16.06.2025, 10:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.06.2025, 20:30 przez Brenna Longbottom.)
Wiele razy i już wcześniej tej nocy niczym refren piosenki powtarzała różne imiona, także to Morpheusa, pytając, czy ktoś tę osobę widział albo mówiąc, gdzie ta jest, bo wiedziała to sama. Wiele razy rzucała się komuś w ramiona, pełna ulgi, że był cały i względnie zdrowy, i poza Alkiem, z każdą brakującą osobą, która zapewne była tej nocy w Londynie, się już kontaktowała, a dwie sama odesłała do uzdrowicieli. A chociaż czuła się winna wielu rzeczy i wiedziała, że zawiodła w wielu sprawach, że powinna jakimś sposobem robić więcej niż robiła, nawet nie przyszło jej do głowy, by obwiniać się za to, że nie usiłowała przejmować władzy w Ministerstwie, już będącym stroną w tej wojnie. Interesowało ją raczej rozpracowywanie w nim ludzi, którzy mogli służyć tej drugiej stronie, jak Mallone. Nie znając się na polityce i nie mając żadnych umiejętności ani wiedzy, które mogłyby tam pomóc, nijak nie skomentowała tych dywagacji politycznych, zresztą nie uważała, że to czas na nie. Póki co skupiała się na potrzebach i na najbliższych planach, a tu do głowy przychodziły jej głównie sprawdzenie budynków, w których stało się coś dziwnego poza ogniem, notatek z Dziurawego Kotła, niesienie pomocy i szukanie zaczepek takich jak to jedno nazwisko: mogących doprowadzić ich do winnych. Bo musieli działać, to była jedyna rzecz, co do której miała pewność.
Obrzuciła Erika za to nieco zaskoczonym spojrzeniem, gdy wspomniał najpierw o Malfoyu, a potem o „Sam Wiesz Kim”.
– Wiecie co, tak sobie myślę, że chyba powinniśmy zacząć praktykować zadawanie pytań, na które tylko dana osoba zna odpowiedź – rzuciła, pozornie w oderwaniu od rozmowy.
Uśmiechnęła się na powitanie do Woody’ego: nie zwróciła uwagi na jego niecodzienny strój, zresztą widzieli się może kwadrans przed tym, jak skoczyła do Nory. Za Olivią spojrzała z pewnym zmartwieniem, rzucając jeszcze, że spróbuje znaleźć ją potem.
– Jeśli chodzi o Ministrów Magii, to przyznaję, że interesuje mnie głównie, co oznaczała wizja Morpheusa. W kwestii tego hipnotyzera, pytanie, czy ufasz mu na tyle, że jesteś pewna, że jeśli damy mu grzebać w naszych głowach, nie wyciągnie niczego... więcej? Mam mieszkanie, które przetrwało, jeśli trzeba by ją gdzieś zabrać. Zabierałam z niego rzeczy dla wujka Figga i jego podopiecznych, nie spłonęło, ale jest tam dziwna runa. – Za którego czasem podawał się Woody w ich kompanii, bo rzecz jasna właśnie o nim mówiła. - Inne lokacje… muszę je sprawdzić – powiedziała do Jonathana, odnośnie kobiety z Fontanny. Nie wiedziała, czy Księżycowy Staw ocalał, a co do Warowni… tu już miała więcej informacji, bo gdy z Woodym skoczyli po te rzeczy, zastali w jej mieszkaniu ojca. – Warownia… Warownia jakiś czas nikogo nie przyjmie – dodała, płaskim tonem: nie pozwoliła, żeby głos się jej załamał. Do samego końca miała nadzieję, że wizja była metaforą, ale w tym wypadku sprawdziła się co do joty. – Jeżeli chodzi o Juliana, to o nim myślałam, kwestia mniej zaufania, a bardziej tego, czy będzie chciał narazić rodzinę. Dziś… ich dom ucierpiał – powiedziała. Znała córki Bletchleya, jego żonę i spotkała go tej nocy: wiedziała, że Alice skończyła w szpitalu. Gdy szło o Prawa Czasu i Trelawneya wolała się nie wypowiadać: była uprzedzona do Vakela, nie podobało się jej to ani trochę, ale nie było to coś, przy czym zamierzała zabierać głos. - Plany na najbliższe dni już chyba mamy. Sprawdzić informacje z Fontanny i te ode mnie, sprawdzić budynki, zorganizować schronienie dla tych, którzy ucierpieli, jak najwięcej zasobów… A na najbliższe parę godzin… spróbować pomagać w mieście. I w Dolinie.
