23.06.2025, 15:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2025, 15:24 przez Brenna Longbottom.)
– Ale jestem pewna, że liczba pierwszaków spóźniających się na zajęcia spadłaby o jakieś dwadzieścia procent! – zapewniła Brenna entuzjastycznie, w istocie pochłonięta już myślą o tym, aby faktycznie przygotować trochę takich mapek i na początku przyszłego roku rozdać je świeżo upieczonym Gryfonom. Lubiła działać, i właściwie planowała coś przez cały czas, więc przeszukiwanie teraz zamku za dwójką pierwszorocznych nie przeszkadzało jej w kombinowaniu, kogo tutaj dopaść, aby jej pomógł, bo ona niestety w rysowaniu była raczej słaba… – Naprawdę? A myślałam, że na tym, żeby nas przygotować do egzaminów i do bycia produktywnymi członkami społeczeństwa – oświadczyła, naśladując przy tym głos McGonagall, która kiedyś powiedziała do niej może nie dokładnie coś takiego, ale całkiem podobnego.
Zatrzymała się na moment i spojrzała nieco podejrzliwie na ściany oraz na sufit, gdy Cassian wspomniał o swojej teorii odnośnie żywego organizmu. Brenna, chociaż kochała książki miłością gorącą, zwłaszcza te fabularne, nie miała zbyt artystycznej duszy i czasem kiedy drugi prefekt mówił takie rzeczy, nie była pewna, co jest metaforą, a co nie.
– Mam nadzieję, że nie, bo wtedy wiedziałby o nas trochę za dużo – oceniła w końcu, uznając, że gdyby Hogwart naprawdę był żywy, to ktoś by o tym wiedział i powiedział innym. Prawda…? Prawda? – Pod kuchnię chyba posłali prefektów Puchonów. Jestem pewna, że skorzystają z okazji i wycyganią parę ciasteczek. Puchoni niby tacy niewinni, a zawsze umieją się ustawić – dodała, z pewnym żalem, bo ach, sama też chętnie zaopiekowałaby się kilkoma ciasteczkami. Zaraz jednak potrząsnęła głową, odpychając od siebie myśli o ciasteczkach z czekoladą, bo przecież musieli się tutaj skupić, a nawet Skupić. – Możemy poprosić o pomoc prawdziwe duchy. Potrafią przechodzić przez ściany, jeśli oni gdzieś utknęli, to mogłoby być przydatne. Tylko jeśli trafimy na Szarą Damę, to ty musisz z nią rozmawiać, bo ona podobno odzywa się tylko do Krukonów. Na mój widok zawsze lewituje w drugą stronę… – plotła, po czym podeszła i szarpnęła za drzwi jednego ze składzików.
Rozległ się czyjś pisk.
Brenna zatrzasnęła drzwiczki.
– Przepraszam! – zawołała, cofając się gwałtownie. I ruszyła dalej, chociaż zanim otworzyła drzwi do jednej z klas, tym razem grzecznie zapukała, na wypadek, gdyby i tam całowała się jakaś para. – Nie jestem zatroskana. Jestem… tylko trochę zaniepokojona. Na pierwszym roku oczywiście, że musiałam pójść do Zakazanego Lasu. Co jak oni też są tak głupi jak ja i tam poszli? – zastanowiła się. – Faktycznie, można iść na wyższe piętro. Powinniśmy jeszcze sprawdzić te schody ze znikającym stopniem, kiedyś tam utknęłam na dwie godziny, zanim znalazł mnie Vinc…
Zatrzymała się na moment i spojrzała nieco podejrzliwie na ściany oraz na sufit, gdy Cassian wspomniał o swojej teorii odnośnie żywego organizmu. Brenna, chociaż kochała książki miłością gorącą, zwłaszcza te fabularne, nie miała zbyt artystycznej duszy i czasem kiedy drugi prefekt mówił takie rzeczy, nie była pewna, co jest metaforą, a co nie.
– Mam nadzieję, że nie, bo wtedy wiedziałby o nas trochę za dużo – oceniła w końcu, uznając, że gdyby Hogwart naprawdę był żywy, to ktoś by o tym wiedział i powiedział innym. Prawda…? Prawda? – Pod kuchnię chyba posłali prefektów Puchonów. Jestem pewna, że skorzystają z okazji i wycyganią parę ciasteczek. Puchoni niby tacy niewinni, a zawsze umieją się ustawić – dodała, z pewnym żalem, bo ach, sama też chętnie zaopiekowałaby się kilkoma ciasteczkami. Zaraz jednak potrząsnęła głową, odpychając od siebie myśli o ciasteczkach z czekoladą, bo przecież musieli się tutaj skupić, a nawet Skupić. – Możemy poprosić o pomoc prawdziwe duchy. Potrafią przechodzić przez ściany, jeśli oni gdzieś utknęli, to mogłoby być przydatne. Tylko jeśli trafimy na Szarą Damę, to ty musisz z nią rozmawiać, bo ona podobno odzywa się tylko do Krukonów. Na mój widok zawsze lewituje w drugą stronę… – plotła, po czym podeszła i szarpnęła za drzwi jednego ze składzików.
Rozległ się czyjś pisk.
Brenna zatrzasnęła drzwiczki.
– Przepraszam! – zawołała, cofając się gwałtownie. I ruszyła dalej, chociaż zanim otworzyła drzwi do jednej z klas, tym razem grzecznie zapukała, na wypadek, gdyby i tam całowała się jakaś para. – Nie jestem zatroskana. Jestem… tylko trochę zaniepokojona. Na pierwszym roku oczywiście, że musiałam pójść do Zakazanego Lasu. Co jak oni też są tak głupi jak ja i tam poszli? – zastanowiła się. – Faktycznie, można iść na wyższe piętro. Powinniśmy jeszcze sprawdzić te schody ze znikającym stopniem, kiedyś tam utknęłam na dwie godziny, zanim znalazł mnie Vinc…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.