09.02.2023, 22:02 ✶
I stało się wreszcie to, co stać się musiało: jeden z tancerzy postawił stopę tam, gdzie nie trzeba, wywołując reakcję łańcuchową. Mackenzie odsunęła szybko krzesło, by przypadkiem nie oberwać przy okazji, w duchu gratulując sobie zgarnięcia wcześniej piwa. Gdyby nie była tak zapobiegliwa, ona straciłaby trunek, a nieszczęśnik, który usiłował przebić się do baru, nie tylko walnąłby o blat, ale też pewnie skończył z masą odłamków szła w plecach. Nie wspominając już o zalaniu sobie ubrania piwem. Dość odruchowo wolną ręką złapała za blat, gdy ten zaczął się oddalać, pod wpływem siły zderzenia. Przez głowę przeszła jej myśl o doprawdy fatalnym poczuciu równowagi pijanego, który tak widowiskowo się przewrócił.
Spojrzenie jasnych oczu Greengrass przebiegło najpierw po czarodzieju, który wylądował na podłodze – ale zaraz został otoczony przez bandę troskliwych rudzielców, gotowych dźwignąć go z ziemi – a potem skierowało się na Avery’ego.
Był znajomy. Chyba. Mackenzie kompletnie nie miała pamięci do twarzy i z Hogwartu z imieniem i nazwiskiem była w stanie bez problemu powiązać głównie osoby ze swojego rocznika albo graczy quidditcha. W przypadku Wilhelma więc coś jej w głowie dzwoniło, bo dzielił ich zaledwie jeden rocznik, więc jakieś sześć lat mijali się na szkolnych korytarzach i w Wielkiej Sali, a nie było to wcale szczególnie dawno temu. Jednak za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć nie tylko, jak mężczyzna się nazywał, ale też czy był rok wyżej, rok niżej, czy chodził do Slytherinu, czy do Ravenclawu, i z czego dokładnie go kojarzy. Czy to pod nim załamał się lód, kiedy była w trzeciej klasie i wyłowiła go kałamarnica? Chociaż nie, to chyba był jeden z Macmillanów… a może to jego zepchnięto na nią ze schodów w piątej klasie? O ile nie pomyliła go z tym starszym, ciemnowłosym Krukonem, którego nazwisko oczywiście zapomniała…
Blizna nie stanowiła żadnej podpowiedzi. Mógł ją przecież nabyć później. Poza tym Mackenzie wcale nie była pewna, czy zapamiętałaby, że ktoś w Hogwarcie taką miał.
- To mój stolik, nie możesz go tak porwać – poinformowała spokojnie, puszczając wreszcie stolik, gdy już upewniła się, że ten ani się nie wywali, ani nie poleci dalej. – Wszystko w porządku?
Jęk brzmiał, jakby nie do końca. A walnięcie z główki w głowę nie wyglądało najlepiej: Mackenzie, która parę razy oberwała w ten sposób, i na ziemi, i na powietrzu, mogła sobie wyobrazić, że to bardzo, bardzo bolało.
Spojrzenie jasnych oczu Greengrass przebiegło najpierw po czarodzieju, który wylądował na podłodze – ale zaraz został otoczony przez bandę troskliwych rudzielców, gotowych dźwignąć go z ziemi – a potem skierowało się na Avery’ego.
Był znajomy. Chyba. Mackenzie kompletnie nie miała pamięci do twarzy i z Hogwartu z imieniem i nazwiskiem była w stanie bez problemu powiązać głównie osoby ze swojego rocznika albo graczy quidditcha. W przypadku Wilhelma więc coś jej w głowie dzwoniło, bo dzielił ich zaledwie jeden rocznik, więc jakieś sześć lat mijali się na szkolnych korytarzach i w Wielkiej Sali, a nie było to wcale szczególnie dawno temu. Jednak za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć nie tylko, jak mężczyzna się nazywał, ale też czy był rok wyżej, rok niżej, czy chodził do Slytherinu, czy do Ravenclawu, i z czego dokładnie go kojarzy. Czy to pod nim załamał się lód, kiedy była w trzeciej klasie i wyłowiła go kałamarnica? Chociaż nie, to chyba był jeden z Macmillanów… a może to jego zepchnięto na nią ze schodów w piątej klasie? O ile nie pomyliła go z tym starszym, ciemnowłosym Krukonem, którego nazwisko oczywiście zapomniała…
Blizna nie stanowiła żadnej podpowiedzi. Mógł ją przecież nabyć później. Poza tym Mackenzie wcale nie była pewna, czy zapamiętałaby, że ktoś w Hogwarcie taką miał.
- To mój stolik, nie możesz go tak porwać – poinformowała spokojnie, puszczając wreszcie stolik, gdy już upewniła się, że ten ani się nie wywali, ani nie poleci dalej. – Wszystko w porządku?
Jęk brzmiał, jakby nie do końca. A walnięcie z główki w głowę nie wyglądało najlepiej: Mackenzie, która parę razy oberwała w ten sposób, i na ziemi, i na powietrzu, mogła sobie wyobrazić, że to bardzo, bardzo bolało.