Długoterminowe własne też miała, a w cudze nie planowała się wtrącać.
Rzuciła szybkie spojrzenie Thomasowi, gdy wspomniał o związanej dziewczynie: to było coś, czego absolutnie się n i e spodziewała.
– Może Alek i Woody mogą pomóc z obserwacją tego barmana. – Jeśli planował opuścić Anglię, to miał do wyboru świstoklik albo port. Ten pierwszy pewnie nielegalny, więc tylko ktoś dobrze znający Nokturn mógł tutaj interweniować. Ten drugi… Brenna pożałowała, że nie mieli w Zakonie więcej animagów: zwłaszcza takich zamieniających się w ptaki. Obserwacja portu byłaby wtedy łatwiejsza.
Pochyliła się nad notatkami, które robiła podczas zebrania, by przejrzeć zebrane informacje, zapiski na temat lokali, które ocalały - chociaż Brenna zaiste miała wrażenie, że ich próby ocenienia, czy w takim mieszka śmierciożerca to jednak wróżenie z fusów. Budynek mógł ocaleć przypadkiem. Albo ktoś szybko go ugasił. Albo śmierciożercy celowo podpalili na przykład dachy swoich domów, by wyglądały na osmalone, ale wszystko ocalało. Jak na razie jedynym obiecującym tropem wydawało się jej pod tym względem nazwisko podane przez barmana - ten mężczyzna faktycznie mógł służyć Voldemortowi. Mieli i wizję Morpheusa na temat, o ironio, Malfoya, a ona swoją własną: jeden z gości Muzy, który znikł z oczu Brygadzie, w masce sępa, podebranej obsłudze - ale to nie było coś, o czym chciała teraz wspominać. Analizy listy gości z Muzy chwilowo musiały poczekać.
Kto rozmawiał z Malfoyem?
I kogo nikt przez chwilę nie widział?
– O Malfoyach – przypomniała, gdy Morpheus spytał, o kim jeszcze wiedzą, spoglądając przez moment nie na wuja, a prosto na brata. Ironizował. Na pewno ironizował. Erik czasem lubił opowiadać takie rzeczy, nie na poważnie. Chociaż przyglądała się jego minie długą chwilę, tak na wszelki wypadek, czy to na pewno mina Erika, a nie jakiegoś metamorfomaga udającego Erika. Bo przecież żaden metamorfomag nie mógł znać jego min lepiej niż ona, prawda? – Może nie czy noszą maski, ale ehem, której stronie się tam sprzyja, jak bardzo nie lubią… szlamolubnych i że czarna magia raczej nie jest im obca. Przynajmniej nasz potencjalny… Minister Magii..
Przynajmniej jeśli wierzyli wizjom Morpheusa, a ona mogła wątpić w wiele rzeczy, ale nie w jego przepowiednie. Skoro twierdził, że Malfoy chciał rzucić klątwę na Avery i widział go z blond włosami - a ktoś ukradł jej tego dnia włosy - sprawa zdawała się Brennie oczywista. A w końcu śmierciożerców nie importowano z Grenlandii: spora część musiała pochodzić z konserwatywnych rodów.
Obrzuciła Erika za to nieco zaskoczonym spojrzeniem, gdy wspomniał najpierw o Malfoyu, a potem o „Sam Wiesz Kim”.
– Wiecie co, tak sobie myślę, że chyba powinniśmy zacząć praktykować zadawanie pytań, na które tylko dana osoba zna odpowiedź – rzuciła, pozornie w oderwaniu od rozmowy.
Uśmiechnęła się na powitanie do Woody’ego: nie zwróciła uwagi na jego niecodzienny strój, zresztą widzieli się może kwadrans przed tym, jak skoczyła do Nory. Za Olivią spojrzała z pewnym zmartwieniem, rzucając jeszcze, że spróbuje znaleźć ją potem.
