16.06.2025, 18:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.06.2025, 18:04 przez Keyleth Nico Yako.)
Keyleth absolutnie nie była świadoma podstępu swojego rozmócy, ale musiała robić dobrą minę do złej gry, szczególnie że sytuacja zagęszczała się mocno i powoli dziewczyna traciła rozeznanie z tym co się dzieje, a co się nie dzieje, w czym ma pomóc a w czym nie ma pomóc i w ogóle o co chodzi.
Stała, znaczy STAŁ tak STAŁ rozglądając się niepewnie po zebranych, z głowy dawno mu uleciało czy powinien ich znać czy nie. Trzeba było działać, trzeba było pomagać, powinien pomóc Panu Woody'emu w podnoszeniu tej chałdy czy nie powinien? Miał go osłaniać, translokacja eee tak być może była w tym całkiem niezła i już nie patrzyła na pozę, na bajeczkę, że być może Lewis wcale z translokacji dobry nie jest i powinna udawać że jej coś nie wychodzi.
Z resztą, żeby udawać powinna wyciągnąć różdżkę, a z tego całego zamieszania totalnie o tym zapomniała.
- Weź kobieto zostaw te kase i uciekaj stąd, zaraz nam się to wszystko na łeb zawali! - krzyknął rozgorączkowany, sam zaskoczony brzmieniem swojego głosu, możę nieco zbyt piskliwym z nerwów. Zaraz potem odwrócił głowę do niej, potem na sufit, potem znów do niej.
Osłaniała ich. Takie miał zadanie.
A potem panu Woody'emu chyba stała się krzywda i Lewis podskoczył jak oparzony, chociaż jeszcze szczęśliwie żaden ognisty jęzor go nie dotknął.
Podnoś to!
Padł rozkaz, więc młodzik wcale się nie zastanawiał czy to do niego, czy do Hansa, tylko skupił swoją moc, swój gniew na belki, swój strach, żeby odrzucić przygważdząjące biedaka rumowisko i uwolnić pana Woodyego z potrzasku. Żeby nie musiał sobie odgryzać ręki jak wilk. Stary szczwany wilk.
Nowe ciało, nowa ja. Nie znała za dobrze tej formy, i machnięcie rękami, jakby próbowała odgonić muchy musiało wyglądać bardzo dziwnie zwłaszcza w połączeniu z twarzą, która nosiła ze sobą znacznie więcej emocji niż męską maskę zajebistości nawet w obliczu sromotnej porażki. No dobrze, ze Hans miał parę w łapach, bo nic by z tego nie było.
Key, znaczy Lewis odstąpił więc od tej myśli i podbiegł do starej raszpli.
- Musimy stąd wychodzić, budynek nie wytrzyma długo! - rzucił machając ręką nad głową.
- Nie będziesz mi mówić dzieciaku co mam robić! Mogłabym być kurwa Twoją matką, a matki trzeba słuchać! Tyrałam na to cały tydzień, nie pozwolę żeby jakiś pierdolony pożar odebrał mi i moim dzieciom złoto na chleb! - zaskrzeczała kobieta, której próby uwolnienia kasy pozostawały nieskuteczne. Magiczne zabezpieczenia przed złodziejami na nokturnie teraz strzelały jej w twarz, gdy odpowiednio nałożone runy reagowały zlepieniem ze stołem gdy tak szarpała się z kasetką, jakby nie była jej właścicielką.
Stała, znaczy STAŁ tak STAŁ rozglądając się niepewnie po zebranych, z głowy dawno mu uleciało czy powinien ich znać czy nie. Trzeba było działać, trzeba było pomagać, powinien pomóc Panu Woody'emu w podnoszeniu tej chałdy czy nie powinien? Miał go osłaniać, translokacja eee tak być może była w tym całkiem niezła i już nie patrzyła na pozę, na bajeczkę, że być może Lewis wcale z translokacji dobry nie jest i powinna udawać że jej coś nie wychodzi.
Z resztą, żeby udawać powinna wyciągnąć różdżkę, a z tego całego zamieszania totalnie o tym zapomniała.
- Weź kobieto zostaw te kase i uciekaj stąd, zaraz nam się to wszystko na łeb zawali! - krzyknął rozgorączkowany, sam zaskoczony brzmieniem swojego głosu, możę nieco zbyt piskliwym z nerwów. Zaraz potem odwrócił głowę do niej, potem na sufit, potem znów do niej.
Osłaniała ich. Takie miał zadanie.
A potem panu Woody'emu chyba stała się krzywda i Lewis podskoczył jak oparzony, chociaż jeszcze szczęśliwie żaden ognisty jęzor go nie dotknął.
Podnoś to!
Padł rozkaz, więc młodzik wcale się nie zastanawiał czy to do niego, czy do Hansa, tylko skupił swoją moc, swój gniew na belki, swój strach, żeby odrzucić przygważdząjące biedaka rumowisko i uwolnić pana Woodyego z potrzasku. Żeby nie musiał sobie odgryzać ręki jak wilk. Stary szczwany wilk.
Magia Bezróżdżkowa II
Translokacja ◉◉◉○○ próbuje odrzucić rumowisko z cywila, nie zauważam, że Hans już próbuje je podnieść.
Translokacja ◉◉◉○○ próbuje odrzucić rumowisko z cywila, nie zauważam, że Hans już próbuje je podnieść.
Rzut Z 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nowe ciało, nowa ja. Nie znała za dobrze tej formy, i machnięcie rękami, jakby próbowała odgonić muchy musiało wyglądać bardzo dziwnie zwłaszcza w połączeniu z twarzą, która nosiła ze sobą znacznie więcej emocji niż męską maskę zajebistości nawet w obliczu sromotnej porażki. No dobrze, ze Hans miał parę w łapach, bo nic by z tego nie było.
Key, znaczy Lewis odstąpił więc od tej myśli i podbiegł do starej raszpli.
- Musimy stąd wychodzić, budynek nie wytrzyma długo! - rzucił machając ręką nad głową.
- Nie będziesz mi mówić dzieciaku co mam robić! Mogłabym być kurwa Twoją matką, a matki trzeba słuchać! Tyrałam na to cały tydzień, nie pozwolę żeby jakiś pierdolony pożar odebrał mi i moim dzieciom złoto na chleb! - zaskrzeczała kobieta, której próby uwolnienia kasy pozostawały nieskuteczne. Magiczne zabezpieczenia przed złodziejami na nokturnie teraz strzelały jej w twarz, gdy odpowiednio nałożone runy reagowały zlepieniem ze stołem gdy tak szarpała się z kasetką, jakby nie była jej właścicielką.