17.06.2025, 16:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2025, 17:02 przez Keyleth Nico Yako.)
To było trudne. To było w chuj trudne. Rzeczy się działy, sufity latały, baby krzyczały (znaczy jedna baba), wszystko było takie coraz bardziej straszne i przerażające. Keyleth bardzo chciała być bardziej przydatna niż mniej, jej złodziejskie oko wychwyciło problem, który jejmościna miała przy kasetce. Jeszcze tylko, żeby jej odrobinę zaufała. Kurwa mać. Niby teraz Key miała penisa i powinno być łatwiej o zaufanie, ale tu materiał do pracy był bardzo, bardzo trudny.
Dłonią subtelnie nagięła rzeczywistość, urok wplótł się w kolejne słowa, bardzo spokojne jak na okoliczności. Dobra sztuczka. Stara sztuczka. Oby tym razem ciało Lewisa nie przeszkadzało, a uśmiech, który produkowała współgrał z rzucanym zaklęciem i słowami:
- Proszę Pani, ja pani pomogę z tą kasetką, proszę mi zaufać, przecież jesteśmy tu pomóc, nie okradać się.
- ZŁODZIEJ! CHŁOPCY BRAC GO! OKRADAJĄ NAS!- Paniczne pokrzykiwania mugolaczki szarpiącej się z Lewistem przy kasie przebiły się przez huczące coraz głośniej płomienie i odgłosy z zewnątrz.
Keyleth zaklęła w języku swoich przodków, siarczyście i głośno, po czym w końcu - zgodnie ze słowami Woody'ego - przestała się patyczkować.
- WyCHODZIMY NARTYCHMIAST! - ryknęła łapiąc boleśnie kobietę za ramię. Może gdyby chciała współpracować, może gdyby zaklęcia w tej formie jej jakkolwiek wychodziły. Może dałoby się wyjść z tygodniowym utargiem. Ale nie. Miała rozhisteryzowanego babsztyla na karku przemocą wyciągniętego na zewnątrz. Trudno było się poklepać po ramieniu i powiedzieć "dobra robota Ke... znaczy Lewis, spisałeś się Lewis". Bardzo trudno. Ostatkiem woli powstrzymała się przed tym, żeby nie przemienić się ze wstydu we fretkę i uciec na powrót do Rejwachu. Najważniejsze, że udało im się wyprowadzić całą rodzinę na ulicę.
Dłonią subtelnie nagięła rzeczywistość, urok wplótł się w kolejne słowa, bardzo spokojne jak na okoliczności. Dobra sztuczka. Stara sztuczka. Oby tym razem ciało Lewisa nie przeszkadzało, a uśmiech, który produkowała współgrał z rzucanym zaklęciem i słowami:
- Proszę Pani, ja pani pomogę z tą kasetką, proszę mi zaufać, przecież jesteśmy tu pomóc, nie okradać się.
Magia Bezróżdżkowa II, Kłamanie I (opanowanie głosu w kryzysowej chwili), Zauroczenie ◉◉◉○○ - rzucam na zmianę nastawienia, sugestię, że jestem sprzymierzeńcem, implementuje pani uczucie: zaufanie
W przypadku sukcesu wspomnianą kasetkę chcę wyciągnąć korzystając z Wiedzy o świecie IV i Kradzieży I
Rzut Z 1d100 - 32
Akcja nieudana
Akcja nieudana
W przypadku sukcesu wspomnianą kasetkę chcę wyciągnąć korzystając z Wiedzy o świecie IV i Kradzieży I
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- ZŁODZIEJ! CHŁOPCY BRAC GO! OKRADAJĄ NAS!- Paniczne pokrzykiwania mugolaczki szarpiącej się z Lewistem przy kasie przebiły się przez huczące coraz głośniej płomienie i odgłosy z zewnątrz.
Keyleth zaklęła w języku swoich przodków, siarczyście i głośno, po czym w końcu - zgodnie ze słowami Woody'ego - przestała się patyczkować.
- WyCHODZIMY NARTYCHMIAST! - ryknęła łapiąc boleśnie kobietę za ramię. Może gdyby chciała współpracować, może gdyby zaklęcia w tej formie jej jakkolwiek wychodziły. Może dałoby się wyjść z tygodniowym utargiem. Ale nie. Miała rozhisteryzowanego babsztyla na karku przemocą wyciągniętego na zewnątrz. Trudno było się poklepać po ramieniu i powiedzieć "dobra robota Ke... znaczy Lewis, spisałeś się Lewis". Bardzo trudno. Ostatkiem woli powstrzymała się przed tym, żeby nie przemienić się ze wstydu we fretkę i uciec na powrót do Rejwachu. Najważniejsze, że udało im się wyprowadzić całą rodzinę na ulicę.
Koniec sesji