• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka

[13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
15.06.2025, 17:54  ✶  
Nie wiedziałem, co Romeczek jadł na śniadanie, ale obstawiałem, że w swoim soczku miał jeszcze mieszankę grzybów halucynogennych, był jak szczeniak na dragach - kręcił się, gadał, wzdychał, aż zastanawiałem się, czy mogę go zamurować w ścianie i później udawać, że był częścią ofiar klątwy - człowiek nie powinien mieć aż tyle energii o tej porze dnia, ani żadnej innej, zwłaszcza nie w środku przeklętej kawiarni. Nie miałem siły tłumaczyć, że nie nazywam się Benedictus, nigdy się tak nie nazywałem, i jeśli jeszcze jeden raz spróbuje wypowiedzieć to imię, uznając je za pełną wersję imienia Benjy, które nosiłem, to puszczą mi nerwy - nie odzywałem się, chociażby dlatego, że znałem go zbyt długo - wystarczyło jedno słowo, a w odpowiedzi dostałbym kaskadę dygresji, z czego połowa dotyczyłaby mojej psychiki i życia uczuciowego, a druga - jego najnowszych pomysłów na zbawienie świata, nie, przepraszam - zbawienie mnie, bo najwyraźniej ostatnio się pogubiłem. Romeczek miał tę przykrą cechę, że mówił na głos wszystko, co pomyślał, a ja miałem tę jeszcze gorszą, że wszystko słyszałem, i niestety rozumiałem, co było najgorsze, bo nie mogłem po prostu machnąć ręką i uznać, że plecie bzdury - bo pletł, owszem, ale w tych bzdurach zawsze był jakiś okruch racji, a racja była taka, że faktycznie wolałbym teraz być wszędzie indziej - absolutnie wszędzie indziej, ale nie, nie pogubiłem się, po prostu byłem zmęczony, i nie - nie w tym romantycznym, melancholijnym sensie, tylko w tym dosłownym - byłem przeciążony, niewyspany, z bólem kręgosłupa i kacem. Mentalnie chciałem być gdzieś indziej, chociażby w moim łóżku. Z herbatą z prądem albo... Ale to był już zupełnie inny temat, którego nie miałem siły rozważać - nie, gdy miałem zlecenie, ta potrzeba przysłała mnie tu z samego rana - czyli o trzynastej dziewięć - potem... Potem wrócę, pójdę spać, i może, jeśli świat będzie wyjątkowo łaskawy, obudzę się przy kimś znacznie przyjemniejszym niż Romulus Potter.
Nie skomentowałem monologu Romeczka - mógłbym, ale znałem go na tyle dobrze, by wiedzieć, że to tylko rozkręci spiralę, zresztą, widziałem, że już się nakręca - miał ten błysk w oku, który pojawiał się tuż przed momentem, kiedy zaczynał czytać ludzi jak otwarte księgi, przynajmniej we własnym mniemaniu, nazywał to „brutalnie szczerym i trafnym diagnozowaniem rzeczywistości”, czy jakoś tak, ale ja wiedziałem, że to po prostu jego sposób na ukrycie tego, iż nie potrafił trzymać języka za zębami, paplał trzy po trzy, przez co ludziom odbijała szajba i - pyk - miał materiał do książek. No, cóż, ja potrafiłem trzymać mordę na kłódkę, i zamierzałem to robić, przynajmniej dopóki nie skończę tego zlecenia. Wsunąłem ręce do kieszeni kurtki, wsłuchując się w głos kobiety, która - w przeciwieństwie do mnie - najwyraźniej jeszcze nie zdążyła znienawidzić dzisiejszego dnia.
- Mhm. - Odchrząknąłem i skinąłem głową w stronę Nory, ona przynajmniej była konkretna - była uprzejma, konkretnie uprzejma - lubiłem taki typ ludzi, nie za gładcy, nie za szorstcy, po prostu przyzwoicie rzeczowi. Tyle dobrego. Kiedy poprosiła, żeby mówić jej po imieniu, skinąłem głową - bez uśmiechu, bez komentarza, tylko głowa w górę, raz, potem w dół, koniec, zapisane. Nie dlatego, że potrzebowałem jakiejkolwiek poufałości - po prostu nie miałem siły drążyć różnicy między panną a panią, Eleonorą a Norą, a już na pewno nie o tej godzinie, w takim stanie. Nora - nie panna, nie właścicielka kawiarni, nie ofiara klątwy - po prostu Nora. Nie próbowała czarować słodkimi manierami ani zadawać pytań, które nic nie wnosiły - to się chwaliło, ale i tak miałem ochotę uciec stąd jak najszybciej, zanim Romeczek zacznie monologować o empatii ścian, które należało leczyć. Odetchnąłem, niechętnie odrywając się od najczystszej powierzchni w pomieszczeniu - kawałka blatu, który udało mi się zająć zanim Potter zaczął znowu trajkotać. Zerknąłem na niego przelotnie - uśmiechał się do siebie zadowolony, jakby właśnie wygrał konkurs na najbardziej irytującego człowieka roku, jeśli nie istniała taka kategoria, należało stworzyć osobną statuetkę tylko dla niego - czekoladową w kształcie żaby.
