Udało im się chociaż tyle – dostać do uwięzionego tutaj mężczyzny. To już… połowa zadania tak naprawdę za nimi, teraz trzeba było jeszcze stąd wyjść. Victoria przyrównałaby to jednak do wspinaczki po górach: jest ci ciężko, ale się wdrapujesz, największa jednak trudność następowała, gdy trzeba było zejść – a strome zbocze sprzyjało zsuwaniu się, potknięciom i kontuzjom, tym mniejszym, ale też większym… Tak samo było też tu. Dostali się do środka, ale czas grał na ich niekorzyść, bo budynek wciąż płonął i ogień z każdą sekundą uszkadzał konstrukcję bardziej. Coś nieprzyjemnie strzeliło i chrupnęło i nie była to wcale noga mężczyzny, po którego się tutaj rzucili (to musiało nastąpić już wcześniej), a Victoria tylko przez drobną chwilę patrzyła na Aidana, który rzucił mu się na pomoc. Rzeczywiście nie dosłyszała słów, jakie padły, więc dobrze, że Parkinson zdecydował się powtórzyć, że mieli tu rannego.
Psia mać.
Kiwnęła w odpowiedzi głową, że tak, oczywiście, że będzie ich osłaniać i wyszła pierwsza z pomieszczenia, robiąc miejsce Aidanowi i rannemu mężczyźnie. Samo przejście z pokoju było bezpieczne, o to nie musieli się martwić, skoro Victorii udało się ugasić ten ogień, a teraz na korytarzu rozglądała się, szacując obecną sytuację, która w obliczu ognia potrafiła się zmienić z sekundy na sekundę. Powinni się spieszyć, ale jak mieli to zrobić, skoro mężczyzna był tak bardzo ranny? Teleportowanie się stąd to była taka ostateczność…
Znowu usłyszała jakiś trzask, który już wcześniej był niczym ten znak ostrzegawczy, a Victoria trzymała wyciągniętą przed siebie różdżkę, by móc zareagować jak najszybciej, i w odruchu wręcz patrzyła w górę, skąd dochodziły te nieprzyjemne, wywołujące jakieś takie napięcie na karku, trzaski. Zrobiła kolejny krok w stronę schodów i wtedy nastąpił jeszcze jeden trzask i zobaczyła, jak dosłownie przed nią, wprost na schody, spada z sufitu jedna z podtrzymujących go belek. Nie miała wiele czasu na reakcję, więc zrobiła pierwsze, co przyszło jej do głowy. Spróbowała rzucić zaklęcie lewitacji, by mieć kontrolę nad belką – bo w przeciwnym razie skończy się to przynajmniej dziura w już i tak nadszarpniętej ogniem, który gasił wcześniej Aidan, konstrukcji schodów i będą mieli jeszcze większy problem…
// Translokacja ◉◉○○○ – próba złapania magią spadającej belki
Sukces!