„Trochę boli mnie głowa” również sprawiło, że się skrzywiła. Guinevere na co dzień była łagodną osobą, psotliwą, zgoda, lubiła się droczyć z ludźmi, ale generalnie była tym ugodowym typem, który się chwile pobawi, jak kot upolowaną myszką, a potem zostawi w spokoju (już bardzo nie po kociemu). Tolerancyjna dla wielu zachowań ludzi… ale do czego nie miała cierpliwości to do nie słuchania się zaleceń uzdrowicieli. Albo do kłamania im w żywe oczy na temat swojego stanu zdrowia.
– Tak, głowa – powtórzyła za nim mechanicznie, lekko mrużąc oczy, gdy walczyła z odruchem przetarcia ich i strzepnięcia kropel deszczu, które osiadły na czole, nosie i rzęsach. Na końcu języka miała odzywkę, że uwierzy, o ile zamienił głowę z tyłkiem – bo to w te rejony sięgał ręką, być może nieświadomy, że jest bardzo czujnie obserwowany przez uzdrowicielkę.
Zachowywał się… No normalnie, jak Cathal. Poturbowany, ale nadal Cathal, z tymi samymi odzywkami, jakby byli tutaj całkiem sami, a nie znajdowali się w dole, pośród uwijających się członków ekipy, gdy zbierali się po fatalnym w skutkach wybuchu. Nie wiedziała w ogóle, gdzie to zaklasyfikować, ani jak źle jest z blondynem, co z nim zrobić, wiedząc, że ma w perspektywie, że w pierwszej kolejności powinna ustabilizować stan ich kolegi z pracy. Ale do cholery jasnej – to był szef ich ekipy, kolega, bliski znajomy, przyjaciel, a może powinna go nazywać jeszcze inaczej – nie wiedziała, miała mętlik w głowie, zwłaszcza po tym, jak miesiąc temu wybrali się na kilka dni nad jezioro Windermere. Nie pozwalała sobie o tym myśleć, a już zwłaszcza nie powinna się nad tym zastanawiać tutaj i teraz, ale jednak, jej myśli pobiegły i skręciły w bardzo dziwne miejsce. I może galopowałyby dalej, gdyby Cathal nie zwrócił się do niej po imieniu, na co uniosła na niego spojrzenie, nie będąc w stanie ukryć ulgi, która za chwilę zagościła w jej oczach, gdy uświadomiła sobie… Że Shafiq albo miał zajebiście krótką amnezję, albo cały czas robił sobie z niej żarty.
I gdyby nie to, że jednak był ranny, to zostałby właśnie pacnięty piąstką w ramię.
– Cal… – odezwała się po kilku sekundach, gdy już sobie wszystko (w miarę) w głowie poukładała i przekalkulowała. Tak, Liam był priorytetem, ale jednak… – Nie olewaj tego. Przyjdź później, nastawię ci nos, nie będzie nawet śladu. Zobaczę resztę ran. Musisz być w formie – a widząc zamieszanie jakie się tu zrobiło – będzie dużo rzeczy, którymi trzeba się będzie zająć. – Obiecaj mi, że przyjdziesz!