Nie spodziewała się, że Ambroise zrozumie to w ten sposób. Cóż, tak, czy siak było w tej jej złotej myśli sporo prawdy, bez względu na to gdzie zawędrował jego bystry umysł. Powinna się spodziewać, że pojęcie błotoryj będzie dla niego obce, od zawsze był ignorantem, jeśli chodzi o magiczne stworzenia, cóż bez względu na to, jak odebrał jej słowa to i tak była w tym prawda. Błotoryj jako określenie niezbyt urodziwej kobiety, nigdy nie korzystała z niego w ten sposób, ale może powinna? Zresztą nie miała w zwyczaju oceniać aparycji innych kobiet, nie było to w jej stylu, wiedziała, że nie mają na to wpływu i po prostu takie już są. Raczej należała do tej dość mocno wspierającej grupy dziewcząt, które nie oceniały innych na podstawie wyglądu, bo to nie miało większego sensu. Każda potwora znajdzie swojego amatora, czy coś, każdy błotoryj znajdzie jeszcze większego błotoryja, któremu na pewno się spodoba.
- Nie do końca o to mi chodziło... - Wypadało to sprostować, prawda? Wypadało? Sama Yaxleyówna zaczęła już się gubić w tym, o czym rozmawiali, zaczęła od zwierząt mieszkających w błocie, a skończyło się na bliskich kobietach. Nie spodziewała się, że te tematy będą leżeć tak blisko siebie, ale faktycznie wybrzmiało to z jej ust, mogło zostać odebrane różnie. Oby jej nikt nie usłyszał, bo jeszcze zaraz ktoś z gości stwierdzi, że nazywa go błotoryjem i jak nic postanowią ich stąd wyrzucić.
- Nie chodzi mi o brak urody, bo przecież każdy jakąś urodę ma? - Nie wszyscy może mieli spektakularną, ale no u każdego istniała? To jedna z tych rzeczy, które musiał mieć każdy, prawda? Geraldine zaczęła się motać i wątpić w te proste stwierdzenia, a mogła zupełnie nie poruszać tematu błotoryjów, to byłoby chyba dużo prostsze. Mina jej zrzedła, widać było, że naprawdę bardzo intensywnie próbuje w tej chwili myśleć, ale średnio jej to wychodziło.
- Błotoryj to takie zwierzę, które mieszka w błocie, jest duże i brzydkie, i jak tak o tym myślę, to faktycznie mogłeś to odebrać jako epitet wobec jakiejś nieurodziwej pannicy. - Im dłużej o tym myślała, tym większy sens w tym widziała, zdecydowanie wolała nie zmierzać dalej, bo kto wie, co jeszcze z tego wyjdzie.
Skupiła się na kolejnych słowach, które padły z ust jej chłopaka. Za dużo informacji, zdecydowanie za nim nie nadążała. Jej mózg został gdzieś daleko, bardzo daleko, nie był tutaj z nimi. Widać było to po wyrazie jej twarzy, jakby żarówka ciągle żarzyła się nad jej głową, ale nie przynosiła żadnego rozjaśnienia.
- To jakim cudem widziałeś to, co się stanie za pół godziny? - Coś tam jeszcze w miarę jej stykało, pamiętała, co powiedział przed chwilą, pewnie gdyby to zrobił jakąś godzinę wcześniej to wyparłaby to z pamięci, ale było to całkiem niedawno, to były dość świeże informacje, przetwarzała je jeszcze, to wszystko robiło się coraz bardziej skomplikowane, albo to ona nie nadążała.
- Pojebana akcja. - Nikt, a każdy to była spora różnica, trochę jej to nie grało, ale w tej chwili wolała odpuścić, nie sądziła, aby cokolwiek zostało jej w głowie po tym wieczorze z takich szczegółowych informacji, pewnie kiedyś wrócą do tej rozmowy, albo i nie? Mogło być różnie, bo była tak nawalona, że rano pewnie nie będzie pamiętała połowy tego wieczora, a może i więcej.
