23.06.2025, 10:11 ✶
– No dobrze. Trochę boli mnie głowa – przyznał Cathal, dalej zdecydowany nie przyznawać się do bólu kręgosłupa, co do którego miał pewność, że to jeden z gatunku tych: poboli i przejdzie. Uzdrowiciele po prostu zawsze przesadzali, przynajmniej w jego skromnej opinii, a surowych spojrzeń to pewnie uczono ich na specjalnych kursach w Akademii Munga. Wstał ostrożnie i poruszył się, z pewną ulgą przyjmując, że chyba faktycznie nic nie pękło… poza nosem, znaczy się, bo chociaż liczył, że ten nie jest złamany, to McGonagall miała jednak dużo większe doświadczenie przy diagnozowaniu takich.
– Jestem dużym chłopcem. Parę siniaków mnie nie zabije – oświadczył stanowczo na ten „tylko nos”, odruchowo uniósł rękę do rzeczonego nosa i zaraz ją opuścił. Dotykanie złamanej kości, w dodatku brudną i poparzoną dłonią, prawdopodobnie nie należało do najmądrzejszych rzeczy, jakie mógłby zrobić. – Złamany? Cudownie. To ostatecznie rujnuje moje szanse na zostanie męskim modelem Rosierów – podsumował, w myślach godząc się dość szybko z tym, że ma szansę skończyć z krzywym nosem. Może to to ostatecznie nawet okaże się przydatne, kto wie – będzie wyglądał bardziej na zabijakę.
Co niektórych przepłoszy, a innych tylko skłoni do wszczynania bójek.
Pokręcił lekko głową i niemal natychmiast tego pożałował.
– Nic mi nie jest. Pamiętam cię, Ginny – powiedział, bo gdy zamroczenie wywołane upadkiem i uderzeniem minęło, dotarło wreszcie do niego, że uzdrowicielka nie powinna tkwić teraz przy jego boku, a zajmować się Liamem, zwłaszcza jeśli nie zdołają dość szybko znaleźć Nell. – Te cholerne pułapki Blackwooda… ma szczęście, że już nie żyje.
Acz jeśli Cathal odkryje, które kości dokładnie należały do niego, może wymyśli dla nich jakieś kreatywne zastosowanie. Oczywiście, w celach badawczych, nie niszczy się szczątków tylko z czystej mściwości albo dlatego, że należały niegdyś do absolutnego kretyna.
– Biegnij do Liama. Nalegam, aby uratować jego nogę. Obawiam się, że bez niej będzie mu trudno dokończyć pracę, a mamy już tydzień opóźnienia w harmonogramie – zamarudził i spojrzał na wyjście z dołu, zastanawiając się, na ile sprawnie zdoła wydostać się na górę. Bo gdyby spadł tutaj z powrotem, to jego duma kolejnego takiego ciosu by już chyba nie zniosła.
– Jestem dużym chłopcem. Parę siniaków mnie nie zabije – oświadczył stanowczo na ten „tylko nos”, odruchowo uniósł rękę do rzeczonego nosa i zaraz ją opuścił. Dotykanie złamanej kości, w dodatku brudną i poparzoną dłonią, prawdopodobnie nie należało do najmądrzejszych rzeczy, jakie mógłby zrobić. – Złamany? Cudownie. To ostatecznie rujnuje moje szanse na zostanie męskim modelem Rosierów – podsumował, w myślach godząc się dość szybko z tym, że ma szansę skończyć z krzywym nosem. Może to to ostatecznie nawet okaże się przydatne, kto wie – będzie wyglądał bardziej na zabijakę.
Co niektórych przepłoszy, a innych tylko skłoni do wszczynania bójek.
Pokręcił lekko głową i niemal natychmiast tego pożałował.
– Nic mi nie jest. Pamiętam cię, Ginny – powiedział, bo gdy zamroczenie wywołane upadkiem i uderzeniem minęło, dotarło wreszcie do niego, że uzdrowicielka nie powinna tkwić teraz przy jego boku, a zajmować się Liamem, zwłaszcza jeśli nie zdołają dość szybko znaleźć Nell. – Te cholerne pułapki Blackwooda… ma szczęście, że już nie żyje.
Acz jeśli Cathal odkryje, które kości dokładnie należały do niego, może wymyśli dla nich jakieś kreatywne zastosowanie. Oczywiście, w celach badawczych, nie niszczy się szczątków tylko z czystej mściwości albo dlatego, że należały niegdyś do absolutnego kretyna.
– Biegnij do Liama. Nalegam, aby uratować jego nogę. Obawiam się, że bez niej będzie mu trudno dokończyć pracę, a mamy już tydzień opóźnienia w harmonogramie – zamarudził i spojrzał na wyjście z dołu, zastanawiając się, na ile sprawnie zdoła wydostać się na górę. Bo gdyby spadł tutaj z powrotem, to jego duma kolejnego takiego ciosu by już chyba nie zniosła.