26.06.2025, 12:47 ✶
W pierwszej chwili zaniepokoiła go odrobinę niezmieniona pozycja, w jakiej trwał Malfoy, ale wyglądało na to, że zatrzymało go tylko radio, nie Milford. Każda kolejna stacja brzmiała bardziej depresyjnie, tego właśnie nam trzeba, podjudzania ludzi przeciwko imigrantom. Mugolakom. Transwestytom. Hipisom. Więcej podziałów. Więcej powodów, by rzucać brukowcami, podpalać, zabijać. Więcej Penelop ciągniętych w mroczne zaułki, złamanych Malfoyowych nosów i poparzonych Selwynów.
Hannibal był wdzięczny za muzykę, nawet, jeżeli Here comes the sun, and I say it's all right brzmiało tego dnia okrutnie ironicznie.
W pomieszczeniu unosiła się woń kawy i jajecznicy i nawet połączenie z typowym dla mieszkania Baldwina lekkim zapachem farb i terpentyny nie zmniejszało jej relaksującego wpływu. Domowo. Bezpiecznie.
Pomacał się po szyi, czując pod palcami echo tępego bólu. Zdecydowanie miał na swoim koncie noce, z których wynosił milsze pamiątki. Przewrócił oczami. Ach, gdyby to faktycznie był kinky szajs...
- Jakieś piździajstwo mi się zalęgło w domu, upiór może? Miałem całą noc koszmary o tym, że się duszę i tylko jeden miał podtekst erotyczny. I w dodatku nie był o tobie - westchnął ciężko - Zawsze możesz podjąć wyzwanie zatarcia złych wspomnień - odpowiedział na złośliwy uśmiech Malfoya swoim własnym, pewnym siebie i flirciarskim, będącym prawdopodobnie dziedzictwem genetycznym Selwynów. Podążył wzrokiem za szczurem, cwane stworzenie. Jak to się działo, że różne przybłędy zwierzaki lgnęły do Baldwina?
Nałożył sobie solidną porcję jedzenia i zajął stołeczek obok przyjaciela. Wyciągnął dłoń z kawałkiem jajecznicy dla biegającej po gospodarzu Rosalindy, a potem sam zaatakował śniadanie, zaciekle, ale małymi kęsami, żeby się nie rozkaszleć.
- Ty też - odpowiedział, przełknąwszy, zerkając na niego znad talerza - I Scarlett. A Lucyfer? - rozejrzał się po pokoju, szukając kota. Wiedział, że lepiej nie pytać o rodzinę - Baldwin nie dzielił się szczegółami, ale nawet ślepiec by się zorientował, że coś jest na rzeczy. Nie śmierdział groszem, nie cieszył się żadną protekcją - ojciec Hannibala nie usłyszał pół słowa skargi od Malfoyów na wysokość wynagrodzenia młodego aktora albo czynszu pobieranego za mieszkanie. Nie, żeby to miało znaczenie dla Selwyna i ich znajomości, napięcia między młodymi czarodziejami a rodową starszyzną nie były niczym nowym. Hannibal sam nie był wymarzonym materiałem na dziedzica, utalentowany, przebojowy i reprezentacyjny, owszem, ale jak na razie nie kwapiący się do przejęcia zarządzania teatrem ani kontynuowania rodu.
Tym niemniej sam napisał tego ranka kilka listów, krótkich, ale pełnych troski, do najbliższych, i skoro Baldwin miał kogoś, niekoniecznie dzielącego nazwisko, wartego pisania, tym lepiej. Może Spalona Noc mogła jednak kogoś połączyć, a nie tylko dzielić.
Kawa koiła ból głowy i pomagała jajecznicy przejść przez podrażnione gardło. Rosalinda, tłusta i o błyszczącym futerku, węszyła za kolejnymi przysmakami. Baldwin jak zwykle wydawał się być trochę obok wydarzeń, pozornie nieporuszony tym, że świat spróbował przenicować się na lewą stronę, że nastąpił dzień gniewu. Jedzenie smakowało po końcu świata jeszcze lepiej, niż przed, a Beatlesi niestrudzenie i całkiem bez wyczucia chwili, albo może właśnie w perfekcyjnym przejawie brytyjskiego humoru śpiewali swój hit.
