Stanley nie wierzył w to wszystko. Dlaczego zawiodła go jego jedyna sprawdzona broń? Nic z tego nie rozumiał. Lynx chciał uchronić tę kobietę i sprawił, aby czar Borgina się nie udał? Nie, to nie mogło być to.
- Los się dzisiaj do ciebie uśmiechnął - niemalże wysyczał w złości spod maski, dając kobiecie prostą drogą do ucieczki. Nie miał zamiaru jej powstrzymywać skoro magia płatała im figle. Może byli już przemęczeni tego wieczora i dlatego im sie nie udało? Tylko Merlin mógł to wiedzieć.
Vulturis przyglądał się kuzynowi przez kilka chwil jakby chciał upewnić się, że ten nie maczał palców w ich porażce. Nie chciał wierzyć, że tak mogło się stać, więc szybko pokręcił głową, aby wyzbyć się tych myśli zanim będzie za późno. To nie mógł być on. Nie Anthony. Każdy ale nie on Bronił go w swojej głowie.
Ich niedoszła ofiara nie miała zresztą zamiaru czekać na dogodniejszy moment. Kiedy tylko Stanley się ocknął, zauważył, że kobiety już nie było, a w okolicy dało się usłyszeć tylko jej kroki, które z każdą sekundą sugerowały, że oddalała się na bezpieczną odległość.
- Zwijamy się - syknął z pewną dozą złości w głosie, co oczywiście mógł zauważyć młody Borgin, a następnie zawinął się na pięcie i czym prędzej zniknął między budynkami. Czas ich naglił.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972