17.06.2025, 20:47 ✶
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie myślałem o tym. Rozpatrywałem różne możliwości, ale… – umilkł przyjmując chusteczki z pewnym zaskoczeniem i niezrozumieniem, nie wiedząc do końca co ma z nimi zrobić, jakby nie zdawał sobie również sprawy ze stanu w jakim się obecnie znajdował. Wszystko było zamglone, duszne, spopielone, nawet ten szum drzew otaczających jego dom nie dochodził do uszu, mimo że wiatr zaglądał ciekawie do opustoszałego salonu, zdziwiony brakiem zasłon, które mógły nadymać i kształtować według swojej woli.
– Kiedy z nim byłem, to każda taka myśl, każda dawna ścieżka, każda wampirza ścieżka, zdawała się gorsza. Jakoś taka… niewłaściwa. Burząca szczęście. Zabawa w człowieka podobała mi się, a może lubiłem myśleć o tym, że on nie bierze mnie za potwora. Było mi po prostu dobrze. – Głos mu się złamał i na moment umilkł w zamyśleniu, w żałobie, która trwała zbyt długo. – Myślę… myślę, że dlatego też nie zabiłem go, gdy była po temu okazja, nie zabiłem nas choć plan nie przewidywał innego wyniku tej konfrontacji, od momentu kiedy w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że on nie wróci. – Bardzo powoli sięgnął do pakuneczku i wysunął pierwszą chusteczkę. Może przy okazji takich rozmów powinni coś pić. Może kogoś. Może jakaś ostatnia wieczerza. Przez dziwaczny moment poczuł ukłucie winy, że nie może jej zaserwować dobrej krwi. Zaprosić do stołu. Ugościć. Przez moment.
– Moja propozycja wprowadziła pewne napięcie, a im dłużej o tym myślałem, tym było gorzej. I wtedy, po tygodniu przyszedł do mnie i od progu oznajmił mi, że na stałe wraca do Anglii. Bo tak. Bo dostał list i rzuca wszystko. A ja na tamtym etapie nie miałem jak nawet pojechać razem z nim, z resztą… Przez te lata nasza relacja była utrzymywana w tajemnicy przed jego bliskimi, najwidoczniej nie byłem nie wiem… – westchnął ciężko, mnąc w palcach chusteczkę i skupiając się na jej błękitnej bieli brukanej popiołem i potem. – Wpadłem w furię. Byłem rozgoryczony, że podjął taką decyzję beze mnie, że chce mi odebrać moje szczęście. Powiedział coś o tonie, o tym, że nie będzie ze mną rozmawiał w takich warunkach i… i się odwrócił, a ja złapałem go za bark i chciałem odwrócić z powrotem do siebie, chciałem dalej rozmawiać, wyjaśnić to, chciałem… i zrobiłem to za mocno. Nie pamiętam dobrze co się wydarzyło później. Przewróciła się szafka, rozbiła się waza, chyba cisnąłem krzesłem o ścianę, byłem taki wściekły, upokorzony i przerażony wizją miesięcy w samotności, kilku jak ochłap rzuconych nocy zamiast naszej słodkiej rutyny… nawet się nie zorientowałem, kiedy on się stamtąd teleportował. Nie miałem świadomości, nie wiedziałem wtedy, że zrobiłem mu krzywdę z resztą L… robiłem ludziom dużo gorsze rzeczy, zdecydowanie gorsze rzeczy. Ale dla niego, dla niego to był koniec. Zupełnie jakby czekał, aż wydarzy się coś, co by usprawiedliwiło rozstanie, byłem przekonany, że celowo tak poprowadził rozmowę, by udowodnić sobie i mi, że… że to wszystko nie ma sensu. Nigdy nie miało. – Gdy w końcu łzy pociekły po zakurzonym policzku, chusteczka jak sztuczny śnieg zdobiła jego kolana i uda. Na szczęście nie była jedyną w paczce. Na szczęście mógł sięgnąć po nową i przycisnąć ją do oczu.
– Kiedy z nim byłem, to każda taka myśl, każda dawna ścieżka, każda wampirza ścieżka, zdawała się gorsza. Jakoś taka… niewłaściwa. Burząca szczęście. Zabawa w człowieka podobała mi się, a może lubiłem myśleć o tym, że on nie bierze mnie za potwora. Było mi po prostu dobrze. – Głos mu się złamał i na moment umilkł w zamyśleniu, w żałobie, która trwała zbyt długo. – Myślę… myślę, że dlatego też nie zabiłem go, gdy była po temu okazja, nie zabiłem nas choć plan nie przewidywał innego wyniku tej konfrontacji, od momentu kiedy w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że on nie wróci. – Bardzo powoli sięgnął do pakuneczku i wysunął pierwszą chusteczkę. Może przy okazji takich rozmów powinni coś pić. Może kogoś. Może jakaś ostatnia wieczerza. Przez dziwaczny moment poczuł ukłucie winy, że nie może jej zaserwować dobrej krwi. Zaprosić do stołu. Ugościć. Przez moment.
– Moja propozycja wprowadziła pewne napięcie, a im dłużej o tym myślałem, tym było gorzej. I wtedy, po tygodniu przyszedł do mnie i od progu oznajmił mi, że na stałe wraca do Anglii. Bo tak. Bo dostał list i rzuca wszystko. A ja na tamtym etapie nie miałem jak nawet pojechać razem z nim, z resztą… Przez te lata nasza relacja była utrzymywana w tajemnicy przed jego bliskimi, najwidoczniej nie byłem nie wiem… – westchnął ciężko, mnąc w palcach chusteczkę i skupiając się na jej błękitnej bieli brukanej popiołem i potem. – Wpadłem w furię. Byłem rozgoryczony, że podjął taką decyzję beze mnie, że chce mi odebrać moje szczęście. Powiedział coś o tonie, o tym, że nie będzie ze mną rozmawiał w takich warunkach i… i się odwrócił, a ja złapałem go za bark i chciałem odwrócić z powrotem do siebie, chciałem dalej rozmawiać, wyjaśnić to, chciałem… i zrobiłem to za mocno. Nie pamiętam dobrze co się wydarzyło później. Przewróciła się szafka, rozbiła się waza, chyba cisnąłem krzesłem o ścianę, byłem taki wściekły, upokorzony i przerażony wizją miesięcy w samotności, kilku jak ochłap rzuconych nocy zamiast naszej słodkiej rutyny… nawet się nie zorientowałem, kiedy on się stamtąd teleportował. Nie miałem świadomości, nie wiedziałem wtedy, że zrobiłem mu krzywdę z resztą L… robiłem ludziom dużo gorsze rzeczy, zdecydowanie gorsze rzeczy. Ale dla niego, dla niego to był koniec. Zupełnie jakby czekał, aż wydarzy się coś, co by usprawiedliwiło rozstanie, byłem przekonany, że celowo tak poprowadził rozmowę, by udowodnić sobie i mi, że… że to wszystko nie ma sensu. Nigdy nie miało. – Gdy w końcu łzy pociekły po zakurzonym policzku, chusteczka jak sztuczny śnieg zdobiła jego kolana i uda. Na szczęście nie była jedyną w paczce. Na szczęście mógł sięgnąć po nową i przycisnąć ją do oczu.