Przeszedłem kilka kroków, zerkając na ściany - popiół, sadza - ciężka, jakby tłusta, nienaturalna - cokolwiek to było, nie powstało z przypadku.
- Tylko paltel jeszt twój... - Powtórzyłem za Norą, bardziej do siebie niż do niej. - Ale to, sze nie słysysz skalg s wyszszych piętel, nie znaczy, sze nic szię nie dzieje. Takie szeszy loschodzą szię nielówno...
No, pewnie, że się nie skarżyli - ludzie nie mają pojęcia, że są przeklęci, dopóki nie zaczynają się im palić firanki albo nie widzą własnego odbicia bez twarzy, a czasem nawet wtedy mają to gdzieś, dopóki chłodziarka na piwo działa. Pożary - oczywiście, że pożary, wszystko ostatnio zaczyna się od pożarów, i wszystko kończy się przekleństwami rzucanymi półprzytomnie przez kogoś, kto myślał, że jeśli przytuli i przyjmie do siebie staruszkę, to automatycznie otrzyma odpust zupełny. Znałem ten wzór - ludzie są pełni dobrej woli, ale nie wszyscy, których wpuszczają, mają czyste ręce , albo dusze.
- Losejszę szię, nie zajmie to długo. - Burknąłem tylko - głos miałem chropowaty, ale to była norma. - Dobsze. - Odchrząknąłem. - Zacznijmy od tego, co widzę, zanim pszejdziemy do tego, czego nie widaś. - Nie dodawałem, że robiłem to już tyle razy, że mógłbym równie dobrze przejść przez pomieszczenie z zamkniętymi oczami i wskazać siedem najczęściej nawiedzanych miejsc będących potencjalnym katalizatorem - klątwy miały swoje nawyki. Zamrugałem - zbyt długo już tu stałem, za mało zrobiłem. Spojrzałem na ściany, tynk przy framugach wyglądał na przybrudzony, popiół był lekko dostrzegalny w powietrzu - nie unoszący się, tylko w nim tkwiący, jakby wgryzł się w samą strukturę rzeczywistości. Kotka, którą dopiero zauważyłem na szafce przewróciła się na bok, odsłaniając sadzę na ogonie. Rzuciłem jej krótkie, spojrzenie - nie wyglądała na zadowolona. Zrobiłem kilka kroków przez pokój, w myślach, rozstawiałem punkty zaczepienia, ustalałem, gdzie mogło być epicentrum. Czasem klątwa zachowuje się jak grzyb - rozprzestrzenia się pod ziemią, niewidoczna, a potem bach! - z dnia na dzień masz salon pełen trupów uduszonych w nocy, nie tylko zapach spalenizny. Zatrzymałem się przy framudze drzwi na zaplecze, przysuwając palce do drewna, jeśli coś tu wpełzło razem z tłumem ewakuowanych, zostawiło po sobie ślad. Klątwy były różnorodne, ale miały swoje schematy. Zrobiłem kilka kroków w prawo - każdy, kto znał się choć trochę na klątwach, wiedział, że one lubią osiadać w narożnikach - nie bez powodu w niektórych kulturach unikało się kątów prostych.
- Dobsze... - Rzuciłem z niejakim wysiłkiem, bo gardło miałem suche jak pergamin. - Na lasie nie plóbuj więcej tego zmywaś. - Rzuciłem do Nory. - Zostaw to, jak jeszt, jeśli uszyjes złego zaklęsia, moszes tylko pogolszyś splawę. Takie szeszy często szię szywią intelwensją. Chcą, szebyś zaleagowała. Im więsej plób, tym silniejsze staje się ich zakoszenienie.
Nora powiedziała o kobiecie ze śladem dłoni. Zapisałem to w głowie jako kluczowy szczegół - dotyk, fizyczny odcisk, to nigdy nie wróżyło nic dobrego.
