Lata doświadczenia robiły swoje, czyż nie? Nie dało się ukryć, że akurat w tej dziedzinie byli prawdziwymi ekspertami, mało kto potrafił im dorównać. Była niemalże pewna tego, że gdyby odbyły się jakieś zawody w spożywaniu trunków wysokoprocentowych to znaleźliby się na szczycie, no, ona nieco niżej niż Ambroise, ale tak, to na pewno by się wydarzyło.
Czy był to powód do dumy? Może nie do końca, ale z drugiej strony to kolejna rzecz, w której się spełniali, nie było więc sensu zastanawiać się nad tym, czy faktycznie powinni się szczycić tym drobnym zwycięstwem. Najważniejsze, że się przy tym wyśmienicie bawili, udało im się nieco odprężyć i odetchnąć od tego wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło. Niby nic, ale jednak czuła, że tego potrzebowali, chociaż chwili zapomnienia.
Przewróciła oczami słysząc jego słowa, oczywiście, że sobie nie odpuścił tego komentarza, powinna się tego po nim spodziewać, czyż nie. Na całe szczęście przewróciła tylko oczami, bo bardzo blisko było tego, że sama by się przewróciła przy okazji, bo nieco straciła równowagę, dość szybko jednak ją złapała. Uratowana.
- Może wszystko nie, bezpieczniej jednak nie obudzić się z błotoryjem w łóżku. - Z tego, co wiedziała dosyć sporo mieszkało ich w okolicy, mogli trafić na jednego z nich w drodze powrotnej i nie była pewna, czy najlepszym pomysłem byłoby zabranie takiego stworzenia ze sobą. Nie sądziła, że spodobałaby się mu ewentualna zmiana otoczenia, a aktualnie też nie była stuprocentowo pewna, czy poradziłaby sobie w starciu z czymś takim. Jasne, łowcą było się całe życie, ale pijany łowca... to człowiek zupełnie innego kalibru. Miała świadomość, że podczas polowań Artemis czasem działy się cuda i wolałaby tego nie powtarzać, nie w momencie w którym zależało jej na tym, aby razem dotrwali do poranka.
- Rozróżniam, tak, to jest taki super zmysły łowcy, który wyczuwa wszystko. - Oczywiście, że była dumna z tej swojej wspaniałej umiejętności, nie zamierzała tego ukrywać, mało kto bowiem mógł się poszczycić podobnymi zdolnościami. Wszystko to zasługa krwi Yaxleyów, która płynęła w jej żyłach. - Ja sama średnio wiem, czym się między sobą różnicie, w sensie muszą być jakieś rzeczy, które was charakteryzują, ale trochę się gubię w tym kto grzebie w przyszłości, kto w przeszłości, a kto w teraźniejszości i co jest kłamstwem, a co prawdą. - Tak naprawdę w tej sytuacji była w stanie uwierzyć we wszystko, nie do końca rozróżniała to, czym się zajmował który z widzów. Nigdy nie zagłębiała się szczególnie w te umiejętności związane z trzecim okiem.
- No, każdy śmierdzi inaczej. - Tak chyba było to najprościej określić. Sama nie do końca wiedziała, jak to działało, ale działało i to chyba było dla niej aktualnie najbardziej istotne. Jej rodzina walczyła z bestiami od wielu pokoleń, wykształcili w sobie tę śmieszną umiejętność, która pozwalała im zauważać niuanse i szczegóły, których inni nie widzieli na pierwszy rzut oka.
- Spoko, jak coś wymyślę, to będę pytać, póki co nie myślę, więc nie musisz się obawiać. - Już dawno przestała to robić, teraz raczej reagowała na to, co przynosił im los, a tak się składało, że nie było najgorzej, bo zaoferował im chyba całkiem niezłą zabawę i darmowy alkohol, niczego więcej nie potrzebowali do szczęścia.
- Chyba nie, nie powinna beczeć podczas takiej okazji? Nie wydaje Ci się? - Popatrzyła na Greengrassa mrużąc oczy. To miał być jej szczęśliwy dzień, czy coś. Nie złapała jego aluzji, odniesienia do tej nieszczęsnej owcy, o której jeszcze chwilę wcześniej rozmawiali mimo tego, w jaki sposób to powiedział.
- Nie jest urocze, nie chcę takiego zwierzątka, wolałabym coś bardziej unikatowego. - Na co im owca, czy tam baba w sukience z włosami przypominającymi zwierzę. Zdecydowanie to nie było to, czego szukała.
- Po co nam mugol w domu? - Znaczy jasne, na pewno znaleźliby dla niej jakieś zastosowanie, ale w tej chwili chyba nie umiała go znaleźć.
Rozpoczęło się jakieś zamieszanie. Ktoś wsadził jej kieliszek w rękę, nie spodziewała się tego, więc uniosła głowę marszcząc się przy tym. Nie wyglądała jakby rozumiała, co się wokół niej dzieje, ale chyba nie była jedyna. Roise również wydawał się być nieco zagubiony. Po chwili ktoś przesunął ich w ten krąg. Nie spodziewała się, że będą musieli dokonywać jakichś interakcji z parą młodą... Cóż, to mogło zakończyć się różnie. Kiwała się to w przód to w tył próbując zebrać myśli, ale nic konkretnego jej się nie nasuwało. Życzenia? Nie była w nich najlepsza. - Ja stukam, a Ty mówisz. - Powiedziała do Roisa tak, żeby przypadkiem nie próbował się wykręcić, tak zamierzała stukać w ten nieszczęsny kieliszek, żeby nie powiedzieć czegoś, co nie było na miejscu, a wiadomo Yaxleyówna miała tendencje do paplania rzeczy, które nigdy nie powinny być rzucone na głos.