25.06.2025, 12:57 ✶
– Będę musiała dopaść jakiegoś Bagshota – oceniła więc Brenna, z pewnym zamyśleniem, i można by pomyśleć, że planowała w tej chwili napaść na takiego, zamknięcie w piwnicy i pogróżki, dopóki nie namaluje jej kilku map. Chociaż w istocie myślała raczej o przekupstwie przy użyciu dużej ilości cukierków oraz oferty korepetycji z transmutacji, zwykle działało to lepiej niż zastraszanie (do którego zresztą nadawała się raczej słabo). – Em… wiesz co? Po prostu o tym nie myślmy. Umówmy się, że niczego nie widzieliśmy i o tym zapomnijmy. Ja już zapomniałam o czym miałam zapomnieć – oświadczyła jeszcze zdecydowanie, kiedy Cassian uznał, że to na pewno nie były pierwszaki.
Cóż, ich koledzy mieli szczęście, że „przyłapała” ich właśnie ta dwójka prefektów, bo większość Ślizgonów i przynajmniej kilku Gryfonów na pewno nie dałoby im po tym wszystkim żyć.
– A wiesz co… musiałaby najpierw nas przyłapać – stwierdziła, obracając się na moment i uśmiechając do niego łobuzersko. Czy chodziło jej po głowie, by faktycznie umieścić taki napis? Być może. Jeśli coś ją powstrzymywało, to trochę myśl o tym, że jednak miała tę ładną, błyszczącą odznakę, i chyba nie do końca wypadało, trochę, że pewnie woźny i tak niecnie ten napis usunie – chociaż naprawdę, nie rozumiała, czemu w takim wypadku nie usunięto znikającego stopnia! Chyba że zdołałaby wymyśleć jakiś sposób, aby litery były trwałe… – Czemu to byłoby takie zaskakujące? Mam wrażenie, że dużo osób, które wpadły na coś po raz pierwszy, były bardzo zaskoczone, że nikt inny wcześniej na to nie wpadł…
Zamilkła jednak zaraz, nasłuchując tych dźwięków, które dobiegły uszu Krukona, a potem ruszyła za nim, w ciemny korytarz. Nie bała się – Brenna tak naprawdę nie do końca nauczyła się jeszcze odczuwać strach i wciąż jeszcze żyła w szczeniackich iluzjach i poczuciu bezpieczeństwa – ale jakoś odruchowo starała się stąpać ciszej i nawet wstrzymywała oddech, aby lepiej słyszeć wszystkie odgłosy. No coś stukało, rzeczywiście. Ale gdy dotarli do końca korytarza, był tam tylko portret, nic, co mogłoby wydawać takie dźwięki.
– Hm… może go sprawdźmy. Jak nawet niczego nie ma za nim, to właściciele tych portretów mają tendencję, że przybiegają z krzykiem, jak ruszasz ich ramy – oświadczyła, bezceremonialnie chwytając za ramę i postanawiając sprawdzić, czy czegoś nie ma za nią. Czy liczyła na jakieś tajne przejścia i tak dalej? Niekoniecznie, ale brała to pod uwagę – to w końcu był Hogwart.
Czy coś jest za portetem?
1 – tak, 2 – nie
Cóż, ich koledzy mieli szczęście, że „przyłapała” ich właśnie ta dwójka prefektów, bo większość Ślizgonów i przynajmniej kilku Gryfonów na pewno nie dałoby im po tym wszystkim żyć.
– A wiesz co… musiałaby najpierw nas przyłapać – stwierdziła, obracając się na moment i uśmiechając do niego łobuzersko. Czy chodziło jej po głowie, by faktycznie umieścić taki napis? Być może. Jeśli coś ją powstrzymywało, to trochę myśl o tym, że jednak miała tę ładną, błyszczącą odznakę, i chyba nie do końca wypadało, trochę, że pewnie woźny i tak niecnie ten napis usunie – chociaż naprawdę, nie rozumiała, czemu w takim wypadku nie usunięto znikającego stopnia! Chyba że zdołałaby wymyśleć jakiś sposób, aby litery były trwałe… – Czemu to byłoby takie zaskakujące? Mam wrażenie, że dużo osób, które wpadły na coś po raz pierwszy, były bardzo zaskoczone, że nikt inny wcześniej na to nie wpadł…
Zamilkła jednak zaraz, nasłuchując tych dźwięków, które dobiegły uszu Krukona, a potem ruszyła za nim, w ciemny korytarz. Nie bała się – Brenna tak naprawdę nie do końca nauczyła się jeszcze odczuwać strach i wciąż jeszcze żyła w szczeniackich iluzjach i poczuciu bezpieczeństwa – ale jakoś odruchowo starała się stąpać ciszej i nawet wstrzymywała oddech, aby lepiej słyszeć wszystkie odgłosy. No coś stukało, rzeczywiście. Ale gdy dotarli do końca korytarza, był tam tylko portret, nic, co mogłoby wydawać takie dźwięki.
– Hm… może go sprawdźmy. Jak nawet niczego nie ma za nim, to właściciele tych portretów mają tendencję, że przybiegają z krzykiem, jak ruszasz ich ramy – oświadczyła, bezceremonialnie chwytając za ramę i postanawiając sprawdzić, czy czegoś nie ma za nią. Czy liczyła na jakieś tajne przejścia i tak dalej? Niekoniecznie, ale brała to pod uwagę – to w końcu był Hogwart.
Czy coś jest za portetem?
1 – tak, 2 – nie
Rzut 1d2 - 1
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.