Doskonale wiedziała jak to wszystko wygląda. Sama była przyzwyczajona, to nie pierwsza noga, którą ratowała, a w prawdę mówiąc, w ciągu ostatniego tygodnia to już druga, ale dla normalnych ludzi to nie mógł być przyjemny widok. Na kursach magimedycznych, gdy grupa pierwszy raz była dopuszczona do operacji na człowieku, nie raz i nie dwa jeden z drugim mdleli, albo zbierało się na wymioty i to było absolutnie normalne, właśnie dlatego poprosiła Hannibala, by odciągnął od nich ludzi, bo spodziewała się właśnie, że części zrobi się niedobrze, ktoś może zemdleć i upaść, rozbić sobie głowę i nowe nieszczęście gotowe. Gdyby miała więcej czasu… gdyby wszystko wokół nie płonęło, to ta sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Musiała jednak działać na tym, co miała.
Gdzieś na peryferiach świadomości zarejestrowała, że Morpheus odprowadził na bok drugą z rannych w wybuchu kobiet, że było jej niedobrze. Kątem oka dostrzegła jego pożegnanie i potem wypowiedziane słowa, na które zdobyła się jedynie na kiwnięcie głową, w pełni skupiona na kobiecie, która drżała z nerwów. Posłusznie jednak leżała z zamkniętymi oczami, nawet położyła sobie przedramiona na twarzy, byle tylko nie otworzyć powiek.
Słyszała też tę grupkę gapiów, która się zaczynała zbierać, na szczęście, cokolwiek Hannibal zrobił, ci skupili się zaraz na nim, a nie na rannej kobiecie i uzdrowicielce, która robiła co mogła, by uratować jej życie i nogę, dokładnie w tej kolejności.
Nawet nie potrafiła powiedzieć, kiedy zostały względnie same, a McGonagall starała się pracować najszybciej jak umiała. Po wszystkim podała kobiecie jeszcze jeden eliksir, na wzmocnienie, a później pomogła jej wstać, uczulając, by na razie oszczędzała nogę, zanim się wszystko zagoi. Powiedziała jej, że powinna przez kilka dni leżeć i tak dalej… Na szczęście za chwilę znalazł się ktoś, mieszkający tu po sąsiedzku z piekarnią, kto kojarzył panią Evangeline i zobowiązał się ją zabrać do Munga, do koleżanki, gdzie transport obiecał tamtej Morpheus.
Ginny miała nadzieję, że zostawia kobietę w dobrych rękach. Sama obróciła się kilka razy, nie mogąc nigdzie znaleźć Hannibala, a ostatecznie… ruszyła przed siebie.
Widząc skalę zniszczeń i ofiar – miała tu jeszcze trochę do zrobienia.