyło, by zgromadzeni na chodniku ludzie zamilkli. Jeden z mugoli, młody chłopak w sportowej kurtce ściskał aparat fotograficzny i wycelował obiektyw w płonące okna.
— Nie rób zdjęć, idioto! — warknęła stojąca obok kobieta, gdy z głównego wejścia wypadł na chodnik Henry Mallory - mugolak, który wraz z żoną - również mugolaczką, wolał pracować wśród mugoli, mimo szansy, którą dawała mu ich magiczna natura. Teraz jednak nie zachowywał się "jak mugol", wręcz przeciwnie - ściskał mocno hebanową różdżkę, w jego oczach czaiły się determinacja i strach.
Początkowo jej nie zauważył. Wybiegł przed dom i obejrzał się na płomienie.
– KURWA MAĆ GEMMA UCIEKAJ STAMTĄD! BĘDZIE CORAZ GORZEJ! TO NIE JEST ZWYKŁY POŻAR KURWA! – zaczął krzyczeć niemal rozpaczliwie, gdy uniósł dłoń, ale gdzieś instynktem się rozejrzał i nieco struchlał widząc nadbiegającą do niego Cassandrę. Nie znali się, ledwie z widzenia, ale magowie mieszkający na jednej ulicy...
Cassandra dodatkowo była aurorką, a on właśnie zamierzał złamać najważniejsze międzynarodowe prawo magiczne. Zawahał się.
– Błagam, musi mi pani pomóc, Gemma nie chce opuścić mieszkania, mówi, że ru... że ee... że ogień nie sięgnie naszego domu, bo jest zabezpieczony. Ale te chmury, ten popiół... proszę!
Przez drzwi wylewali się ludzie z cennymi rzeczami złapanymi pod pachę. Ale Gemma była pewna swego. Były runy, które potrafiły obronić dom przed ogniem. Czy te runy jednak mogły wytrzymać coś takiego?