Miała takie poczucie, że los bardzo okrutnie z niej drwi. Ostatnie miesiące nie sprawiły, by pałała do statków miłością, wręcz przeciwnie, a co i rusz zawodowe sprawy wciskały ją nad wodę (by nie powiedzieć wręcz: do wody). Nie wiedziała, czy Harper Moody spojrzała na sprawę i pierwsze co przyszło jej do głowy, to „Ach, Lestrange ma już doświadczenie z wodą, poradzi sobie”, a może to było tak: „Artemis… Yaxley… Niech pójdzie Lestrange, współpracowała już z nimi”, może chodziło o to, że miała całkiem sporą wiedzę z zakresu tej przyrodniczej (choć rzecz jasna nie taką jak specjaliści), a może było to całkowicie losowe, skoro aurorzy mieli ciągle pełne ręce roboty w związku z wydarzeniami Spalonej Nocy, a wielu z nich było obecnie niezdolnych do pracy. Sama zresztą czuła napięcie i zmęczenie, i gdyby nie kadzidła nasenne, to pewnie w ogóle nie zmrużyłaby oka od czasu tamtej nocy, a przecież każdy potrzebował spać. Choćby kilka godzin, skoro ich obecność była tak potrzebna. Prawda była jednak taka, że znowu tu była. Na statku. Znowu działy się jakieś niepokojące rzeczy pod wodą… I podejrzewano w tym macki Czarnego Pana, więc nic dziwnego, że wysłano przedstawiciela Biura Aurorów.
Nie była zdziwiona, że do sprawy przydzielono również brygadzistkę. Z Hestią miała okazję pracować kilka razy, wiedziała więc, że się dogadają, a taka wyprawa to dla młodej Bletchley z pewnością będzie kupa doświadczenia i kontaktów na przyszłość. Bo gdy stawiły się na miejscu, Victoria nie miała problemu, by wyciągnąć do Geraldine rękę i uścisnąć ją niemalże po męsku. Fakt – miały okazję kilka razy razem współpracować, a ich znajomość ciągnęła się też poza sprawy, w których angażowało się Ministerstwo. Benjy był dla niej niewiadomą, chociaż kręcił się obok Yaxley, założyła więc, że to członek Artemis, zresztą było tu jeszcze dwóch przedstawicieli.
– Mam nadzieję, że tym razem nie skończymy pod wodą – rzuciła jeszcze do Geraldine i uśmiechnęła się krzywo, nawiązując do ostatniego razu, gdy przyszło im razem pracować.
Jeśli Hestia czuła pewną nieśmiałość w stosunku do członków tej grupy, to mogła ją przedstawić, by reszta nie zwracała się do brygadzistki bezosobowo.
Przywitała się również z Leviathanem, bo chociaż nie utrzymywali kontaktu, to nadal byli ze sobą spokrewnieni po kądzieli, a poza tym był to idealny moment, by mieć na niego oko. W stosunku do Prewetta była nieco bardziej wylewna – tym bardziej, że się o niego martwiła. Spalona Noc dla małej liczby osób była łagodna... a za dwa dni miał być pogrzeb Florence. Może faktycznie to, że tutaj był, dobrze mu zrobi, odciągnie myśli i tak dalej.
Na samym statku stanęły sobie z boku, nie wchodząc nikomu w drogę, po cichu zresztą wymieniła Bletchley kto jest kim i czym się zajmują. A potem w spokoju obserwowała wodę, czasami zerkając na ludzi na statku.
Uśmiechnęła się nieco zachęcająco do Laurenta, gdy ten nagle zdecydował się wstać i zagaić rozmowę. Zaskoczyło ją, że tak prosto przyznał się do swojego rodowodu, ale z drugiej strony… pewnie połowa tu zebranych i tak doskonale o tym wiedziała, a na tym statku mogło się zdarzyć cokolwiek.
– Victoria Lestrange – przedstawiła się krótko, głównie dla tej garstki ludzi, której tu nie znała. Charakterystyczny czarny mundur mówił sam za siebie. – No tak, jeśli dojdzie do walki, to jesteśmy tu jako wsparcie – jeśli. Ale gdy chodziło o agresywne magiczne bestie, to wszystko było możliwe. Odpowiedzi na pytanie Hestii nie znała, wolała to zostawić dla specjalistów, których tutaj mieli.