19.06.2025, 00:29 ✶
Powinna być ostoją — trzymać każdego, kto przychodził w czasie Spalonej Nocy do antykwariatu, ponad powierzchnią metaforycznej tafli wody i nie puszczać ich, kiedy miała nadejść kolejna fala. Tak było zawsze. Nie mogła się złamać w tym momencie, nie mogła odpuścić i poluzować samozaciskającego się pasa; pozwolić, aby maska pękła, aby wszystko, na co do tej pory pracowała poszło się pieprzyć i—
Odetchnęła, odnajdując chwilową pociechę w szorstkim materiale na ramieniu Morpheusa. Nie mogła tego robić przed bratem. Nie ponownie, bo nie chciała wracać już do lata nigdy. Może poza plażą — poza ich tańcem na koniec zakonowej potańcówki (czy cofnęliśmy się do magicznej, trzeciej klasy?), poza przepychaniem się z byłym mężem i ostatecznie powrotem do domu z serwetką z wypisanym na niej głupim wierszem. Splotem słów, który trzymała dalej w ostatniej przegrodzie skórzanego portfela, zaraz za ruszającym się zdjęciem z Brenną i Erikiem. Może zachowywała się na powrót jak nastolatka, kiedy to wycinała nożykiem końcówki ich listów, gdzie Woodrow swoim koślawym pismem powtarzał Kocham Cię. Pamiętała, że niektóre z pergaminów zostawiała, a fragmenty innych kończyły właśnie w różnych miejscach — we wcześniej wspomnianym portfelu, czasami w jego również, a także w dziennikach, w książkach.
— Merlinie, co za… — zmięła przekleństwa, widząc funkcjonariuszy, pochylających się nad spetryfikowanym delikwentem. — Idioci!
Zamiast pomóc, odsunąć chłopa na bok, to gapili się jak łysy na grzebień.
Wyciągnęła różdżkę z ręka wręcz naturalnym ruchem, jakby robiła to od ponad czterdziestu lat. I miałoby się w tej kwestii rację. Ale jeszcze bardziej naturalną rzeczą było dla niej rozpraszanie. Klątwy, jeszcze za czasów praktyk w banku Gringotta, były nie tyle jej rutynową codziennością, a pasją. Drugą naturą. Dlatego magia, która pokrywała statuetkę wręcz do niej wołała. Prosiła o rozwiązanie czaru, o pociągnięcie jednego końca wstęgi, aby pewnym ruchem przegubu rozwiązać cały węzeł.
Machnęła gałązką, podchodząc szybkim krokiem do całej trójki, próbując powrócić na chwilę do czegoś znajomego. Do złamania czaru.
Rozpraszanie ◉◉◉◉○: Zdjęcie zaklęcia zabezpieczającego ze spetryfikowanego gościa.
Dodatkowo jednak — -10 do rzutów z powodu (nierozliczenia) Zawady Bezsenność
Odetchnęła, odnajdując chwilową pociechę w szorstkim materiale na ramieniu Morpheusa. Nie mogła tego robić przed bratem. Nie ponownie, bo nie chciała wracać już do lata nigdy. Może poza plażą — poza ich tańcem na koniec zakonowej potańcówki (czy cofnęliśmy się do magicznej, trzeciej klasy?), poza przepychaniem się z byłym mężem i ostatecznie powrotem do domu z serwetką z wypisanym na niej głupim wierszem. Splotem słów, który trzymała dalej w ostatniej przegrodzie skórzanego portfela, zaraz za ruszającym się zdjęciem z Brenną i Erikiem. Może zachowywała się na powrót jak nastolatka, kiedy to wycinała nożykiem końcówki ich listów, gdzie Woodrow swoim koślawym pismem powtarzał Kocham Cię. Pamiętała, że niektóre z pergaminów zostawiała, a fragmenty innych kończyły właśnie w różnych miejscach — we wcześniej wspomnianym portfelu, czasami w jego również, a także w dziennikach, w książkach.
— Merlinie, co za… — zmięła przekleństwa, widząc funkcjonariuszy, pochylających się nad spetryfikowanym delikwentem. — Idioci!
Zamiast pomóc, odsunąć chłopa na bok, to gapili się jak łysy na grzebień.
Wyciągnęła różdżkę z ręka wręcz naturalnym ruchem, jakby robiła to od ponad czterdziestu lat. I miałoby się w tej kwestii rację. Ale jeszcze bardziej naturalną rzeczą było dla niej rozpraszanie. Klątwy, jeszcze za czasów praktyk w banku Gringotta, były nie tyle jej rutynową codziennością, a pasją. Drugą naturą. Dlatego magia, która pokrywała statuetkę wręcz do niej wołała. Prosiła o rozwiązanie czaru, o pociągnięcie jednego końca wstęgi, aby pewnym ruchem przegubu rozwiązać cały węzeł.
Machnęła gałązką, podchodząc szybkim krokiem do całej trójki, próbując powrócić na chwilę do czegoś znajomego. Do złamania czaru.
Rozpraszanie ◉◉◉◉○: Zdjęcie zaklęcia zabezpieczającego ze spetryfikowanego gościa.
Dodatkowo jednak — -10 do rzutów z powodu (nierozliczenia) Zawady Bezsenność
Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you