Sporo się ostatnio działo. Wiele spraw musiało być załatwionych od ręki. Jedną z nich było uzupełnienie zapasów. Jak wiadomo Ruda należała do tych czarodziejów, którzy nie musieli przejmować się jakoś szczególnie zawartością swojego portfela, zamierzała nieco pomóc Brennie w zakupach. Ona w przeciwieństwie do Longbottomów nie straciła podczas pożarów rodzinnej posiadłości, nie musiała się martwić tym, czy będzie miała gdzie mieszkać, mogła więc wyskoczyć z hajsu. Czego się nie robi dla znajomych i przyjaciół, co nie?
Lekarstwa, które przyjęła tamtej pamiętnej nocy pomogły jej, jednak nie zaleczyły do końca jej złamania. Na szczęście mieszkała z uzdrowicielem, który obdarzył ją odpowiednią opieką. Nieco utykała. Nie wróciła jeszcze w pełni do zdrowia, ale nie było z nią źle, jeszcze kilka dni i wszystko powinno być w najlepszym porządku. Nie martwiła się tym szczególnie, jej ostatnie starcie z śmierciożercami w Beltane zakończyło się dużo gorzej, wtedy wylądowała w Mungu i nie mogła pracować przez kilka tygodni. Tym razem stała się ofiarą spanikowanego tłumu, nikt nie zrobił jej krzywdy osobiście to też było nieco pocieszające, chociaż chętnie spotkałaby się z kimś z tych pojebów twarzą w twarz. Pokazałaby im gdzie jest ich miejsce...
Longbottom wyglądała jej na zmęczoną, Ruda podejrzewała, że miała sporo do zrobienia po tym, co się wydarzyło. Mogłaby jej nieco pomóc, gdyby tylko Brenna była chętna do oddelegowania swoich obowiązków, wiedziała jednak, że to się raczej nie wydarzy. Znała ją już bardzo dobrze i potrafiła rozgryźć jej sposób działania.
Nie przeszkadzała Bren gdy ta składała zamówienie, tak naprawdę sama nie do końca wiedziała, czego potrzebują, nie da się ukryć, że jeśli o to chodzi nadal była ogromną ignorantką.
- Ludzie chyba nie mają czego świętować. - Powiedziała cicho, po czym przeniosła wzrok na kwiaty, faktycznie tych kolorowych było tutaj zdecydowanie więcej. Cóż, wydarzyła się kolejna tragedia, ludzie musieli chować swoich bliskich, wszystko przez tych popapranych fanatyków, którzy chcieli przejąć władzę nad światem.
- Pewnie niedługo to się zmieni. - Musieli wrócić do normalności, chociaż, czy faktycznie było to możliwe? Coraz częściej działy się podobne tragedie, powoli zaczynali do nich przywykać, co też nie było zdrowe, bo wreszcie wypadałoby odpowiednio zająć się problemem.