W takich wypadkach liczył się czas, bo to z nim się ścigano i on był największym przeciwnikiem. To, że piekarnia wybuchła właściwie na ich oczach było tak nieszczęściem, jak i szczęściem dla ofiar, które mogły dostać pomoc najszybciej jak tylko się dało. Być może jeszcze większym szczęściem była obecność wykwalifikowanego magimedyka, który udał się do Londynu, wiedząc dokładnie, co może tutaj zastać – ze swoimi zapasami medycznymi, których nie zdążyła jeszcze uszczuplić, ale noc była jeszcze młoda i kto wie, co przyniesie później…
Było nerwowo i była spięta, ale liczyła na to, że im szybciej zajmie się ranną kobietą, tym lepiej dla niej. Magia potrafiła odtworzyć złamane kości, a nawet ich brak, magimedycy potrafili przyszyć urwane kończyny tak, by te działały, potrafili pozbyć się wielu blizn – no wiedziała że i z hakiem w nodze sobie poradzi, problem było tylko to, że był to środek ulicy. Ale było już ciemno i chociaż ogień i inne światła rozświetlały ten mrok, to widoczność wcale nie była dobra – i to również miało swoje dobre i złe strony. Koci wzrok bardzo się tutaj przydawał.
Zebrała swoje rzeczy, gdy Hannibal wziął na ręce tę biedną kobietę i ruszyła za nimi, pokazując dokładnie, gdzie ją ułożyć. Sama uklęknęła na kamieniu, ściągnęła pasek swojej skrzynki z narzędziami i medycznymi specyfikami, i otworzyła ją, szukając fiolek eliksirów, które będą jej teraz potrzebne. Znieczulający, uzupełniający krew… Podłożyła złożoną chustę pod głowę kobiety i z wprawą odkorkowała fiolki, chcąc podać rannej.
– Proszę zamknąć oczy – poleciła jeszcze, i zaczęła sobie przygotowywać bandaże i inne narzędzia, by zaraz nie musieć ich szukać, akurat czekając, aż podane jej specyfiki zaczną działać.
– Możesz pilnować, żeby nikt na nas nie wpadł, albo żeby nie podchodzili i mi nie przeszkadzali – powiedziała jeszcze do Hannibala, obawiając się, że co ciekawsi będą się chcieli tutaj kręcić, a było to niewskazane. W normalnych warunkach byłaby przynajmniej w jakimś pomieszczeniu, gdzie można zapewnić prywatność ofierze i uzdrowicielowi, ale to nie był luksus, na który było ich teraz stać. Nie w taką noc, nie w takich warunkach.
Robiła więc co mogła, by z pierwszej kolejności wyciągnąć hak i nie naruszyć bardziej wszystkich tkanek i innych w nodze kobiety. Potem, by zaatakować krwawienie, wspomagając się eliksirami, które miała jeszcze ze sobą dostępne. Później… Cóż, musiała zszyć jej te rany.
// Przewagi: Animagia, Chimera, Leczenie