It seems like years since it's been clear…
Hannibal wyczyścił talerz do zera, opróżnił kubek i pomyślał, że to cholerna prawda.
Hannibal był wdzięczny za muzykę, nawet, jeżeli Here comes the sun, and I say it's all right brzmiało tego dnia okrutnie ironicznie.
W pomieszczeniu unosiła się woń kawy i jajecznicy i nawet połączenie z typowym dla mieszkania Baldwina lekkim zapachem farb i terpentyny nie zmniejszało jej relaksującego wpływu. Domowo. Bezpiecznie.
Pomacał się po szyi, czując pod palcami echo tępego bólu. Zdecydowanie miał na swoim koncie noce, z których wynosił milsze pamiątki. Przewrócił oczami. Ach, gdyby to faktycznie był kinky szajs...
- Jakieś piździajstwo mi się zalęgło w domu, upiór może? Miałem całą noc koszmary o tym, że się duszę i tylko jeden miał podtekst erotyczny. I w dodatku nie był o tobie - westchnął ciężko - Zawsze możesz podjąć wyzwanie zatarcia złych wspomnień - odpowiedział na złośliwy uśmiech Malfoya swoim własnym, pewnym siebie i flirciarskim, będącym prawdopodobnie dziedzictwem genetycznym Selwynów. Podążył wzrokiem za szczurem, cwane stworzenie. Jak to się działo, że różne przybłędy zwierzaki lgnęły do Baldwina?
Nałożył sobie solidną porcję jedzenia i zajął stołeczek obok przyjaciela. Wyciągnął dłoń z kawałkiem jajecznicy dla biegającej po gospodarzu Rosalindy, a potem sam zaatakował śniadanie, zaciekle, ale małymi kęsami, żeby się nie rozkaszleć.
- Ty też - odpowiedział, przełknąwszy, zerkając na niego znad talerza - I Scarlett. A Lucyfer? - rozejrzał się po pokoju, szukając kota. Wiedział, że lepiej nie pytać o rodzinę - Baldwin nie dzielił się szczegółami, ale nawet ślepiec by się zorientował, że coś jest na rzeczy. Nie śmierdział groszem, nie cieszył się żadną protekcją - ojciec Hannibala nie usłyszał pół słowa skargi od Malfoyów na wysokość wynagrodzenia młodego aktora albo czynszu pobieranego za mieszkanie. Nie, żeby to miało znaczenie dla Selwyna i ich znajomości, napięcia między młodymi czarodziejami a rodową starszyzną nie były niczym nowym. Hannibal sam nie był wymarzonym materiałem na dziedzica, utalentowany, przebojowy i reprezentacyjny, owszem, ale jak na razie nie kwapiący się do przejęcia zarządzania teatrem ani kontynuowania rodu.
Tym niemniej sam napisał tego ranka kilka listów, krótkich, ale pełnych troski, do najbliższych, i skoro Baldwin miał kogoś, niekoniecznie dzielącego nazwisko, wartego pisania, tym lepiej. Może Spalona Noc mogła jednak kogoś połączyć, a nie tylko dzielić.
Kawa koiła ból głowy i pomagała jajecznicy przejść przez podrażnione gardło. Rosalinda, tłusta i o błyszczącym futerku, węszyła za kolejnymi przysmakami. Baldwin jak zwykle wydawał się być trochę obok wydarzeń, pozornie nieporuszony tym, że świat spróbował przenicować się na lewą stronę, że nastąpił dzień gniewu. Jedzenie smakowało po końcu świata jeszcze lepiej, niż przed, a Beatlesi niestrudzenie i całkiem bez wyczucia chwili, albo może właśnie w perfekcyjnym przejawie brytyjskiego humoru śpiewali swój hit.
It seems like years since it's been clear…
Hannibal wyczyścił talerz do zera, opróżnił kubek i pomyślał, że to cholerna prawda.