11.02.2023, 12:35 ✶
Brak reakcji…
Kobieta nawet nie drgnęła. Ani gdy Patrick uderzał w drzwi, ani kiedy spytał, czy można. Nie widział jej aury – mogło oczywiście być tak, że przedziwna anomalia, która odebrała mu zdolność czarowania, upośledziła też jego aurowidzenie. Ale bezruch kobiety, coś w jej pozycji, jasno sugerowało, że ona wcale nie jest pogrążona we śnie.
Kiedy Steward zaczął się zbliżać, w jego nozdrza uderzyła nieprzyjemna woń, a potem zaczął dostrzegać kolejne szczegóły. Kwiecista spódnica kobiety była cała ubłocona, jakby ta nie tylko brodziła w błocie po łydki, ale też raz czy dwa się przewróciła. Nigdzie nie dostrzegł płaszcza, a strój leżącej na łóżko zdawał się o wiele zbyt lekki zarówno na tę porę roku, jak i miejsce, w którym ją znalazł. Stopa, wystająca spod spódnicy, bosa – buty musiała zdjąć sama, bo leżały koło łóżka – miała nienaturalny kolor, i była dziwnie opuchnięta w okolicach kostki: być może kobieta skręciła albo złamana nogę, błądząc gdzieś po bagnach.
Gdy wreszcie podszedł do łóżka, mógł się upewnić: była trupem. Na oko kogoś, kto niekiedy miał do czynienia ze zmarłymi, ale brakowało mu wiedzy medycznej, mógł ocenić, że nie doszło do tego wczoraj czy tydzień temu, chociaż raczej też nie przed rokiem czy kilkoma. Leżała tutaj od kilku tygodni do paru miesięcy… Ale gdy przyjrzał się, mógł rozpoznać także twarz: widział ją czy to na tablicy w Departamencie Magicznym, gdzie wywieszano zdjęcia i rysunki poszukiwanych oraz zaginionych, czy może w papierach którejś ze znajomych z Brygady. A może w gazecie? Hannah Johnson, której poszukiwano już od jakiegoś czasu, leżała tutaj, w domu na mokradłach.
Nie dostrzegł żadnych ran poza uszkodzoną nogą. Było tak, jakby kobieta weszła do domku, położyła się na łóżku, może chcąc odpocząć albo schronić się przed deszczem, i nigdy z niego nie wstała.
Nie żyła, a jednak Patrick, gdy wszedł do środka, nie mógł oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że nie jest tu sam. Że ktoś go obserwuje.
Rozglądając się po pomieszczeniu mógł zauważyć coś jeszcze. Choć większość papierów na biurku przegniła, i pewnie nie nadawała się do odczytania, to były tam mapy. Z kolei z jednej ze ścian spoglądał na niego z portretu ciemnooki mężczyzna. Chociaż Steward nie mógł czarować, najwyraźniej brak magii nie obejmował tego obrazu: bo chociaż mogło się wydawać, że postać jest nieruchoma, to w pewnej chwili… tak, mrugnął. A potem poruszył się, ledwo zauważalnie, zanim znowu zastygł.
Czy to jego „obecność” wyczuwał? Może była to tylko wyobraźnia? A może faktycznie w pobliżu był ktoś jeszcze?
Kobieta nawet nie drgnęła. Ani gdy Patrick uderzał w drzwi, ani kiedy spytał, czy można. Nie widział jej aury – mogło oczywiście być tak, że przedziwna anomalia, która odebrała mu zdolność czarowania, upośledziła też jego aurowidzenie. Ale bezruch kobiety, coś w jej pozycji, jasno sugerowało, że ona wcale nie jest pogrążona we śnie.
Kiedy Steward zaczął się zbliżać, w jego nozdrza uderzyła nieprzyjemna woń, a potem zaczął dostrzegać kolejne szczegóły. Kwiecista spódnica kobiety była cała ubłocona, jakby ta nie tylko brodziła w błocie po łydki, ale też raz czy dwa się przewróciła. Nigdzie nie dostrzegł płaszcza, a strój leżącej na łóżko zdawał się o wiele zbyt lekki zarówno na tę porę roku, jak i miejsce, w którym ją znalazł. Stopa, wystająca spod spódnicy, bosa – buty musiała zdjąć sama, bo leżały koło łóżka – miała nienaturalny kolor, i była dziwnie opuchnięta w okolicach kostki: być może kobieta skręciła albo złamana nogę, błądząc gdzieś po bagnach.
Gdy wreszcie podszedł do łóżka, mógł się upewnić: była trupem. Na oko kogoś, kto niekiedy miał do czynienia ze zmarłymi, ale brakowało mu wiedzy medycznej, mógł ocenić, że nie doszło do tego wczoraj czy tydzień temu, chociaż raczej też nie przed rokiem czy kilkoma. Leżała tutaj od kilku tygodni do paru miesięcy… Ale gdy przyjrzał się, mógł rozpoznać także twarz: widział ją czy to na tablicy w Departamencie Magicznym, gdzie wywieszano zdjęcia i rysunki poszukiwanych oraz zaginionych, czy może w papierach którejś ze znajomych z Brygady. A może w gazecie? Hannah Johnson, której poszukiwano już od jakiegoś czasu, leżała tutaj, w domu na mokradłach.
Nie dostrzegł żadnych ran poza uszkodzoną nogą. Było tak, jakby kobieta weszła do domku, położyła się na łóżku, może chcąc odpocząć albo schronić się przed deszczem, i nigdy z niego nie wstała.
Nie żyła, a jednak Patrick, gdy wszedł do środka, nie mógł oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że nie jest tu sam. Że ktoś go obserwuje.
Rozglądając się po pomieszczeniu mógł zauważyć coś jeszcze. Choć większość papierów na biurku przegniła, i pewnie nie nadawała się do odczytania, to były tam mapy. Z kolei z jednej ze ścian spoglądał na niego z portretu ciemnooki mężczyzna. Chociaż Steward nie mógł czarować, najwyraźniej brak magii nie obejmował tego obrazu: bo chociaż mogło się wydawać, że postać jest nieruchoma, to w pewnej chwili… tak, mrugnął. A potem poruszył się, ledwo zauważalnie, zanim znowu zastygł.
Czy to jego „obecność” wyczuwał? Może była to tylko wyobraźnia? A może faktycznie w pobliżu był ktoś jeszcze?