17.06.2025, 17:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2025, 17:20 przez Keyleth Nico Yako.)
...czy to w ogóle Lewis?
No właśnie? Czy zwinny McKinnon dałby się tak złapać za ucho starej raszpli? Czy piszczałby jak jakiś gryzoń, jak... fretka... gdy kobiecina bezlitośnie oskarżyła go o próbę kradzieży tygodniowego utargu, absolutnie niepomna na fakt, że jedna z jej latorośli nie wyglądała zbyt dobrze i potrzebowała natychmiastowej pomocy, że gdyby pozostała w tym zakładzie choćby i minutę dłużej, to to całe rumowisko stanowiłoby obecnie jej bardzo nieelegancki kapelusz? I to taki jednorazowy kapelusz? Taki na śmierć kapelusz?
To nie miało znaczenia. Nieszczęsny chłopak wił się i skamlał.
- Ja chciałem pomóc! Pani to szarpała, a trzeba było łagodnie i z wyczuciem! Pan jej powie! Te zabezpieczenia tak przecież działają! - próbowała się usprawiedliwić, próbował w sensie ee całkiem zacny i przystojny Lewis, nawet sprowadzony do poziomu klękania przed hersztbabą, która nie brała jeńców w swoim gniewie. - Pani mnie puści! Trzeba gasić, trzeba pomagać ludziom, a nie histeryzować z powodu głupich pieniędzy! To życie się liczy, tam pani syn leży, a pani tu się na mnie uwzięła zamiast skupić się na tym co ważne! - sarkał na nią i próbował przekrzyczeć, choć w tej pozycji było to trudne, zwłaszcza z tymi zakleszczonymi łapami na swoim ciele. Przez moment jej przeszło przez myśl, że może jeśli ktoś urwałby jej ucho, to potem i tak płynną magią po powrocie do własnego ciała owe ucho by odrosło. Ale nie chciała się przekonywać jaka była prawda... Bardzo nie chciała.
W poście korzystam z przewagi Kradzież tożsamości. Key przemieniła się w tym poście.
No właśnie? Czy zwinny McKinnon dałby się tak złapać za ucho starej raszpli? Czy piszczałby jak jakiś gryzoń, jak... fretka... gdy kobiecina bezlitośnie oskarżyła go o próbę kradzieży tygodniowego utargu, absolutnie niepomna na fakt, że jedna z jej latorośli nie wyglądała zbyt dobrze i potrzebowała natychmiastowej pomocy, że gdyby pozostała w tym zakładzie choćby i minutę dłużej, to to całe rumowisko stanowiłoby obecnie jej bardzo nieelegancki kapelusz? I to taki jednorazowy kapelusz? Taki na śmierć kapelusz?
To nie miało znaczenia. Nieszczęsny chłopak wił się i skamlał.
- Ja chciałem pomóc! Pani to szarpała, a trzeba było łagodnie i z wyczuciem! Pan jej powie! Te zabezpieczenia tak przecież działają! - próbowała się usprawiedliwić, próbował w sensie ee całkiem zacny i przystojny Lewis, nawet sprowadzony do poziomu klękania przed hersztbabą, która nie brała jeńców w swoim gniewie. - Pani mnie puści! Trzeba gasić, trzeba pomagać ludziom, a nie histeryzować z powodu głupich pieniędzy! To życie się liczy, tam pani syn leży, a pani tu się na mnie uwzięła zamiast skupić się na tym co ważne! - sarkał na nią i próbował przekrzyczeć, choć w tej pozycji było to trudne, zwłaszcza z tymi zakleszczonymi łapami na swoim ciele. Przez moment jej przeszło przez myśl, że może jeśli ktoś urwałby jej ucho, to potem i tak płynną magią po powrocie do własnego ciała owe ucho by odrosło. Ale nie chciała się przekonywać jaka była prawda... Bardzo nie chciała.
Charyzma ◉◉○○○, rzut na perswazje, żeby mnie wypuściła i skupiła się na rannym dziecku, w dalszym ciągu złodupnym nokturnowym zwyrolu, ale wszyscy mamy matki.
Rzut N 1d100 - 15
Akcja nieudana
Akcja nieudana
W poście korzystam z przewagi Kradzież tożsamości. Key przemieniła się w tym poście.