25.06.2025, 02:49 ✶
Wyczarowana przez Charlesa zasłona działała - utrudniała rozeznanie się w sytuacji zarówno wysłannikom Czarnego Pana, jak i ich przeciwnikom, ale nie potrzebowali się przesadnie wysilać by zauważyć, że stojąca naprzeciwko nich kobieta nie była aż tak chętna do walki jak jej towarzysz. A przynajmniej Leviathanowi rzuciło się to w oczy, bo nie zamierzał nawet orientować się w tym, co działo się z jego towarzyszem.
Naśladowcy, stojący niżej w hierarchii od Śmierciożerców, w naturalny sposób znajdowali się gdzieś niżej w łańcuchu pokarmowym świata. Byli w lepszej sytuacji jak przeciętniacy, szczególnie tacy z którymi właśnie próbowali walczyć, ale wciąż dla Rowle'a byli zwyczajnie wymienni. Obdarzeni mniejszym zaufaniem niż prawdziwi wybrańcy Czarnego Pana, mogli z łatwością zostać użyci jako mięso armatnie i ta myśl w umyśle Draconisa wcale nie jawiła się pierwszy raz.
Nieostrożność, jaką przedstawiała kobieta, zwyczajnie kusiła. Oh, jakże proste byłoby w tym momencie, żeby posłać w jej stronę jakieś krzywdzące zaklęcie i przypomnieć jej, że tak beznadziejne poświęcenie nic nie znaczyło. Niestety dla Śmierciożercy i jego towarzysza, stojący naprzeciwko nich mężczyźni starali się zrobić wszystko co w ich mocy, by ochronić swoją kobietę i dziecko.
Posłana przez Draconisa fala powietrza chybiła, ale to nie szkodziło. Siali zamęt i pocieszał się tą świadomością, jednocześnie odliczając wciąż w głowie minuty, jakby chciał oszacować odpowiednią ilość czasu, którą mogli tutaj zabawić. Wciąż nie miał złudzeń, że nie w końcu ktoś zareaguje i z opresorów znowu przyjdzie im stać się ofiarami, jeśli nie uwinął się odpowiednio szybko.
Mężczyzna, z którym do tej pory starał się rozliczyć Rowle, zniknął nagle. Śmierciożerca zmarszczył pod maską brwi, chyba odrobinę zmieszany tym nagłym ruchem ze strony oponenta, ale ostatecznie zrzucił to na karb zwykłej teleportacji. Nie miało to jednak teraz większego znaczenia, bo przeliczany w głowie Leviathana czas skurczył się wreszcie na tyle, by doszedł do odpowiednich wniosków - pora była się wycofać. Zrobili nieco zamieszania i to na tyle, by przegonić stąd tych, którzy mogli uciekać, a dodatkowo pracownicy Munga byli świadomi ich obecności. Nawet jeśli mieli kogo posłać by się z nimi uporał, to wrażenie wciąż pozostawało - coś, co kazało się pilnować i sprawiało, że ktokolwiek by się tutaj nie miał potem znaleźć, rozglądałby się ostrożnie, oczekując kolejnego ataku.
- Wycofujemy się - warknął w stronę Charlesa, łaskawie postanawiając go poinformować o swoich zamiarach, a nie zwyczajnie zrealizować je bez słowa. Zaraz też machnął różdżką, chcąc teleportować się ze zamkniętego centrum handlowego.
//teleportacja na opuszczenie centrum handlowego
//i na wszelki wypadek percepcja gdybym znowu się wyjebała przy teleportacji xD
Naśladowcy, stojący niżej w hierarchii od Śmierciożerców, w naturalny sposób znajdowali się gdzieś niżej w łańcuchu pokarmowym świata. Byli w lepszej sytuacji jak przeciętniacy, szczególnie tacy z którymi właśnie próbowali walczyć, ale wciąż dla Rowle'a byli zwyczajnie wymienni. Obdarzeni mniejszym zaufaniem niż prawdziwi wybrańcy Czarnego Pana, mogli z łatwością zostać użyci jako mięso armatnie i ta myśl w umyśle Draconisa wcale nie jawiła się pierwszy raz.
Nieostrożność, jaką przedstawiała kobieta, zwyczajnie kusiła. Oh, jakże proste byłoby w tym momencie, żeby posłać w jej stronę jakieś krzywdzące zaklęcie i przypomnieć jej, że tak beznadziejne poświęcenie nic nie znaczyło. Niestety dla Śmierciożercy i jego towarzysza, stojący naprzeciwko nich mężczyźni starali się zrobić wszystko co w ich mocy, by ochronić swoją kobietę i dziecko.
Posłana przez Draconisa fala powietrza chybiła, ale to nie szkodziło. Siali zamęt i pocieszał się tą świadomością, jednocześnie odliczając wciąż w głowie minuty, jakby chciał oszacować odpowiednią ilość czasu, którą mogli tutaj zabawić. Wciąż nie miał złudzeń, że nie w końcu ktoś zareaguje i z opresorów znowu przyjdzie im stać się ofiarami, jeśli nie uwinął się odpowiednio szybko.
Mężczyzna, z którym do tej pory starał się rozliczyć Rowle, zniknął nagle. Śmierciożerca zmarszczył pod maską brwi, chyba odrobinę zmieszany tym nagłym ruchem ze strony oponenta, ale ostatecznie zrzucił to na karb zwykłej teleportacji. Nie miało to jednak teraz większego znaczenia, bo przeliczany w głowie Leviathana czas skurczył się wreszcie na tyle, by doszedł do odpowiednich wniosków - pora była się wycofać. Zrobili nieco zamieszania i to na tyle, by przegonić stąd tych, którzy mogli uciekać, a dodatkowo pracownicy Munga byli świadomi ich obecności. Nawet jeśli mieli kogo posłać by się z nimi uporał, to wrażenie wciąż pozostawało - coś, co kazało się pilnować i sprawiało, że ktokolwiek by się tutaj nie miał potem znaleźć, rozglądałby się ostrożnie, oczekując kolejnego ataku.
- Wycofujemy się - warknął w stronę Charlesa, łaskawie postanawiając go poinformować o swoich zamiarach, a nie zwyczajnie zrealizować je bez słowa. Zaraz też machnął różdżką, chcąc teleportować się ze zamkniętego centrum handlowego.
//teleportacja na opuszczenie centrum handlowego
Rzut O 1d100 - 2
Akcja nieudana
Akcja nieudana
//i na wszelki wypadek percepcja gdybym znowu się wyjebała przy teleportacji xD
Rzut N 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast