Yaxleyówna miała sporo doświadczenia z młodymi chłopcami podczas swojej edukacji w Hogwarcie, jednak nie było ono takie oczywiste, jak mogło się wydawać. Otaczała się dość sporym gronem chłopców, czuła zniesmaczenie, gdy widziała te wszystkie dziewczęta, które za nimi biegały, bo miała świadomość, co mieli w głowach. Granie w drużynie quidditcha, jako jedna z nielicznych przedstawicielek tej ładniejszej płci niosło ze sobą dodatkowe profity - nie działał na nią ich urok, bo wiedziała, jacy byli naprawdę. Sporo widziała, sporo dostrzegała i nie mogła się nadziwić temu, jak ślepe były jej rówieśniczki, nie miała pojęcia, co one w nich widziały, wolała w to nie wnikać. To nie tak, że nie interesowało ją towarzystwo facetów, tyle, że zdecydowanie nigdy nie szukała go w Hogwarcie. Miała to szczęście, że większość wakacji spędzała na polowaniach z ojcem, a co działo się na polowaniach, zostawało na polowaniach, więc miała szansę nieco tam korzystać z życia, czego nie robiła w szkolnych murach.
- Tak, klasyfikowałam bardzo pewnych siebie typów, którzy bardzo szybko przestawali tacy być gdy stawali oko w oko z potworami. - To był jej znienawidzony typ osób, ale raczej nie nazywała ich jakoś specjalnie, po prostu przyglądała się im dłużej, obserwowała uważnie, bo wiedziała, że te zwierzęta, które najwięcej szczekały nie do końca potrafiły gryźć i to się sprawdzało.
- A, to dlatego trzecie oko... - Pokiwała głową z aprobatą, jakie to wszystko było proste i jasne, odpowiedzi przychodziły same... szkoda tylko, że nieco gubiła sens całej rozmowy, ale czy właściwie to był on najważniejszy? Chyba nie? Ważne, że się dobrze bawili.
- Nie wpadłam na to, że mogłeś widzieć, kto kogo obracał, kurde, to może być całkiem śmieszne. - I przydatne w przypadku czystokrwistych. Zaczynała rozumieć dlaczego uzdolnione osoby mogły być nie do końca mile widziane w towarzystwie.
- Musiałeś się nagimnastykować? Myślałam, że tak po prostu z natury jesteś zajebisty. - Yaxley lubiła Romulusa jednak nigdy nie przekroczyłaby granicy koleżeństwa z jego osobą, fuj, to mogłoby być naprawdę obrzydliwe. Nie miała pojęcia dlaczego jej myśli w ogóle zmierzały w tym kierunku, może przez to, że Greengrass wspomniał o tym, że byli do siebie podobni, czy coś, w jej oczach wcale.
- Policję? Chyba? Niespecjalnie mnie to interesowało. - Zdarzało się jej przebywać między mugolami, ale nigdy jakoś za bardzo nie wchodziła w ten ich świat. Raczej dowiadywała się tego, co było jej w danej chwili potrzebne.
- Ta, jeśli Ty jesteś prostym człowiekiem, to ja jestem najbardziej spokojnym człowiekiem pod słońcem. - Miała wrażenie, że było zupełnie inaczej. Ambroise może w pewnych sytuacjach mógł wydawać się całkiem mało skomplikowany, jednak całościowo układało się to zupełnie inaczej, zresztą pokazał to w poprzednim tygodniu, trudno jej było przecież odnaleźć się w jego sposobie myślenia mimo tego, że znała go i jego metody działania bardzo dobrze.
- Nie wiem, macha tym. - Wyciągnęła rękę, by pokazać Ambroisowi o co jej chodzi. Panna młoda najwyraźniej szykowała się do rzucenia bukietu, co w jej oczach wyglądało dość dziwnie. Nie miała pojęcia, po co to robi i dlaczego to robi wolała nie wnikać. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że kobieta rzuciła tymi chwastami prosto w jej rękę, którą próbowała pokazać Greengrassowi co się dzieje. Odruchowo chwyciła ten nieszczęsny bukiet, przez co wszystkie oczy na sali skierowały się w ich kierunku, a zdecydowanie tego nie chcieli. - Kurwa mać. - Mruknęła cicho pod nosem, uśmiechając się przy tym zupełnie nieszczerze, bo nie miała pojęcia co się dzieje, dlaczego tym rzucali i o co w ogóle chodziło. Byli w coraz bardziej, czarnej dupie i wypadałoby się stąd ulotnić.
Nim jednak to zrobili kazano im odstawić taniec. TANIEC. Kiedy ledwo trzymali się na nogach, właściwie nie musieli się nawet ruszać, bo jej świat wirował w kółko i bez muzyki. Jakoś to przetrwali, byli przecież potężnymi zawodnikami. Po tym nieszczęsnym tańcu opuścili remizę, dość szybko zgodzili się, że było to dla nich najlepszym rozwiązaniem, aby nie zrobić sobie kolejnego przypału.