26.06.2025, 15:32 ✶
Z ust Brenny wyrwał się cichy, pełen zaskoczenia okrzyk, kiedy rama obrazu poruszyła się pod wpływem ich wspólnego wysiłku. Tak, sama postanowiła ją przesuwać, ale tak naprawdę chyba nie sądziła, że coś znajdą. I, ponieważ Brenna była Brenną, niemal natychmiast obok pewnej obawy o poszukiwanych uczniów, pojawiła się ekscytacja, bo Natknęli Się Na Tajne Przejście, Którego Nie Znała!
– Nie mam pojęcia, czy mogli tam wejść, ale ja bardzo chcę tam wejść – oświadczyła natychmiast, bo była w końcu Gryfonką, nie jakąś tam rozsądnie myślącą Krukonką i skoro stanęła przed tajnym przejściem, to przecież było absolutnie oczywiste, że po prostu musiała je zbadać. Wykazała jeszcze jednak tyle rozsądku, że wyciągnęła z kieszeni swoją sakiewkę – akurat praktycznie pustą, bo zapomniała ją napełnić – i rzuciła pod wejście, tak na wypadek, gdyby portret miał się za nimi zamknąć, i za jakiś czas zaczęła ich szukać kolejna grupa poszukiwawcza. – Myślałeś, żeby pisać książki? – wypaliła jeszcze, zerkając na Cassiana, bo wprawdzie wątpiła, żeby cienie znały jej imię, ale miała wrażenie, że w jakiejś powieści o potężnym czarodzieju, badającym starożytne ruiny, wzniesione oczywiście przez jego przodków, cienie to imię mogłyby znać i tam świetnie by to brzmiało. I mówiła absolutnie serio, bez choćby śladu szyderstwa, bo naprawdę lubiła takie książki.
– No chyba cię… – prychnęła, kiedy spytał, czy ma iść przodem i oczywiście sama natychmiast wypchnęła się na przód, pakując do środka jako pierwsza, tak by nie dać mu szansy wejść tam najpierw. Był chłopcem i był rok starszy, ale to niewiele zmieniało w oczach Brenny, która miała pewne rzeczy po prostu we krwi: mogła to być wrodzona durnota Longbottomów, a może tylko bohaterskie ciągoty, ale sama znalazła to przejście i na pewno nikt nie będzie wchodził tam przed nią! To mogłoby się przecież okazać niebezpieczne!
Brenna wyciągnęła różdżkę i jej końcówka zapłonęła, rozświetlona zaklęciem lumos. Korytarz był wąski, trochę wilgotny i duszny. Spodziewała się pajęczyn – w książkach zawsze w takich miejscach były pajęczyny – ale żadnych nie dostrzegła, może dlatego, że pająki umarłyby tu z głodu. Wędrowała do przodu, dość powoli, spoglądając na ściany i podłogę, bo mimo wszystko była córką gliny i naczytała się książek: więc wietrzyła podstęp.
– Flora?! Brian?! – zawołała w głąb korytarza, nim ruszyła dalej. Bardziej z poczucia obowiązku niż naprawdę zakładając, że znajdą tu dzieciaki.
Czy rama zamknie się za nimi, gdy od niej odejdą?
1 – tak
2 – nie
Co kryje się w korytarzu?
1 – na końcu jest zagadka
2 – schody wiodące w górę w końcu doprowadzają do wieży astronomicznej
3 – znajdują coś, co mogły zgubić pierwszaki
– Nie mam pojęcia, czy mogli tam wejść, ale ja bardzo chcę tam wejść – oświadczyła natychmiast, bo była w końcu Gryfonką, nie jakąś tam rozsądnie myślącą Krukonką i skoro stanęła przed tajnym przejściem, to przecież było absolutnie oczywiste, że po prostu musiała je zbadać. Wykazała jeszcze jednak tyle rozsądku, że wyciągnęła z kieszeni swoją sakiewkę – akurat praktycznie pustą, bo zapomniała ją napełnić – i rzuciła pod wejście, tak na wypadek, gdyby portret miał się za nimi zamknąć, i za jakiś czas zaczęła ich szukać kolejna grupa poszukiwawcza. – Myślałeś, żeby pisać książki? – wypaliła jeszcze, zerkając na Cassiana, bo wprawdzie wątpiła, żeby cienie znały jej imię, ale miała wrażenie, że w jakiejś powieści o potężnym czarodzieju, badającym starożytne ruiny, wzniesione oczywiście przez jego przodków, cienie to imię mogłyby znać i tam świetnie by to brzmiało. I mówiła absolutnie serio, bez choćby śladu szyderstwa, bo naprawdę lubiła takie książki.
– No chyba cię… – prychnęła, kiedy spytał, czy ma iść przodem i oczywiście sama natychmiast wypchnęła się na przód, pakując do środka jako pierwsza, tak by nie dać mu szansy wejść tam najpierw. Był chłopcem i był rok starszy, ale to niewiele zmieniało w oczach Brenny, która miała pewne rzeczy po prostu we krwi: mogła to być wrodzona durnota Longbottomów, a może tylko bohaterskie ciągoty, ale sama znalazła to przejście i na pewno nikt nie będzie wchodził tam przed nią! To mogłoby się przecież okazać niebezpieczne!
Brenna wyciągnęła różdżkę i jej końcówka zapłonęła, rozświetlona zaklęciem lumos. Korytarz był wąski, trochę wilgotny i duszny. Spodziewała się pajęczyn – w książkach zawsze w takich miejscach były pajęczyny – ale żadnych nie dostrzegła, może dlatego, że pająki umarłyby tu z głodu. Wędrowała do przodu, dość powoli, spoglądając na ściany i podłogę, bo mimo wszystko była córką gliny i naczytała się książek: więc wietrzyła podstęp.
– Flora?! Brian?! – zawołała w głąb korytarza, nim ruszyła dalej. Bardziej z poczucia obowiązku niż naprawdę zakładając, że znajdą tu dzieciaki.
Czy rama zamknie się za nimi, gdy od niej odejdą?
1 – tak
2 – nie
Rzut 1d2 - 1
Co kryje się w korytarzu?
1 – na końcu jest zagadka
2 – schody wiodące w górę w końcu doprowadzają do wieży astronomicznej
3 – znajdują coś, co mogły zgubić pierwszaki
Rzut 1d3 - 2
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.