21.06.2025, 11:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2025, 00:00 przez Hannibal Selwyn.)
Pilnować, żeby nikt nie przeszkadzał - tyle mógł zrobić. Wstał. Odwrócił wzrok od makabrycznej akcji ratunkowej odbywającej się u jego stóp. Faktycznie, jakichś dwóch przechodniów już zatrzymało się, widząc, co się dzieje, a trzecia kobieta właśnie się zbliżała, ewidentnie mając ochotę do nich dołączyć.
- Proszę się rozejść, uzdrowicielka potrzebuje spokoju, a poszkodowana powietrza! - przybrał swój najbardziej autorytatywny ton, próbując pozbyć się gapiów.
- Hej, to on! To ty wyczarowałeś tę sikawkę krwi! - jakiś kolejny młody czarodziej z kolczykiem w nosie i irokezem, patrzył na Hannibala, jak dziecko na choinkę w Yule - To było zajebiste, metal as fuck! - zachwycał się, a Hannibal miał ochotę zakląć albo się rozpłakać, albo po prostu wskoczyć w te płomienie. Jakaś czarownica w średnim wieku patrzyła na niego surowo.
- To jest ten młody Selwyn? Zawsze wiedziałam, że zachowuje się pan wysoce niestosownie!
- Dokładnie! Już nigdy nie puszczę córki na pana przedstawienie!
Wokół zaczął gromadzić się niewielki tłumek, a Hannibal przez chwilę poczuł się osaczony. Postąpił krok w tył, całkowicie przypadkiem oddalając się od Ginny I jej pacjentki, dostrzegł je kątem oka i nagle spłynęła na niego inspiracją.
- Szanowni państwo, to nie tak! Wszystko mogę wytłumaczyć! - wyjąkał, udając zakłopotanego, co tylko dolało oliwy do ognia świętego oburzenia kobiet.
- Ten bananowy dzieciak ma w dupie to, że ludzie tracą dobytek życia!
- Jak nie chcesz tracić dobytku, to trzeba było zostać z mugolami, gdzie twoje miejsce, szlamo!
Gapie kłócili się między sobą, ktoś stanął w obronie Hannibala-skandalisty, a ktoś inny głośno obrażał wszystkich czarodziejów czystej krwi do siódmego pokolenia wstecz. Sam aktor niepostrzeżenie odsunął się jeszcze trochę, odciągając rozgorączkowaną grupkę od pracującej uzdrowicielki.
- Bananowy dzieciak? Do teatru przyjęto mnie ze względu na talent! - zawołał z emfazą.
Wyczekał chwili, gdy awantura zdawała się kręcić sama i, trochę obawiając się, że może dojść do rękoczynów, ukradkiem wysunął się spomiędzy ludzi. Być może nie był to spokój, jaki powinien panować na sali operacyjnej, ale przynajmniej w powstałej pyskówce nikt już nie zwracał uwagi na Guinevere.
Odgrywam: Popularny, Występy
- Proszę się rozejść, uzdrowicielka potrzebuje spokoju, a poszkodowana powietrza! - przybrał swój najbardziej autorytatywny ton, próbując pozbyć się gapiów.
Charyzma - próba skłonienia gapiów żeby sobie poszli
Rzut Z 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- Hej, to on! To ty wyczarowałeś tę sikawkę krwi! - jakiś kolejny młody czarodziej z kolczykiem w nosie i irokezem, patrzył na Hannibala, jak dziecko na choinkę w Yule - To było zajebiste, metal as fuck! - zachwycał się, a Hannibal miał ochotę zakląć albo się rozpłakać, albo po prostu wskoczyć w te płomienie. Jakaś czarownica w średnim wieku patrzyła na niego surowo.
- To jest ten młody Selwyn? Zawsze wiedziałam, że zachowuje się pan wysoce niestosownie!
- Dokładnie! Już nigdy nie puszczę córki na pana przedstawienie!
Wokół zaczął gromadzić się niewielki tłumek, a Hannibal przez chwilę poczuł się osaczony. Postąpił krok w tył, całkowicie przypadkiem oddalając się od Ginny I jej pacjentki, dostrzegł je kątem oka i nagle spłynęła na niego inspiracją.
- Szanowni państwo, to nie tak! Wszystko mogę wytłumaczyć! - wyjąkał, udając zakłopotanego, co tylko dolało oliwy do ognia świętego oburzenia kobiet.
- Ten bananowy dzieciak ma w dupie to, że ludzie tracą dobytek życia!
- Jak nie chcesz tracić dobytku, to trzeba było zostać z mugolami, gdzie twoje miejsce, szlamo!
Gapie kłócili się między sobą, ktoś stanął w obronie Hannibala-skandalisty, a ktoś inny głośno obrażał wszystkich czarodziejów czystej krwi do siódmego pokolenia wstecz. Sam aktor niepostrzeżenie odsunął się jeszcze trochę, odciągając rozgorączkowaną grupkę od pracującej uzdrowicielki.
- Bananowy dzieciak? Do teatru przyjęto mnie ze względu na talent! - zawołał z emfazą.
Wyczekał chwili, gdy awantura zdawała się kręcić sama i, trochę obawiając się, że może dojść do rękoczynów, ukradkiem wysunął się spomiędzy ludzi. Być może nie był to spokój, jaki powinien panować na sali operacyjnej, ale przynajmniej w powstałej pyskówce nikt już nie zwracał uwagi na Guinevere.
Odgrywam: Popularny, Występy