08.02.2023, 22:40 ✶
Spojrzał na ciotkę i przekrzywił nieco głowę, próbując zrozumieć, czy ona mówi tak na poważnie, poważnie lub jest w tym jakiś ślad specyficznego poczucia humoru. Nie był do końca pewny, jednak nie znając jej, uznał po prostu, że bezpieczniej jest przyjąć, że to pierwsze. Później ewentualnie mu powie, że to było inaczej. Usiadł naprzeciwko niej i uśmiechnął się dobrotliwie.
- Ależ ciociu. Jaki dług? Czy ja ci wyglądam na zbieracza długów i przysług, niczym jakiś dżin, który potem w najmniej odpowiedniej chwili się o to upomni? - Zaśmiał się, mając zamiar spróbować, by nie traktowała tego w ten sposób. Jakby był może kimś, kto po prostu kalkuluje wszystko na zasadzie zysków i strat, wtedy pewnie by tak postępował. Jemu samemu niezbyt się to nie podobało, bo nie było to zbyt ludzkie. Może i on sam nie był idealny, ale po pierwsze kto był? A po drugie, czemu nie spróbować czegoś innego? Pewnych poglądów nie da się zmienić, aczkolwiek nigdy do końca nie pozna sobie pozwolić na utratę samego siebie.
- Może i nasze pokrewieństwo jest niczym gacie trolla, dodatkowo potraktowane jeszcze Engorgio, ale czy musimy sprowadzać to wspólne życie to najzwyklejszego handlu? Ja dam ci to, a ty mi w zamian to. - Obrazował pewne swoje poglądy przy pomocy odrobiny żartu i powagi, by wiedziała, że choć miał tendencje do obracania sytuacji w żart, to jednak gdzieś tam był jednak odpowiedzialny. W sumie to chyba była oznaką dorosłości.
- Wolałbym spróbować choć trochę ułożyć nasze życie tak, by przypominało to rodzinne i abyśmy nie wyglądali dobrze jedynie na zdjęciu. Bez kupczenia przysługami, jak jakieś gobliny. - Uśmiechał się do niej szeroko i szczerze. Przez te kilka miesięcy, od kiedy tu się wprowadziła, nie był ślepy i głuchy na to, jak Robert ja traktował. Nie wtrącał się do tego ich życia, ale na pewno nie zamierzał postępować tak samo, jak on. Doświadczył na własnej skórze, czym taki żywot może się skończyć i dlatego chciał dla siebie czegoś innego. Oczywiście wiedział, na czym dokładnie stoi w przypadku Mulcibera i to było tak jasne, jak lumos. W przypadku tej kobiety i córki Iris absolutnie musiał sprawdzić, gdzie będzie granica i jakim palcem u stopy może ją przekraczać. Nie wiedział nawet, czy będzie chętna na coś takiego, bo jeśli była taka jak Robert, bardzo szybko się o tym przekona i wtedy faktycznie będą wyglądać jedynie dobrze na fotografii. Przestanie także próbować załapać jakikolwiek kontakt, skupiając się jedynie na zadaniach, które musi zrealizować. I to samo dotyczyło młodej.
- Dobrze. Wracajmy do lekcji. Spróbuje trochę ograniczyć krukońskie ględzenie od rzeczy, by nie usypiać jak profesor Binns na historii magii. - Zaśmiał się, bo jednak nauczyciel historii magii w Hogwarcie był duchem i jego nudny oraz monotonny głos miał taka moc usypiająca, że niektóre zaklęcia gorzej sobie rodziły. To dopiero sztuka! I jednocześnie zdradził, do jakiego domu uczęszczał.
- Zdradź mi ciociu, co wiesz na temat run oraz pieczętowania? - Spojrzał na nią i mogła widzieć w blasku jego oczu, że jeśli chodziło o naukę, to był śmiertelnie poważny i traktował ją nawet po tylu latach bardzo poważnie. Nie oszukujmy się, krukoni jako jedyni nie mieli stałego hasła do dormitorium, a musieli odpowiadać na logiczne zagadki. Dlatego ich nastawienie chłonięcia wiedzy z natury było spore. On sam często w bibliotece Hogwartu przesiadywał zdecydowanie za dużo czasu.
