16.06.2025, 19:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.06.2025, 19:16 przez Henry Lockhart.)
Kiedy podszedł do niego Morpheus Longbottom, Henry jakby wybudził się z transu. Fotografowanie było tak... mechaniczne, jakby był maszyną bez uczuć i myśli. Inaczej było z mówieniem. Ono stanowiło coś ludzkiego. Henry walczył ze sobą, by kompletnie nie załamać się przy kimś tak ważnym. Jak by wyglądał, gdyby teraz rozkleił się? Zaczął mówić, że nie daje rady, że chce do domu. Jakby był dzieckiem, a nie dorosłym.
– Tak... Od początku – powiedział cicho, przełykając tworzącą się w gardle gulę. Musiał się ogarnąć, naprawdę. Być profesjonalistą. – Później prześlę wszystkie zdjęcia.
Nie mógł nic więcej powiedzieć, bo zaraz mężczyźni zaczęli gasić kolejny pożar. Sklep z kartami tarota. Musiały się dobrze palić. Henry wziął głęboki oddech, starając się uspokoić. Przynajmniej teraz wiedział, że jego praca przyniesie światu coś dobrego. Czy mógł potem przyczynić się do powstania przeciwzaklęcia na jakąś klątwę? Może to wszystko mogło zapobiec dalszym katastrofom?
Nie. Jego zasługi nie mogły być aż takie znaczące. W końcu był tylko dziewiętnastoletnim (prawie dwudziestoletnim) fotografem. Czy historię mogli tworzyć ludzie, którzy nie zdali Owutemów? Sieroty, które nie miały nikogo, tylko samych siebie? Bez czystokrwistego nazwiska ani szlachetnego pochodzenia, bez prospektów na przyszłość? Henry nie wiedział nawet, czy przeżyje do ranka.
Odrobinę roztrzęsiony powrócił do robienia zdjęć. To była już kolejna porcja bohaterskich obrazów. I rzeczywiście, udało się im. Czyli była nadzieja... Szkoda, że Henry nie był w stanie jej poczuć. Że coś w nim zaczęło pękać. Ta bariera, którą trzymał całą noc... rozpadała się. Zupełnie jakby była zbudowana z kart, które nagle pochłonął ogień.
Był z tymi ludźmi, tuż obok nich, ale samotność już dawno tak mu nie ciążyła.
Grupa podeszła do nieznajomej kobiety, która zajmowała się właśnie młodą BUM-owczynią, wyraźnie ciężko przeżywającą tą noc. Henry stanął obok mężczyzn, odrobinę oddalony. Nie chciał się wtrącać, choć tak naprawdę bardzo potrzebował... czegokolwiek. Ci wszyscy ludzie byli w podobnym wieku, w którym byliby jego rodzice... gdyby ich też mu nie odebrano. Do oczu Henry'ego znów napłynęły łzy, tym razem niespowodowane dymem. Nie. Nie mógł myśleć o mamie i tacie. Nie teraz.
Ogarnij się, człowieku – skarcił się w myślach.
Odkryj wiadomość pozafabularną
– Tak... Od początku – powiedział cicho, przełykając tworzącą się w gardle gulę. Musiał się ogarnąć, naprawdę. Być profesjonalistą. – Później prześlę wszystkie zdjęcia.
Nie mógł nic więcej powiedzieć, bo zaraz mężczyźni zaczęli gasić kolejny pożar. Sklep z kartami tarota. Musiały się dobrze palić. Henry wziął głęboki oddech, starając się uspokoić. Przynajmniej teraz wiedział, że jego praca przyniesie światu coś dobrego. Czy mógł potem przyczynić się do powstania przeciwzaklęcia na jakąś klątwę? Może to wszystko mogło zapobiec dalszym katastrofom?
Nie. Jego zasługi nie mogły być aż takie znaczące. W końcu był tylko dziewiętnastoletnim (prawie dwudziestoletnim) fotografem. Czy historię mogli tworzyć ludzie, którzy nie zdali Owutemów? Sieroty, które nie miały nikogo, tylko samych siebie? Bez czystokrwistego nazwiska ani szlachetnego pochodzenia, bez prospektów na przyszłość? Henry nie wiedział nawet, czy przeżyje do ranka.
Odrobinę roztrzęsiony powrócił do robienia zdjęć. To była już kolejna porcja bohaterskich obrazów. I rzeczywiście, udało się im. Czyli była nadzieja... Szkoda, że Henry nie był w stanie jej poczuć. Że coś w nim zaczęło pękać. Ta bariera, którą trzymał całą noc... rozpadała się. Zupełnie jakby była zbudowana z kart, które nagle pochłonął ogień.
Był z tymi ludźmi, tuż obok nich, ale samotność już dawno tak mu nie ciążyła.
Grupa podeszła do nieznajomej kobiety, która zajmowała się właśnie młodą BUM-owczynią, wyraźnie ciężko przeżywającą tą noc. Henry stanął obok mężczyzn, odrobinę oddalony. Nie chciał się wtrącać, choć tak naprawdę bardzo potrzebował... czegokolwiek. Ci wszyscy ludzie byli w podobnym wieku, w którym byliby jego rodzice... gdyby ich też mu nie odebrano. Do oczu Henry'ego znów napłynęły łzy, tym razem niespowodowane dymem. Nie. Nie mógł myśleć o mamie i tacie. Nie teraz.
Ogarnij się, człowieku – skarcił się w myślach.
Zawada: Sierota