25.06.2025, 03:57 ✶
Jego zdaniem zabierali się do tego od niewłaściwej strony.
Rzucanie się z miejsca na morskie węże było jakimś rozwiązaniem, ale Leviathan nie mógł pozbyć się wrażenie, że na początku należało zbadać wody, gdzie stworzenia powinny naturalnie się osiedlać. Należało znaleźć nieprawidłowości, które je stamtąd wygoniły i nie miał tutaj na myśli jakichś głupich, mugolskich wojenek. To, co zawarł w liście Lazarus było tak samo oczywiste jak i mało pomocne, a przez to jego syn zastanawiał się, czy ojcowi faktycznie zależało na uporaniu się z problemem. Znając jego to najchętniej pozwoliłby naturze działać - dokładnie tak samo jak robił to w przypadku kłębiących się w Kniei widm.
Leviathan przedstawił się, jak wszyscy, kiedy na początku wymieniali się grzecznościami, potem lakonicznie wskazując na swoje miejsce w całym tym przedsięwzięciu, stawiając się wiedzowo koło Laurenta, bo przecież w gruncie rzeczy zajmowali się tym samym. On tylko nie był w stanie zmienić się w fokę i przemierzać świata pod powierzchnią wody.
- Czyli nie możemy ich tak zwyczajnie zaatakować - powiedział spokojnie, wciąż opierając się o burtę, ale teraz już zwrócony do reszty ekipy. - Jeśli jest to ten sam przypadek co w '58, odpowiedzą taką samą agresją jeśli zostaną sprowokowane. Więc chcemy tego uniknąć, przynajmniej do momentu kiedy możemy. Moglibyśmy spróbować je wywabić z tych wód. Odciągnąć wystarczająco kuszącą ofertą - ale do tego potrzeba czasu, a miał wrażenie że załoga była raczej niecierpliwa. Nie chcieli tutaj być, bo użeranie się z tymi stworzeniami mogło być zwyczajnie niebezpieczne. - Jeśli na pokładzie są sieci, można próbować je zarzucić, zanim znajdziemy węże. Może złapią się na taką łatwą zdobycz - wzruszył ramionami, rozglądając się po zebranych, ale nie szukał w nikim jakiegokolwiek wsparcia.
- Nawet jeśli, mamy tutaj ograniczone pole popisu - zwrócił się do Hestii. - Nie możemy tak po prostu wrzucić Laurenta do wody, nawet jeśli byłoby to najprostsze rozwiązane, bo jako selkie byłby w stanie je szybciej zlokalizować - uśmiechnął się do Prewetta przelotnie, kiedy to mówił. - Patrolowanie się z góry też jest zdradliwe, bo nie pływają cały czas blisko powierzchni. To raczej stworzenia głębinowe. No, przynajmniej w naturalnych warunkach. Słabe punkty? Unikanie ataku? Cóż, jesteśmy na statku - rozłożył ręce. - Węże morskie są o wiele bardziej zwrotne... - nie dokończył, zamiast tego spoglądając na McGregorego. - Panie Kapitanie, to normalny statek? Czy może ma jakieś konkretne zabezpieczenia i ulepszenia? Może się zanurzyć?
Rzucanie się z miejsca na morskie węże było jakimś rozwiązaniem, ale Leviathan nie mógł pozbyć się wrażenie, że na początku należało zbadać wody, gdzie stworzenia powinny naturalnie się osiedlać. Należało znaleźć nieprawidłowości, które je stamtąd wygoniły i nie miał tutaj na myśli jakichś głupich, mugolskich wojenek. To, co zawarł w liście Lazarus było tak samo oczywiste jak i mało pomocne, a przez to jego syn zastanawiał się, czy ojcowi faktycznie zależało na uporaniu się z problemem. Znając jego to najchętniej pozwoliłby naturze działać - dokładnie tak samo jak robił to w przypadku kłębiących się w Kniei widm.
Leviathan przedstawił się, jak wszyscy, kiedy na początku wymieniali się grzecznościami, potem lakonicznie wskazując na swoje miejsce w całym tym przedsięwzięciu, stawiając się wiedzowo koło Laurenta, bo przecież w gruncie rzeczy zajmowali się tym samym. On tylko nie był w stanie zmienić się w fokę i przemierzać świata pod powierzchnią wody.
- Czyli nie możemy ich tak zwyczajnie zaatakować - powiedział spokojnie, wciąż opierając się o burtę, ale teraz już zwrócony do reszty ekipy. - Jeśli jest to ten sam przypadek co w '58, odpowiedzą taką samą agresją jeśli zostaną sprowokowane. Więc chcemy tego uniknąć, przynajmniej do momentu kiedy możemy. Moglibyśmy spróbować je wywabić z tych wód. Odciągnąć wystarczająco kuszącą ofertą - ale do tego potrzeba czasu, a miał wrażenie że załoga była raczej niecierpliwa. Nie chcieli tutaj być, bo użeranie się z tymi stworzeniami mogło być zwyczajnie niebezpieczne. - Jeśli na pokładzie są sieci, można próbować je zarzucić, zanim znajdziemy węże. Może złapią się na taką łatwą zdobycz - wzruszył ramionami, rozglądając się po zebranych, ale nie szukał w nikim jakiegokolwiek wsparcia.
- Nawet jeśli, mamy tutaj ograniczone pole popisu - zwrócił się do Hestii. - Nie możemy tak po prostu wrzucić Laurenta do wody, nawet jeśli byłoby to najprostsze rozwiązane, bo jako selkie byłby w stanie je szybciej zlokalizować - uśmiechnął się do Prewetta przelotnie, kiedy to mówił. - Patrolowanie się z góry też jest zdradliwe, bo nie pływają cały czas blisko powierzchni. To raczej stworzenia głębinowe. No, przynajmniej w naturalnych warunkach. Słabe punkty? Unikanie ataku? Cóż, jesteśmy na statku - rozłożył ręce. - Węże morskie są o wiele bardziej zwrotne... - nie dokończył, zamiast tego spoglądając na McGregorego. - Panie Kapitanie, to normalny statek? Czy może ma jakieś konkretne zabezpieczenia i ulepszenia? Może się zanurzyć?
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast