18.06.2025, 20:49 ✶
Musiała przyznać, że ostatnio ewidentnie zmiękła. Wcześniej zapewne zrugałaby szalejącą BUM-owczynię i doprowadziła ją do porządku w lekko ostrzejszy sposób. Ale nie mogła nic poradzić na otaczający ich ogień, który skutecznie topił i formował jej serce w rozmokłą papkę. Poza tym zawsze miała słabość do młodych ludzi w opresji, którzy mogli być w wieku jej potencjalnego dziecka. To samo z niej wychodziło — chęć do ocierania umorusanego policzka kciukiem czy poprawienia przechylonego kołnierza, albo, ewentualnie, podcinania loków czy dawania rad, jak odpowiednio używać porady.
— W środku na pewno coś się znajdzie — rzuciła jedynie trochę szorstko, a potem oparła jedną dłoń na biodrach, a drugą przejechała powoli po czole. — Szybciej, dziecko, Londyn sam się nie ugasi.
Kiedy byli młodsi czasami łapała się na tym, że traktowała Morpheusa niczym swoją niezwiązaną krwią progeniturę. Nie dzieliło ich aż tak wiele lat, ale poznała go przecież, kiedy był jeszcze dzieciakiem, chowającym się za podręcznikami, a ona wyrośniętą nastolatką. Pamiętała jak zaraz po pierwszym tańcu na jej ślubie z Woodrowem przecisnął się pomiędzy innymi gośćmi, żeby zaciągnąć ją na parkiet.
Teraz zmuszona była patrzeć na jego oddaloną, cierpiącą twarz.
Na umęczonego Anthony’ego, który pozostał w tyle, najwyraźniej szeptając kilka słów otuchy młodocianemu fotografowi.
Skupiła się jednak na Jonathanie, który zaskoczył ją słowotokiem, dlatego ścisnęła mocniej jego ramię, jakby chciała go zakotwiczyć w tym momencie i sprowadzić go na ziemię.
— Ciebie… was również — odparła zaraz, strzepując z jego ramion popiół, choć było to wyraźnie próżne działanie. Dodało jej to jednak trochę siły do mówienia dalej. Nawet uśmiechnęła się lekko, ciągnąc jeden z kącików ust w górę. — Oczywiście, nie sądzę, żeby ktokolwiek był w stanie cię przebić, miły.
— Wejdziecie do środka? Z wami wszystko w porządku? Żaden nie dostał zaklęciem ani nie leje mu się krew? Jakieś nowe wieści?
Pytania wylewały się z nią niczym potok, którego nie zdołała zatrzymać. Ludzie kłębili się w środku antykwariatu, a niektórzy z nich nawet wyglądali nieśmiało przez witrynę, starając się zrozumieć, co dzieje się na zewnątrz.
— W środku na pewno coś się znajdzie — rzuciła jedynie trochę szorstko, a potem oparła jedną dłoń na biodrach, a drugą przejechała powoli po czole. — Szybciej, dziecko, Londyn sam się nie ugasi.
Kiedy byli młodsi czasami łapała się na tym, że traktowała Morpheusa niczym swoją niezwiązaną krwią progeniturę. Nie dzieliło ich aż tak wiele lat, ale poznała go przecież, kiedy był jeszcze dzieciakiem, chowającym się za podręcznikami, a ona wyrośniętą nastolatką. Pamiętała jak zaraz po pierwszym tańcu na jej ślubie z Woodrowem przecisnął się pomiędzy innymi gośćmi, żeby zaciągnąć ją na parkiet.
Teraz zmuszona była patrzeć na jego oddaloną, cierpiącą twarz.
Na umęczonego Anthony’ego, który pozostał w tyle, najwyraźniej szeptając kilka słów otuchy młodocianemu fotografowi.
Skupiła się jednak na Jonathanie, który zaskoczył ją słowotokiem, dlatego ścisnęła mocniej jego ramię, jakby chciała go zakotwiczyć w tym momencie i sprowadzić go na ziemię.
— Ciebie… was również — odparła zaraz, strzepując z jego ramion popiół, choć było to wyraźnie próżne działanie. Dodało jej to jednak trochę siły do mówienia dalej. Nawet uśmiechnęła się lekko, ciągnąc jeden z kącików ust w górę. — Oczywiście, nie sądzę, żeby ktokolwiek był w stanie cię przebić, miły.
— Wejdziecie do środka? Z wami wszystko w porządku? Żaden nie dostał zaklęciem ani nie leje mu się krew? Jakieś nowe wieści?
Pytania wylewały się z nią niczym potok, którego nie zdołała zatrzymać. Ludzie kłębili się w środku antykwariatu, a niektórzy z nich nawet wyglądali nieśmiało przez witrynę, starając się zrozumieć, co dzieje się na zewnątrz.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you