16.06.2025, 14:36 ✶
O, niedobre to było uczucie, kiedy zwisało się głową w dół. Zdecydowanie niedobre. Między innymi dlatego byłem w szkole komentatorem, a nie graczem Quidditcha. Drugim powodem było to, że w takiej pozycji ubrania prezentowały się wręcz tragicznie. Wszystko się zsuwało, wystawało, nie trzymało fasonu! A jednak... ja jednak...
Ojej. Ciężko się myślało w tej pozycji. Miałem wrażenie, że puchnę na twarzy. Co było absolutnie nie do przyjęcia. Merlinie, uchroń. Nie chciałem wyglądać jak ciotka Petronela po trzech kieliszkach nalewki z głogu i półgodzinnej kąpieli parowej. Cóż, chciałem wyglądać bosko, a żeby tak wyglądać, wszystko musiało się trzymać na miejscu. A nie spływać.
Tyle że teraz... wszystko spływało. W dół. A może w górę? W górę na dole?! JAKI TO BYŁ KIERUNEK, NA BOGÓW?! Nie zostałem stworzony do aż tak skomplikowanych kwestii numerologicznych, przestrzennych i... i grawitacyjnych, a jednak! Leciałem! Bez prawa głosu, bez zgody, bez parasola!
Nie wiem jak, nie wiem gdzie, ale leciałem. A ze mną leciał też Cornelius, mimo że sądziłem, iż jego wielkie dupsko zatrzyma nas na ziemi niczym zaklęcie uziemiające. Wielce się pomyliłem. Prawo magii działało ponad masą Lestrange'a. Chyba. Taką miałem teorię, bo nie miałem już sił na inne.
Zacząłem gorączkowo szukać wzrokiem Prudence, licząc na to, że zaraz z łaski swojej nas odstawi na ziemię. Ale ta... ta zdawała się być coraz mniejsza. Coraz mniejsza! Czyli się oddalała. Czyli to się działo naprawdę?! Nie wiem, czy się śmiała, ale jeśli się śmiała, to chyba wewnętrznie, bo twarz miała tę swoją martwą jak... jak salceson minę! Chyba że taki był urok jej uśmiechu. I żadnej różdżki nie widziałem. Może już ją schowała? A może wcale nie czarowała? Może to wcale nie ona?!
Czy to... czy to był sądny dzień?! Czy Cornelius przez przypadek aktywował jakąś zaklętą pelerynę?! A może to jezioro miało klątwę?! Merlinie, jeśli miałem zginąć, chcę przynajmniej, żeby moje włosy falowały się z wdziękiem!
| Rzucam na percepcję (pierwszy rzut) by wypatrzyć winnego mojej lewitacji i na charyzmę (drugi rzut), żeby mu wpierdolić wzrokiem.
Ojej. Ciężko się myślało w tej pozycji. Miałem wrażenie, że puchnę na twarzy. Co było absolutnie nie do przyjęcia. Merlinie, uchroń. Nie chciałem wyglądać jak ciotka Petronela po trzech kieliszkach nalewki z głogu i półgodzinnej kąpieli parowej. Cóż, chciałem wyglądać bosko, a żeby tak wyglądać, wszystko musiało się trzymać na miejscu. A nie spływać.
Tyle że teraz... wszystko spływało. W dół. A może w górę? W górę na dole?! JAKI TO BYŁ KIERUNEK, NA BOGÓW?! Nie zostałem stworzony do aż tak skomplikowanych kwestii numerologicznych, przestrzennych i... i grawitacyjnych, a jednak! Leciałem! Bez prawa głosu, bez zgody, bez parasola!
Nie wiem jak, nie wiem gdzie, ale leciałem. A ze mną leciał też Cornelius, mimo że sądziłem, iż jego wielkie dupsko zatrzyma nas na ziemi niczym zaklęcie uziemiające. Wielce się pomyliłem. Prawo magii działało ponad masą Lestrange'a. Chyba. Taką miałem teorię, bo nie miałem już sił na inne.
Zacząłem gorączkowo szukać wzrokiem Prudence, licząc na to, że zaraz z łaski swojej nas odstawi na ziemię. Ale ta... ta zdawała się być coraz mniejsza. Coraz mniejsza! Czyli się oddalała. Czyli to się działo naprawdę?! Nie wiem, czy się śmiała, ale jeśli się śmiała, to chyba wewnętrznie, bo twarz miała tę swoją martwą jak... jak salceson minę! Chyba że taki był urok jej uśmiechu. I żadnej różdżki nie widziałem. Może już ją schowała? A może wcale nie czarowała? Może to wcale nie ona?!
Czy to... czy to był sądny dzień?! Czy Cornelius przez przypadek aktywował jakąś zaklętą pelerynę?! A może to jezioro miało klątwę?! Merlinie, jeśli miałem zginąć, chcę przynajmniej, żeby moje włosy falowały się z wdziękiem!
| Rzucam na percepcję (pierwszy rzut) by wypatrzyć winnego mojej lewitacji i na charyzmę (drugi rzut), żeby mu wpierdolić wzrokiem.
Rzut Z 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!