10.02.2023, 22:11 ✶
Cała ta sytuacja była dla niego nieco stresująca i krępująca. Nie wszyscy byli zachwyceni jego pomysłem, żeby w sprawy zakonu wmieszać osoby postronne, w tym przypadku Florence. Rozumiał nieufność, bo w końcu nie wiadomo, kto pracował dla kogo, ale Cedric byłby w ciężkim szoku, gdyby okazało się, że jego współpracownica należała do grona popleczników Voldemorta. Patrząc na jej oddanie w leczeniu każdego potrzebującego, był przekonany, że nie popiera tak ekstremistycznych i po prostu złych idei. Właśnie dlatego czuł się przekonany w swojej decyzji, chociaż gdzieś z tyłu głowy obawiał się, że coś pójdzie nie tak. Nie chciał jednak rezygnować z pomocy tak doświadczonego medyka, który dodatkowo miał duże doświadczenie w radzeniu sobie z klątwami nałożonymi na ludzi. No i była jej rodziną, to też wpłynęło na jego decyzję, chociaż nie planował się tym chwalić.
Sam chciałby wiedzieć, gdyby Cameron albo Cecylka byliby w takim stanie. Nieświadomość była gorsza od najokropniejszej prawdy.
Po przybyciu do domostwa był dość oszczędny w słowach, starając się działać. W końcu mieli mało czasu.
Pobladł lekko, gdy padł temat sposobu, w jaki doszło do tej sytuacji. Miał nadzieję, że pozostali członkowie zakonu będą unikali tego tematu. W końcu nie powinni raczej rozmawiać przy Florence o tym, że najpewniej była to sprawka śmierciożerców. Takie wyjaśnienie wzbudziłoby tylko więcej pytań.
— Dobry pomysł. Warto będzie rzucić i... może Ty to zrobisz? Znam je, ale nie jestem dobry, gdy chodzi o klątwy. Nie chciałbym czegoś zepsuć — rzucił do Flo, posyłając jej przy tym lekki uśmiech.
Nie skomentował też od razu pytań, które zadał Nicholas, chcąc zostawić pole do popisu drugiej medyczce. Miał ku temu kilka powdów. Po pierwsze i najważniejsze — sam ufał jej zdolnościom, ale chciał, żeby inni też się przekonali o tym, jak cennym mogła być nabytkiem. Bo tak, po cichu liczył, że uda im się ją zrekrutować.
— Mamy, udało się zdobyć. Jest... tutaj — zaczął gadać do siebie, grzebiąc na pobliskim blacie. — Mam! — zawołał nagle, obracając się do nich przodem, w ręce trzymając wspomnianą roślinę. Bez większych ceregieli oddał ją Flo. —Jak mogę Ci w tym wszystkim asystować? — dodał, zerkając na nią pytająco.
Sam chciałby wiedzieć, gdyby Cameron albo Cecylka byliby w takim stanie. Nieświadomość była gorsza od najokropniejszej prawdy.
Po przybyciu do domostwa był dość oszczędny w słowach, starając się działać. W końcu mieli mało czasu.
Pobladł lekko, gdy padł temat sposobu, w jaki doszło do tej sytuacji. Miał nadzieję, że pozostali członkowie zakonu będą unikali tego tematu. W końcu nie powinni raczej rozmawiać przy Florence o tym, że najpewniej była to sprawka śmierciożerców. Takie wyjaśnienie wzbudziłoby tylko więcej pytań.
— Dobry pomysł. Warto będzie rzucić i... może Ty to zrobisz? Znam je, ale nie jestem dobry, gdy chodzi o klątwy. Nie chciałbym czegoś zepsuć — rzucił do Flo, posyłając jej przy tym lekki uśmiech.
Nie skomentował też od razu pytań, które zadał Nicholas, chcąc zostawić pole do popisu drugiej medyczce. Miał ku temu kilka powdów. Po pierwsze i najważniejsze — sam ufał jej zdolnościom, ale chciał, żeby inni też się przekonali o tym, jak cennym mogła być nabytkiem. Bo tak, po cichu liczył, że uda im się ją zrekrutować.
— Mamy, udało się zdobyć. Jest... tutaj — zaczął gadać do siebie, grzebiąc na pobliskim blacie. — Mam! — zawołał nagle, obracając się do nich przodem, w ręce trzymając wspomnianą roślinę. Bez większych ceregieli oddał ją Flo. —Jak mogę Ci w tym wszystkim asystować? — dodał, zerkając na nią pytająco.