19.06.2025, 01:59 ✶
Hannibal, który powoli, kawałeczek po kawałeczku zbierał się do kupy, zesztywniał, słysząc pocieszający ton Henry’ego. Nagle, całkiem znienacka przypomniał sobie, jak w zeszłym tygodniu Lauretta wykrzyczała mu na próbie, że jest słaby. A potem, jak jego pierwszy nauczyciel tańca oznajmił mu, że nigdy do niczego nie dojdzie, bo miał siedem lat i nie chciał kręcić tych cholernych piruetów. Zamknął oczy i z wysiłkiem przełknął ślinę.
Wcale nie chciał przeżywać załamania nerwowego właśnie teraz, na środku ulicy, na oczach przechodniów, Henry'ego, czy dowolnego innego dziennikarza. Ale od czterech godzin mierzył się z całkiem innym rodzajem stresu, niż ten, do którego był przyzwyczajony. Rzadko kiedy w życiu czuł się bezradny, rzadko kiedy znajdował się w sytuacji, której nie mógł poprawić swoimi pieniędzmi, nazwiskiem, talentem, albo gładkimi słówkami. Nigdy nie znalazł się w takich okolicznościach, nie bez uspokajającej znajomości scenariusza, którego tu NIE BYŁO! Nigdy wreszcie nie czuł się tak cholernie anonimowy!
A teraz w dodatku Henry uważał go za słabego.
Poczuł palący wstyd, bardzo stary i dobrze znajomy. Uchwycił się tego uczucia, jak koła ratunkowego. Z nim przynajmniej wiedział, co robić.
Niemal słyszał w swoich uszach chichot losu. Jeszcze po południu, na próbie, marzył o tym, żeby nie spędzać tej nocy samotnie. Gdyby nie rozgrywająca się wokoło apokalipsa, pewnie w najlepsze sączyłby drinki w klubie. Pewnie nie sam.
Pewnie nie poświęciłby nawet myśli Henry'emu, który najpierw umiejętnie przekierował zachwyty uratowanej przez siebie Penelopy na Hannibala, a teraz trzymał go, zapewniał, że potrafi się (a więc w domyśle ich obu) obronić, proponował, że co, że odprowadzi go do domu? I co dalej?...
”Marzę o tym, żeby wrócić do domu i powiedzieć Prorokowi, żeby spierdalali…”
To brzmiało, jak sugestia i Hannibal pomyślał, że też chciałby powiedzieć Prorokowi, żeby spierdalali. Że może obu im przydałoby się wrócić do domu, teraz, razem. Nie być samemu, chociaż przez tę jedną, straszliwą noc.
Miałem perfekcyjnie dobry plan, żeby sobie zapewnić towarzystwo, nie musiał cały Londyn płonąć!
Nieważne. Kawałeczek po kawałeczku.
Dlatego spróbował zdjąć kurtkę, w prostym akcie rozbierania się znajdując coś znajomego, uspokajającego. Okazję, by na chwilę odwrócić uwagę rozmówcy, ukryć się i przegrupować. Zwykle, kiedy zaczynał zrzucać ubranie, nikt za bardzo nie patrzył na jego twarz… ale Lockhart zatrzymał go. Selwyn znieruchomiał posłusznie. Powoli podniósł wzrok na Henry'ego i odpowiedział na jego uśmiech własnym, zapraszającym, trochę bezczelnym. Znajomy taniec.
Poruszył się i dotknął palcami dłoni blondyna na swoim ramieniu - delikatnie, ale w oczywisty sposób celowo. Zwilżył usta, chcąc powiedzieć coś w stylu ”Oddasz mi ją jutro” - masz na myśli rano, prawda?...
I właśnie ten moment wybrał sobie jakiś koleś, żeby na nich wpaść.
Hannibal, tkwiący wciąż w wagoniku emocjonalnego rollercoastera, spodziewający się w każdej chwili ataku, eksplozji, czy jakiejś nowej odsłony horroru, w jakim najwyraźniej przyszło mu wystąpić, wyciągnął ręce, by podtrzymać Henry’ego. Miał ochotę skląć złodziejaszka, albo posłać w niego jakieś zaklęcie, ale nie zdążył. Zmęłł przekleństwo w ustach i zamiast tego zapytał:
- Stoisz? Zabrał coś?