- Ależ ciociu. Jaki dług? Czy ja ci wyglądam na zbieracza długów i przysług, niczym jakiś dżin, który potem w najmniej odpowiedniej chwili się o to upomni? - Zaśmiał się, mając zamiar spróbować, by nie traktowała tego w ten sposób. Jakby był może kimś, kto po prostu kalkuluje wszystko na zasadzie zysków i strat, wtedy pewnie by tak postępował. Jemu samemu niezbyt się to nie podobało, bo nie było to zbyt ludzkie. Może i on sam nie był idealny, ale po pierwsze kto był? A po drugie, czemu nie spróbować czegoś innego? Pewnych poglądów nie da się zmienić, aczkolwiek nigdy do końca nie pozna sobie pozwolić na utratę samego siebie.
- Może i nasze pokrewieństwo jest niczym gacie trolla, dodatkowo potraktowane jeszcze Engorgio, ale czy musimy sprowadzać to wspólne życie to najzwyklejszego handlu? Ja dam ci to, a ty mi w zamian to. - Obrazował pewne swoje poglądy przy pomocy odrobiny żartu i powagi, by wiedziała, że choć miał tendencje do obracania sytuacji w żart, to jednak gdzieś tam był jednak odpowiedzialny. W sumie to chyba była oznaką dorosłości.
- Wolałbym spróbować choć trochę ułożyć nasze życie tak, by przypominało to rodzinne i abyśmy nie wyglądali dobrze jedynie na zdjęciu. Bez kupczenia przysługami, jak jakieś gobliny. - Uśmiechał się do niej szeroko i szczerze. Przez te kilka miesięcy, od kiedy tu się wprowadziła, nie był ślepy i głuchy na to, jak Robert ja traktował. Nie wtrącał się do tego ich życia, ale na pewno nie zamierzał postępować tak samo, jak on. Doświadczył na własnej skórze, czym taki żywot może się skończyć i dlatego chciał dla siebie czegoś innego. Oczywiście wiedział, na czym dokładnie stoi w przypadku Mulcibera i to było tak jasne, jak lumos. W przypadku tej kobiety i córki Iris absolutnie musiał sprawdzić, gdzie będzie granica i jakim palcem u stopy może ją przekraczać. Nie wiedział nawet, czy będzie chętna na coś takiego, bo jeśli była taka jak Robert, bardzo szybko się o tym przekona i wtedy faktycznie będą wyglądać jedynie dobrze na fotografii. Przestanie także próbować załapać jakikolwiek kontakt, skupiając się jedynie na zadaniach, które musi zrealizować. I to samo dotyczyło młodej.
- Dobrze. Wracajmy do lekcji. Spróbuje trochę ograniczyć krukońskie ględzenie od rzeczy, by nie usypiać jak profesor Binns na historii magii. - Zaśmiał się, bo jednak nauczyciel historii magii w Hogwarcie był duchem i jego nudny oraz monotonny głos miał taka moc usypiająca, że niektóre zaklęcia gorzej sobie rodziły. To dopiero sztuka! I jednocześnie zdradził, do jakiego domu uczęszczał.
- Zdradź mi ciociu, co wiesz na temat run oraz pieczętowania? - Spojrzał na nią i mogła widzieć w blasku jego oczu, że jeśli chodziło o naukę, to był śmiertelnie poważny i traktował ją nawet po tylu latach bardzo poważnie. Nie oszukujmy się, krukoni jako jedyni nie mieli stałego hasła do dormitorium, a musieli odpowiadać na logiczne zagadki. Dlatego ich nastawienie chłonięcia wiedzy z natury było spore. On sam często w bibliotece Hogwartu przesiadywał zdecydowanie za dużo czasu.