- Romek i bez tego jest niebezpieczny, jak wąż rzeczny... - Dodała cicho, bo faktycznie tak się jej wydawało. Romulus posiadał pewne umiejętności, które wzbudzały w niej strach, nigdy mu się do tego nie przyznała, ale uważała to całe grzebanie w głowie, czy hipnozę za naprawdę nikczemne. Zresztą miała ostatnio nie do końca przyjemne doświadczenie z mieszaniem jej w głowie, wolała unikać kolejnych takich sytuacji, nie znosiła wszystkiego, co było związane z zauroczeniem, chociaż nie wspominała o tym głośno. Nie lubiła przyznawać się do swoich słabości.
- Nie tak śmierdzi, ale zapala mi się lampka w głowie i po prostu wyczuwam, wiesz, że coś jest nie halo. - Nie do końca umiała wytłumaczyć tę umiejętność, zresztą dopiero niedawno wspomniała o niej Ambrożemu, bo to też było dziwne, ale tak już miała. Najwyraźniej każdy miał jakieś swoje nietypowe umiejętności, którymi mógł się poszczycić.
- Ona chyba powinna się cieszyć, beczeć mogą te stare baby, chyba? - Yaxleyówna nie była specjalistką od ślubów, zdecydowanie to nie był jej konik. Bywała na nich oczywiście, gdy ktoś z śmietanki towarzyskiej zaprosił jej rodzinę na podobne wydarzenie, tyle, że była raczej zainteresowana innymi rzeczami podczas takich uroczystości, na przykład zawartością baru, to tam można było ją przede wszystkim spotkać, a nie obserwującą gości. To nieszczególnie interesowało pannę Yaxley, chociaż ostatnio, gdy była z Erikiem na weselu u Blacków to przyjęcie przejęły kapibary, to było całkiem zabawne, chociaż dla niektórych raczej skandaliczne. Wolała nie myśleć o tym, co spotkało Perseusa po tym, jak jego wesele stało się taką komedią, Blackowie nie byli szczególnie tolerancyjni, na pewno nie docenili tego żartu.
- Chciałbyś mieć błazna mugola? - Spojrzała na swojego chłopaka bardzo poważnie. W sumie to nie było takie głupie, mógłby ich zabawiać i zapewniać rozrywkę, na pewno ktoś wcześniej już zrobił coś takiego, z drugiej strony to była kolejna gęba do wykarmienia, nie, chyba nie chciałaby mieć swojego własnego mugola, wolała konie, psy i może hipogryfa? Chętnie nauczyłaby się na takim latać.
Poklepała Ambroisa po ramieniu, chcąc w ten sposób dodać mu otuchy. Zwaliła to na niego, przecież nie mogło być inaczej, z ich dwójki to on bardziej nadawał się do interakcji z ludźmi, ona nawet jak próbowała być miła, to robiła te swoje miny, które mogły powodować, że wydawała się być wiecznie wkurwiona, mimo, że wcale nie była.
- Mówiłam o stukaniu, w kieliszek, a nie o pukaniu... - Najwyraźniej musiała nieco sprostować to, co padło z jej ust. Oczywiście, że Roise myślał tylko o jednym, tylko, że teraz naprawdę znajdowali się w podbramkowej sytuacji, musieli jakoś ją dźwignąć, w sumie radzili sobie z dużo większymi problemami, na pewno jakoś ogarną jedną parę młodą, to nie powinno być nic trudnego.
Skoro Roise się jeszcze bardziej do niej przysunął, zrobiła to samo. Chyba najlepiej byłoby gdyby faktycznie trzymali się razem, co z tego, że wyglądali przy tym pokracznie i razem chwiali się jeszcze bardziej niż osobno? Byli swoim oparciem... ta jasne. Jeszcze chwila, moment i będą mieli to z głowy, tego się trzymała, no i jeszcze Greengrassa, chociaż to nieco komplikowało sprawę. Para młoda powoli przesuwała się od człowieka do człowieka, od pary do pary, jeszcze chwila i w końcu dotrze do nich. Nie zauważyła tego, że Ambroise oblał kogoś szampanem, była za bardzo zaaferowana zbliżającym się nieszczęściem.