// Odgrywam: Wysoka stawka (Hanni boi się niespełnienia wydumanych oczekiwań), Wyuzdany, Kokieteria
Wcale nie chciał przeżywać załamania nerwowego właśnie teraz, na środku ulicy, na oczach przechodniów, Henry'ego, czy dowolnego innego dziennikarza. Ale od czterech godzin mierzył się z całkiem innym rodzajem stresu, niż ten, do którego był przyzwyczajony. Rzadko kiedy w życiu czuł się bezradny, rzadko kiedy znajdował się w sytuacji, której nie mógł poprawić swoimi pieniędzmi, nazwiskiem, talentem, albo gładkimi słówkami. Nigdy nie znalazł się w takich okolicznościach, nie bez uspokajającej znajomości scenariusza, którego tu NIE BYŁO! Nigdy wreszcie nie czuł się tak cholernie anonimowy!
A teraz w dodatku Henry uważał go za słabego.
Poczuł palący wstyd, bardzo stary i dobrze znajomy. Uchwycił się tego uczucia, jak koła ratunkowego. Z nim przynajmniej wiedział, co robić.
Niemal słyszał w swoich uszach chichot losu. Jeszcze po południu, na próbie, marzył o tym, żeby nie spędzać tej nocy samotnie. Gdyby nie rozgrywająca się wokoło apokalipsa, pewnie w najlepsze sączyłby drinki w klubie. Pewnie nie sam.
Pewnie nie poświęciłby nawet myśli Henry'emu, który najpierw umiejętnie przekierował zachwyty uratowanej przez siebie Penelopy na Hannibala, a teraz trzymał go, zapewniał, że potrafi się (a więc w domyśle ich obu) obronić, proponował, że co, że odprowadzi go do domu? I co dalej?...
”Marzę o tym, żeby wrócić do domu i powiedzieć Prorokowi, żeby spierdalali…”
To brzmiało, jak sugestia i Hannibal pomyślał, że też chciałby powiedzieć Prorokowi, żeby spierdalali. Że może obu im przydałoby się wrócić do domu, teraz, razem. Nie być samemu, chociaż przez tę jedną, straszliwą noc.
Miałem perfekcyjnie dobry plan, żeby sobie zapewnić towarzystwo, nie musiał cały Londyn płonąć!
Nieważne. Kawałeczek po kawałeczku.
Dlatego spróbował zdjąć kurtkę, w prostym akcie rozbierania się znajdując coś znajomego, uspokajającego. Okazję, by na chwilę odwrócić uwagę rozmówcy, ukryć się i przegrupować. Zwykle, kiedy zaczynał zrzucać ubranie, nikt za bardzo nie patrzył na jego twarz… ale Lockhart zatrzymał go. Selwyn znieruchomiał posłusznie. Powoli podniósł wzrok na Henry'ego i odpowiedział na jego uśmiech własnym, zapraszającym, trochę bezczelnym. Znajomy taniec.
Poruszył się i dotknął palcami dłoni blondyna na swoim ramieniu - delikatnie, ale w oczywisty sposób celowo. Zwilżył usta, chcąc powiedzieć coś w stylu ”Oddasz mi ją jutro” - masz na myśli rano, prawda?...
I właśnie ten moment wybrał sobie jakiś koleś, żeby na nich wpaść.
Hannibal, tkwiący wciąż w wagoniku emocjonalnego rollercoastera, spodziewający się w każdej chwili ataku, eksplozji, czy jakiejś nowej odsłony horroru, w jakim najwyraźniej przyszło mu wystąpić, wyciągnął ręce, by podtrzymać Henry’ego. Miał ochotę skląć złodziejaszka, albo posłać w niego jakieś zaklęcie, ale nie zdążył. Zmęłł przekleństwo w ustach i zamiast tego zapytał:
- Stoisz? Zabrał coś?
// Odgrywam: Wysoka stawka (Hanni boi się niespełnienia wydumanych oczekiwań), Wyuzdany, Kokieteria