— Nie mam pojęcia.
Odpowiedziała z rozbrajającą szczerością, a słowa pozostawiły słony ślad na języku. A może to morska woda, której się opiła przed kilkoma momentami? Nie w smak jej było, że nie rozpoznała stwora, ani też, czy kiedyś o czymś podobnym czytała. Macki, wyłupiaste oczy, niby kobieca twarz, ale dziwna paszcza… Aż wzdrygnęła się na samo wspomnienie.
— Miło mi poznać, chociaż okoliczności mogą być niesprzyjające. — dłoń Daisy na chwilę zniknęła w niedźwiedziej łapie Reginy, która zaraz odpowiedziała na propozycję. — Herbata, kawa albo i coś mocniejszego, chętnie zmyję posmak glonów z języka.
Podniosła się z ziemi i pomogła wstać pannie Lockhart, o ile ta ów pomoc przyjęła. Strzepnęła wełniany płaszcz, pozbywając się zeń mokrego piasku i wraz z kobietą ruszyła ku zabudowaniom Allhallows.
— Zakładam, że nie jesteś stąd, skoro obie rozglądamy się za jakimkolwiek pubem lub miejscem, gdzie dostaniemy coś ciepłego do picia. — zaczęła po tym, jak znalazły się na kamiennym nabrzeżu rybackiego portu. — Zepsułam twój spacer czy Ministerstwo w końcu zainteresowało się pismami pana Rashika i postanowiło sprawdzić, o co chodzi z tymi zaginięciami?
Po chwili zwolniła krok i ruchem głowy wskazała na szyld. „Wesoła Makrela”, bo tak głosił napis pod drewnianą rzeźbą wygiętej i uśmiechniętej ryby, zachęcała tumultem, jaki dobywał się ze środka, mieszając z muzyką leniwie płynącą z radia.
— Obawiam się, że nic lepszego tutaj nie trafimy. — westchnęła, mrużąc lekko oczy i spojrzała na Daisy, czy ta reflektowała na ten lokal.
Nie chciała błąkać się dalej, bo adrenalina niemal całkowicie ulotniła się z jej ciała i na jej miejsce wchodziło zmęczenie. Do tego jeszcze czuła rodzący się w naciągniętych mięśniach ból. Ale przynajmniej nie przeziębienie, pomyślała.