– Jeśli chodzi o Ministrów Magii, to przyznaję, że interesuje mnie głównie, co oznaczała wizja Morpheusa. W kwestii tego hipnotyzera, pytanie, czy ufasz mu na tyle, że jesteś pewna, że jeśli damy mu grzebać w naszych głowach, nie wyciągnie niczego... więcej? Mam mieszkanie, które przetrwało, jeśli trzeba by ją gdzieś zabrać. Zabierałam z niego rzeczy dla wujka Figga i jego podopiecznych, nie spłonęło, ale jest tam dziwna runa. – Za którego czasem podawał się Woody w ich kompanii, bo rzecz jasna właśnie o nim mówiła. - Inne lokacje… muszę je sprawdzić – powiedziała do Jonathana, odnośnie kobiety z Fontanny. Nie wiedziała, czy Księżycowy Staw ocalał, a co do Warowni… tu już miała więcej informacji, bo gdy z Woodym skoczyli po te rzeczy, zastali w jej mieszkaniu ojca. – Warownia… Warownia jakiś czas nikogo nie przyjmie – dodała, płaskim tonem: nie pozwoliła, żeby głos się jej załamał. Do samego końca miała nadzieję, że wizja była metaforą, ale w tym wypadku sprawdziła się co do joty. – Jeżeli chodzi o Juliana, to o nim myślałam, kwestia mniej zaufania, a bardziej tego, czy będzie chciał narazić rodzinę. Dziś… ich dom ucierpiał – powiedziała. Znała córki Bletchleya, jego żonę i spotkała go tej nocy: wiedziała, że Alice skończyła w szpitalu. Gdy szło o Prawa Czasu i Trelawneya wolała się nie wypowiadać: była uprzedzona do Vakela, nie podobało się jej to ani trochę, ale nie było to coś, przy czym zamierzała zabierać głos. - Plany na najbliższe dni już chyba mamy. Sprawdzić informacje z Fontanny i te ode mnie, sprawdzić budynki, zorganizować schronienie dla tych, którzy ucierpieli, jak najwięcej zasobów… A na najbliższe parę godzin… spróbować pomagać w mieście. I w Dolinie.
Długoterminowe własne też miała, a w cudze nie planowała się wtrącać.
Rzuciła szybkie spojrzenie Thomasowi, gdy wspomniał o związanej dziewczynie: to było coś, czego absolutnie się n i e spodziewała.
– Może Alek i Woody mogą pomóc z obserwacją tego barmana. – Jeśli planował opuścić Anglię, to miał do wyboru świstoklik albo port. Ten pierwszy pewnie nielegalny, więc tylko ktoś dobrze znający Nokturn mógł tutaj interweniować. Ten drugi… Brenna pożałowała, że nie mieli w Zakonie więcej animagów: zwłaszcza takich zamieniających się w ptaki. Obserwacja portu byłaby wtedy łatwiejsza.
Pochyliła się nad notatkami, które robiła podczas zebrania, by przejrzeć zebrane informacje, zapiski na temat lokali, które ocalały - chociaż Brenna zaiste miała wrażenie, że ich próby ocenienia, czy w takim mieszka śmierciożerca to jednak wróżenie z fusów. Budynek mógł ocaleć przypadkiem. Albo ktoś szybko go ugasił. Albo śmierciożercy celowo podpalili na przykład dachy swoich domów, by wyglądały na osmalone, ale wszystko ocalało. Jak na razie jedynym obiecującym tropem wydawało się jej pod tym względem nazwisko podane przez barmana - ten mężczyzna faktycznie mógł służyć Voldemortowi. Mieli i wizję Morpheusa na temat, o ironio, Malfoya, a ona swoją własną: jeden z gości Muzy, który znikł z oczu Brygadzie, w masce sępa, podebranej obsłudze - ale to nie było coś, o czym chciała teraz wspominać. Analizy listy gości z Muzy chwilowo musiały poczekać.
Kto rozmawiał z Malfoyem?
I kogo nikt przez chwilę nie widział?
– O Malfoyach – przypomniała, gdy Morpheus spytał, o kim jeszcze wiedzą, spoglądając przez moment nie na wuja, a prosto na brata. Ironizował. Na pewno ironizował. Erik czasem lubił opowiadać takie rzeczy, nie na poważnie. Chociaż przyglądała się jego minie długą chwilę, tak na wszelki wypadek, czy to na pewno mina Erika, a nie jakiegoś metamorfomaga udającego Erika. Bo przecież żaden metamorfomag nie mógł znać jego min lepiej niż ona, prawda? – Może nie czy noszą maski, ale ehem, której stronie się tam sprzyja, jak bardzo nie lubią… szlamolubnych i że czarna magia raczej nie jest im obca. Przynajmniej nasz potencjalny… Minister Magii..
Przynajmniej jeśli wierzyli wizjom Morpheusa, a ona mogła wątpić w wiele rzeczy, ale nie w jego przepowiednie. Skoro twierdził, że Malfoy chciał rzucić klątwę na Avery i widział go z blond włosami - a ktoś ukradł jej tego dnia włosy - sprawa zdawała się Brennie oczywista. A w końcu śmierciożerców nie importowano z Grenlandii: spora część musiała pochodzić z konserwatywnych rodów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.