- Miałaś tu kogoś, kto... Był balso lanny? Mosze umielająsy? Kogoś, kto balso, ale to balso szię bał? Albo wlęsz pszeciwnie, był nawet za spokojny? - Rzuciłem przez ramię. Klątwy nie muszą być rzucone. Niektóre... Po prostu się dzieją, pojawiają się, jak wilgoć w ścianie. Czasem są wynikiem czyjegoś cierpienia, żalu, śmierci, wystarczy, że ktoś zostawi po sobie wystarczająco dużo bólu. To często tak się zaczynało. Ktoś otworzył dom, wpuścił ludzi, dobrze zrobił, z moralnego punktu widzenia, ale niektórzy z tych ludzi przynoszą ze sobą coś więcej niż tylko nadpalony bagaż i rozpacz w oczach, przyciągahą coś. Albo coś przyszło samo... Dziwne rzeczy lgnęły do ciepła, do bezbronności, do otwartych drzwi, i zostawały.
Nie musiałem się rozgadywać - wiedziałem, że zrozumie, nie wyglądała na głupią, a ja i tak nie miałem ochoty robić z tego wykładu. Kiedyś może bym się wysilił - dawniej, kiedy byłem jeszcze nowy w zawodzie, i chciałem udowodnić światu, że znam się na rzeczy. Teraz? Teraz po prostu robiłem swoje - im mniej gadania, tym szybciej można wrócić do łóżka.
Romulus, oczywiście, dalej przy tym gadał... Gadał... Gadał, jakbym nie miał wystarczająco własnych myśli do ogarnięcia - miałem ochotę zdzielić go w łeb słoikiem z czekoladowymi żabami albo zaklęciem ogłuszającym, tylko po to, żeby zrobiło się cicho.
- Lomeszku, zamknij szię. - Mruknąłem w końcu, nie podnosząc głosu. - Jak będę potszebował analisy numelologisznej biesząsej godziny albo oceny swojego stanu psychisznego, to dam ci znaś. Na lasie potszebuję tylko, szebyś nie gadał. - Dwie minuty, dwie, kurwa, minuty - no, może cztery, nie, pięć. - Czy mógłbyś... Po plostu... Zamilknąś na pięś minut? - Zapytałem. Ton miałem spokojny, ale wystarczająco poważny, żeby zrozumiał, że to nie jest żart. Spojrzałem na niego, jak na bezpańskiego psidwaka, który właśnie nasikał mi na buty, i jeszcze merdał. Uwielbiałem tego człowieka, ale czasami miałem ochotę go zadusić - oczywiście - z miłości. Wcale nie dlatego, że nie zdążyłem się dziś jeszcze napić kawy, i wcale nie dlatego, że czułem, jakby przez mój mózg właśnie przechodził rozwój recesywny, gdy słyszałem te potterowe mądrości.
Wzrokiem przesunąłem po wnętrzu - nie było źle - nie w porównaniu z tym, co widziałem w życiu.
- Zajmę szię leczeniem, tylko nie lubię, jak szię mnie plosi o efekt w pięś minut. -  Odpowiedziałem, nie patrząc na niego, tylko spoglądając w notes, który nie wiedzieć, kiedy znalazł się w moich dłoniach - potrzebowałem sprawdzić jedną rzecz - profilaktycznie przesunąłem się dalej od Romana, szukając kawałka blatu, żeby mieć oparcie, poza tym miałem tam notatki, rzeczy, które Romeczek natychmiast by przeczytał, zinterpretował i wysłał do druku pod tytułem: Zapiski Samotnego Pochmurnusa. Dziękuję, postoję. - Łamanie klątw to nie jeszt piepszona kawa lospusczalna. - Burknąłem pod nosem - bardzo cicho, prawie niedosłyszalnie - wzruszyłem ramionami. - A ja mogłem spać dzisiaj do piętnastej. - Dopowiedziałem równie cicho. - Jeszcze jedno. - Powiedziałem głośniej, zwracając się do Nory. - Ta kobieta, u któlej pojawił się ślad dłoni. Gdzie spała?


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4630), Nora Figg (2551), Pan Losu (69), Romulus Potter (1477)




Wiadomości w tym wątku
[13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Romulus Potter - 03.06.2025, 21:44
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Pan Losu - 03.06.2025, 21:44
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Benjy Fenwick - 05.06.2025, 02:46
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Pan Losu - 05.06.2025, 02:46
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Nora Figg - 05.06.2025, 11:25
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Romulus Potter - 06.06.2025, 22:07
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Benjy Fenwick - 07.06.2025, 01:38
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Nora Figg - 07.06.2025, 21:09
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Romulus Potter - 13.06.2025, 09:51
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Benjy Fenwick - 15.06.2025, 17:54
RE: [13.09.1972 13:09] Too Much - Sexy Romek, Benek Egzorcysta & Słodka Norka - przez Nora Figg - 16.06.2025, 17:32

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa