Jeśli Louvain zamierzał dawać czarne róże Cynthii – była pewna, że przyjaciółka sobie z nimi poradzi, czymkolwiek były. O ile rzecz jasna zamierzał jakieś róże stąd kraść, co rzecz jasna było bardzo nierozważne, tym bardziej, że sam na kwiatach znał się… kiepsko. Ale prawda była taka, że Lestrange nie miała ochoty dyskutować o życiu towarzyskim kuzyna, o tym, ile panien się wokół niego kręci, a wokół ilu on sam. Nie lubiła w mężczyznach tej niestałości, pogonią za kilkoma króliczkami na raz. Po tym zawsze ktoś kończył z płaczem. Uśmiechnęła się więc nieco przepraszająco do Loli, bo mogła jedynie wzruszyć ramionami. A ostatecznie rozmowa i tak przeniosła się na to, co bardziej ich interesowało – róże.
Dziwaczne czarne róże.
– Normalnie każde rośliny potrzebują czasu, to prawda. Ale od czasu Beltane… Żywioły zaczęły szaleć. Najpierw dziwaczna wichura w Dolinie Godryka, a potem… Co jakiś czas słyszałam o buncie roślin, że w różnych miejscach Anglii rozrastały się nagle do ogromnych rozmiarów, albo z dnia na dzień rozrastały się miejsca, w których ich wcześniej nie było i tak dalej. Dlatego to jest tak podobne do tego, co stało się z naszym ogrodem. Wyrosły w jedną noc, pasuje do profilu – wyjaśniła Lorelei to, o czym mówili przed chwilą z Laurentem. – Tylko nie wyjaśnia skąd się tu w pierwszej kolejności wzięły – dodała i lekko przygryzła pełne usta w zamyśleniu. To zresztą dało czas Laurentowi, by zadać swoje pytania. Przyglądała się w tym czasie samotnej róży, której doniczkę trzymała w rękach. Piękną różę. Naprawdę, jakby była gotowa wystąpić w konkursie, jakby hodowano ją tylko do tego celu. – Francja ma sens, stamtąd wywodzi się ród Lestrange. Opowiadałam ci kiedyś? – uśmiechnęła się leciutko, tutaj zwracając się do Laurenta. – Być może przywieziono je z Francji w czasach założenia naszej rodziny… – to już były tylko gdybania.
– To dziwne… Ta róża była w tej oranżerii sama jedna i wyglądała jakby dopiero co została podlana. A dałabym sobie paznokcia uciąć, że nie widziałam nikogo przy wyjściu – zmarszczyła przy tym brwi, mieląc w głowie informacje otrzymane od Loli: że ogrodnicy dostali odgórny zakaz podlewania róż. – Zdążyłam zbadać jej ziemię, tak wiesz, na szybko, ale wygląda na całkowicie normalną. Muszę ją sobie zobaczyć na spokojnie – kiwnęła głową, przyznając rację Laurentowi. Chciała jednak, by Lorelei wiedziała, że zabierze ze sobą jedną z tych róż. – To bardzo wygodne, prawda? Że akurat jedna jedyna róża rośnie sobie w donicy, tak akurat, żeby ją stąd zabrać i obejrzeć – sama nie chciała tykać całej reszty porastających ogród, właśnie dlatego, że nie wiedziała, jak to się może skończyć. – Aaa… elfy? Pokazały się? Nie widziałam żadnego – nie było tajemnicą, przynajmniej nie dla członków rodu, że w Maida Vale mieszkały malutkie elfy.