• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman

[12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman
Albo Roman
Przygrzewają, odgrzewają
Potem wody dolewają
To zupa Romana
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki - mierzy 193 cm. Elegancki, wyprostowany, z reguły z pogodnym uśmiechem na twarzy, ale często można również spotkać niecne ogniki w jego oczach, szczególnie kiedy przebywa w towarzystwie zaprzyjaźnionych sobie osób. Oczy szaroniebieskie, włosy ciemnobrązowe. Cechuje go nieskazitelnie gładka skóra, bez jakichkolwiek niedoskonałości. Nie uświadczy żadnych blizn. Ubiera się elegancko, zawsze adekwatnie do sytuacji. Bywa, że w jego towarzystwie kręci się biały, puchaty kot.

Romulus Potter
#6
21.06.2025, 21:45  ✶  
– Jesteś już zjarany, Roise. Ja potrzebuję znacznie więcej, żeby się zjarać – oznajmiłem z całą powagą czarodzieja, który właśnie wyciągał kolejnego skręta jak ostatnią deskę ratunku. W tej sytuacji nie było miejsca na kompromisy. Do tego, co zamierzaliśmy zrobić, a raczej: co właśnie robiliśmy, potrzebny był luz. A luz przy wczorajszych wizjach na karku mógł pojawić się tylko w zielonej oprawie. Proszę bardzo, Merlinie, cycata Morgano, zapalmy to! Na chwałę sztuki, eksperymentu i Greengrassa, z którym zgrywaliśmy się jak dwa zaklęte bąbelki w eliksirze ogłupiająco-kreatywnym. Dwóch wizjonerów to nie duet. To twórcza apokalipsa.
Zapaliłem. Wziąłem pierwszy, długi, teatralny wdech, jakbym inhalował się samą ideą nieskończoności, i dopiero potem odważyłem się skomentować Roise’owy poemat absurdu.
– Rudej nie zdążyłem skosztować. Nim doszło do pierwszej randki, to, cóż… Londyn stanął w ogniu. W efekcie, teraz płoną mi gacie. Rzecz jasna, emocjonalnie – wyznałem z melancholijnym westchnieniem. Bo, szczerze? Chciałem. Chciałem ją skosztować – w sensie romantycznym, półromantycznym, półcielesnym. A może nie tylko pół. Miała boskie poczucie humoru. Takie jak moje. Czyli perfekcyjne. I te nogi... ach, te nogi. Prześladowały mnie w snach, póki nie zostały wyparte przez koszmary z jeżynami.
– Ale spokojnie. To się jeszcze naprawi. Tylko musisz, Roise, zrozumieć jedną rzecz: moją nowo nabytą niechęć do jeżyn. Wczoraj w tym lesie byłem trzeźwy. Bez wspomagaczy. A działy się rzeczy niebywałe. Przeskoki scen, jak w teatrze awangardy. I nagle: Prudence i ja, uwięzieni w klatce z kolczastych jeżyn. Pachniało słodko, zbyt słodko. Mdło. Kolce ostre jak krytyka mojej pierwszej książki. Ona była w szoku, nie mówiła nic. Chciałem jej pomóc, ale nie było z nią kontaktu. A ja? Zamierzałem jak zawsze kontrolować sytuację. Zatrzasnąłem tymi krzakami jak wariat. Jacyś obłąkani ludzie chcieli nas pożreć. Tak wynikało z rozmowy, którą słyszałem, więc… stwierdziłem, że będę udawał wariata. Ale ja się ukułem – i HYC! – wszystko zniknęło. Jeżyny, ludzie, klatka. Został tylko ciemny las. Suchary pod nogami. I ja. Krwawiłem. Jeżynowym sokiem. Gęstym, słodkim, tak dojrzałym, że aż… kuszącym. Jakby to była krew. Jakby wampiry właśnie to czuły, kiedy mówiły, że pachniesz pięknie. To… to było za dużo. Wampiry, krew i empatia do nich?! JA?! Nie mogłem tego unieść, Roise. I wtedy je znienawidziłem. Jeżyny. A zaraz później również Prudence. Bo rzuciła się na mnie z kijem, który okazał się różdżką. Zrobioną z jeżyn. I wbiła mi ją dokładnie tu – wskazałem to miejsce teatralnym gestem i wzdrygnąłem się jak bohater tragiczny, który dopiero co przeszedł przez piekło. Właściwie, to nic nie przesadzałem. Jak Morganę kochałem, tak było. – To nas przerzuciło z powrotem. Rana zniknęła. Ale trauma została. A ona zrobiła to… z premedytacją. Widziałem to w jej oczach. Bardzo chciała to zrobić. Roise, ja myślałem, że umieram. Serio. Że to koniec. I nikt nie będzie nawet miał mnie gdzie pochować, bo zostanie po mnie tylko zapach jeżyn.
Zaciągnąłem się ziołem jeszcze raz, tym razem już drżącą ręką. Nie radziłem sobie z tą samotnością, a teraz jeszcze te wizje, dźwięki, jeżynowe fantazmaty i Prudence z twarzą jak z reklamy eliksiru na złość. Prudence nie mogłem się pozbyć ze swojego życia, ale jeżyny...
– Więc… Błagam cię. Nie wybieraj jeżyn. Wybierz cokolwiek. Cokolwiek innego. Jabłka, śliwki, nawet rabarbar. Byle nie jeżyny – poprosiłem już niemal szeptem, tak zupełnie serio, jakby od tego zależało moje ocalenie.
Zamilkłem. Wypuściłem dym powoli, oglądając go, jak się skręca i faluje w powietrzu. Chyba serio przeżyłem traumę.
– A ten piasek, Roise… boski. Pełna profeska. Mówiłem ci, że jestem chujowy z transmutacji, ale ty… ty osiągnąłeś stan plaży. Mój drogi, to już nie eksperyment. To stan świadomości – dodałem, przesypując przez palce złoty, miękki piasek. Był jak obietnica ciepła, relaksu i tego, że świat jeszcze może być miły. Może. Kto wie?
Zamknąłem oczy. Piasek szeptał do mnie. Autentycznie. Zanurz w nas stopy, Romeczku. Zanurz i zapomnij o wszystkim, co cię gryzie... Oj tak. Byłem gotowy. Na plażę. Na odlot. Na nowy rozdział. Byle bez jeżyn. Za to z drinkami... Świat full of drinków!
– Roise… Mam genialny pomysł. Robimy bar. Ale nie taki bar, co stoi. Tylko bar, co pływa. Zrobimy go z dwóch dmuchanych materacy i lustra. Barmanem będzie zaklęty narwal z depresją, którego będziemy próbowali rozbawić. Będzie podawał drinki w kokosach, ale każdy z tych drinków będzie zawierał losowe wspomnienie! I nie, nie wiesz, czyje!
Wspomnień miałem w głowie wiele. Opowieści moich pacjentów, ale mogliśmy wlać do drinków nasze wspomnienia. Każdy po kropelce. Dla funu, dla zabawy. Wiadomo.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (4541), Romulus Potter (1932)




Wiadomości w tym wątku
[12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.06.2025, 22:41
RE: [12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman - przez Romulus Potter - 07.06.2025, 17:17
RE: [12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.06.2025, 21:53
RE: [12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman - przez Romulus Potter - 09.06.2025, 15:31
RE: [12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 09.06.2025, 20:15
RE: [12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman - przez Romulus Potter - 21.06.2025, 21:45
RE: [12.09.1972] B.Y.O.L. (Bring Your Own Lake) || Ambroży i Roman - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 01.07.2025, 02:40

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa