Nora była zmęczona, trzymała w dłoni kubek z herbatą. Skupiła się na słowach, które padały w eterze. Obserwowała wszystkich obecnych w jej cukierni, co chwila przenosiła spojrzenie na kolejne osoby, nie do końca chyba nadążała za tym, co działo się wokół niej, bo jej ciało odmawiało powoli posłuszeństwa. To nie była lekka noc, może nie walczyła z pożarem, jak większość członków Zakonu Feniksa na ulicach Londynu, jednak robiła co mogła, by zapewnić wszystkim potrzebującym azyl, którego potrzebowali. To również wymagało sporo siły, jakoś udało jej się przetrwać, nie było najgorzej. Cukiernia okazała się być bezpiecznym i wytrzymałym miejscem, ogień jej nie pochłonął - nie mogła narzekać.
Z tego, co mówili inni, mało osób miało tyle szczęścia. Nie chciała myśleć o tym ile osób straciło życia tej nocy, wolała się skupić na tych, których udało im się uratować.
Rozmowy o domniemanym nowym ministrze... Zamrugała kilka razy. To zdecydowanie nie leżało w szeregu jej zainteresowań, zresztą jakim cudem ich garstka miałaby przepchać swojego ministra, nie wydawało jej się to możliwe. Nie skomentowała tego jednak, nie miała w zwyczaju odzywać się niepotrzebnie. Zapewne wyrzuci z siebie wszystko wtedy, gdy znajdzie się w mniejszym gronie. Zakon się ostatnio rozrastał, nie znała aż tak dobrze jego wszystkich członków, nie wiedziała, na ile może sobie przy kim pozwolić.
- Tutaj było w miarę spokojnie, nie działo się wiele, pracownicy ministerstwa nie do końca radzili sobie z tym, co się działo, ale chyba nikt nie był przygotowany na taką klęskę. - Zaczęła mówić, raczej cicho, gdzieś ze swojego kąta.
- Ogień na pewno był magiczny, coś działo się w cukierni, mam wrażenie, że została przeklęta, jedna z kobiet obudziła się z śladami duszenia na szyi, więc to miejsce jest aktualnie nie do końca bezpieczne, ale zajmę się tym na dniach. Jeśli potrzebujemy pomocy, medyków, czy coś, mogę odezwać się do kilku bliskich mi osób, nie wtajemniczać ich oczywiście w nasze działania, ale myślę, że nie odmówią mi wsparcia. Zajmę się przygotowaniem eliksirów, maści, wszystkiego co może się przydać, z tego, co widziałam, to sklep Ollivanderów stoi, ale nie sądzę, żeby Fergus był śmierciożercą, znamy się od lat. - Tyle, co widziała, to powiedziała. Figgówna była zmęczona, zdecydowanie nie wiedziała, co jeszcze mogłaby powiedzieć, na co się przydać. Miała nadzieję, że jakoś uda im się wylizać rany i wrócić do normalności.