17.06.2025, 17:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2025, 00:08 przez Hannibal Selwyn.)
Nieznajomy - Gabriel - pachniał przyjemnie, wyglądał dobrze i najwyraźniej był zainteresowany towarzystwem. Jego skóra była chłodna w dotyku, ale młodszy czarodziej złożył to na karb własnego rozgrzania tańcem i chłodnego, nocnego powietrza.
- I jak wrażenia?.. - mruknął trochę niewyraźnie wokół trzymanego w ustach papierosa, pozornie skupiony na podawaniu ognia, ale doskonale świadomy poświęcanej mu uwagi. Dopiero, gdy w półmroku rozjarzył się drugi ognik, obdarzył rozmówcę przelotnym spojrzeniem. Wzrok, jaki napotkał można było określić jako… głodny?
Hannibal miał słabość do ludzi, którzy patrzyli na niego głodnym wzrokiem. Ośmielony, oparł się o ścianę trochę bliżej, niż poprzednio. W tej konfiguracji, w połączeniu z różnicą wzrostu, Montbel spoglądał na niego z góry i niemalże dmuchał mu dymem w twarz. Nie szkodzi.
- Gabriel Montbel - powtórzył, wypróbowując francuskie nazwisko, które stoczyło się z jego języka z nienagannym akcentem - Francja, prawda? - bardziej stwierdził, niż zapytał - Dzielimy ogień i dobry gust, to chyba wystarczy, żebyśmy nie musieli mówić sobie na “pan”? - powiedział swobodnie, wydmuchując kłębuszek dymu w bok - Hannibal.
Nie było między nimi miejsca, by wyciągnąć dłoń, ale podał ją towarzyszowi na tyle zgrabnie, na ile to było możliwe.
- Co cię tu sprowadza? Nie wydajesz się stałym bywalcem - wskazał głową na budynek, z którego wyszli. Starszy mężczyzna zdecydowanie nie pasował do okolicy. Hannibal znał ten typ. Zwykle jemu podobni odwiedzali kluby Soho przygnani kryzysem wieku średniego, złamanym sercem, pragnieniem odwetu - na żonie, na kochanku, na życiu - albo kombinacją tych czynników. Zwykle byli raczej żałośni, niż… no właśnie.
Selwynowi trudno było zgadnąć, która przyczyna powodowała Gabrielem, ale jedno pozostawało pewne - nie czuł politowania. Raczej miał ochotę znaleźć sposób, żeby rozebrać do reszty tę cienką fasadę opanowania, za którą czaiła się desperacja i zobaczyć ją w całej okazałości. Pragnienie. Spełnienie.
- Nie wyglądasz, jakbyś miał ochotę tam wracać, więc może wolisz znaleźć jakieś odpowiednie miejsce do… rozmowy? La nuit est encore jeune - powiedział bardziej miękko, niż planował. Francuski często robił to z jego głosem, zwłaszcza bezpośrednio po przestawieniu się z angielskiego.