20.06.2025, 23:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2025, 23:46 przez Cameron Lupin.)
— Niespodziewane. I niesamowite — przyznał jej rację. — S-szczerze mówiąc zawsze myślałem, że będziemy się kisić w moim pokoju nad apteką. — Zaśmiał się nerwowo. — Wiesz, żeby nie nadużywać pomocy ze strony twoich rodziców. — Teraz przynajmniej rodzice, Cedric i Cecylka będą mieli więcej miejsca dla siebie. To było... nadzwyczaj fortunne rozwiązanie całej tej sytuacji. — A tutaj taka niespodzianka...
Nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie go stać na własne mieszkanie. Wprawdzie po ukończeniu staży i rozpoczęciu prawdziwej kariery w Szpitalu świętego Munga powinien po paru latach zarobić wystarczająco dużo, żeby zacząć jakoś odkładać pieniądze na podobną inwestycję, ale... Nie zakładał, że zacznie wdrażać ten plan w życie przez co najmniej kilka następnych lat. A teraz nie dość, że nie musiał go zaczynać, to dostali praktycznie wszystko jak na tacy. Wszystko się zaczynało układać.
Szczęście zawsze znajdzie drogę, pomyślał przelotnie Lupin. Pomimo tych wszystkich problemów z Charlesem. Pomimo kariery Heather w Brygadzie Uderzeniowej. Pomimo Beltane, Śmierciożerców i życia w ciągłym niepokoju... Dalej zdarzały się momenty, kiedy chwile prawdziwej radości przedzierały się przez te burzowe chmury, które towarzyszyły im od tak długiego już czasu. Pytanie tylko, czy niedługo nie zacznie im się to wszystko ponownie walić na głowę...
— Za parę dni, może za tydzień? B-będę musiał załatwić sobie wolne. Tak myślę. To pewnie nie p-potrwa p-piętnaście minut. — Zmarszczył czoło, jakby właśnie zorientował się, że odebranie kluczy mogłoby przedłużyć się do późnych godzin popołudniowych. Z drugiej strony, czy naprawdę powinien się martwić? Mieć tremę? Niedawno oświadczył się Heather na imprezie na którą teoretycznie nie mieli wstępu. Zdecydowanie nabrał odwagi. — M-myślisz, że powinniśmy p-przygotować jakąś przemowę?
Czy na takich wydarzeniach obdarowywani byli zobowiązani jakoś podziękować? Opowiedzieć jakąś anegdotę? A może powinni przy okazji wykorzystać stale rosnącą popularność Heather i zagrać kartą rozpoznawalnej młodej pary? I jak zareagują na to wszystko rodzice?, pomyślał Cameron, wzdrygając się lekko na tę myśl. Oczywiście- na pewno będą zadowoleni. Nawet dumni. Wprawdzie rodzina Rudej mogłaby spokojnie zasponsorować im podobne mieszkanie, ale na pewno będą się cieszyć szczęściem córki. A Lupinowie? Mama mogłaby się przekręcić z radości. Nie żeby jej tego życzył. To po prostu było... dużo. Dużo szczęścia, które przyszło bardzo niespodziewanie.
— Gdybyś dalej latała w reprezentacji, to zaproponowałbym, żebyś pojawiła się tam w uniformie do quidditcha — zażartował słabo, obejmując mocno rudowłosą dziewczynę. — A teraz... Teraz nie wiem, czy wolałbym zobaczyć cię tam w mundurze czy bez... W sensie: w czymś innym niż mundur. N-nie żebyś źle w-wyglądała w mundurze, ale po c-cywilnemu t-to co innego, c-co n-nie?
Nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie go stać na własne mieszkanie. Wprawdzie po ukończeniu staży i rozpoczęciu prawdziwej kariery w Szpitalu świętego Munga powinien po paru latach zarobić wystarczająco dużo, żeby zacząć jakoś odkładać pieniądze na podobną inwestycję, ale... Nie zakładał, że zacznie wdrażać ten plan w życie przez co najmniej kilka następnych lat. A teraz nie dość, że nie musiał go zaczynać, to dostali praktycznie wszystko jak na tacy. Wszystko się zaczynało układać.
Szczęście zawsze znajdzie drogę, pomyślał przelotnie Lupin. Pomimo tych wszystkich problemów z Charlesem. Pomimo kariery Heather w Brygadzie Uderzeniowej. Pomimo Beltane, Śmierciożerców i życia w ciągłym niepokoju... Dalej zdarzały się momenty, kiedy chwile prawdziwej radości przedzierały się przez te burzowe chmury, które towarzyszyły im od tak długiego już czasu. Pytanie tylko, czy niedługo nie zacznie im się to wszystko ponownie walić na głowę...
— Za parę dni, może za tydzień? B-będę musiał załatwić sobie wolne. Tak myślę. To pewnie nie p-potrwa p-piętnaście minut. — Zmarszczył czoło, jakby właśnie zorientował się, że odebranie kluczy mogłoby przedłużyć się do późnych godzin popołudniowych. Z drugiej strony, czy naprawdę powinien się martwić? Mieć tremę? Niedawno oświadczył się Heather na imprezie na którą teoretycznie nie mieli wstępu. Zdecydowanie nabrał odwagi. — M-myślisz, że powinniśmy p-przygotować jakąś przemowę?
Czy na takich wydarzeniach obdarowywani byli zobowiązani jakoś podziękować? Opowiedzieć jakąś anegdotę? A może powinni przy okazji wykorzystać stale rosnącą popularność Heather i zagrać kartą rozpoznawalnej młodej pary? I jak zareagują na to wszystko rodzice?, pomyślał Cameron, wzdrygając się lekko na tę myśl. Oczywiście- na pewno będą zadowoleni. Nawet dumni. Wprawdzie rodzina Rudej mogłaby spokojnie zasponsorować im podobne mieszkanie, ale na pewno będą się cieszyć szczęściem córki. A Lupinowie? Mama mogłaby się przekręcić z radości. Nie żeby jej tego życzył. To po prostu było... dużo. Dużo szczęścia, które przyszło bardzo niespodziewanie.
— Gdybyś dalej latała w reprezentacji, to zaproponowałbym, żebyś pojawiła się tam w uniformie do quidditcha — zażartował słabo, obejmując mocno rudowłosą dziewczynę. — A teraz... Teraz nie wiem, czy wolałbym zobaczyć cię tam w mundurze czy bez... W sensie: w czymś innym niż mundur. N-nie żebyś źle w-wyglądała w mundurze, ale po c-cywilnemu t-to co innego, c-co n-nie?