26.06.2025, 15:40 ✶
Pierwszym, co zrobił Cathal, gdy dotarł do swojego namiotu, nie było umycie twarzy, przebranie się w suche, czyste ubrania, obejrzenie obrażeń czy nawet zastosowanie jakiegoś środka na te siniaki i obicia, którymi mógł zająć się samodzielnie. Nie: pierwszym co zrobił, było zapalenie. Drugim, co zrobił, też było zapalenie – praktycznie od pierwszego papierosa odpalił drugiego. Nikotyna pozwalała opanować złość, wywołaną całym tym wypadkiem i opanować niespokojne myśli, które w deszczowe dni zdawały się szaleć bardziej, zataczać kręgi, utrudniać skupienie się.
W deszczowe dni głosy w głowie, całe lata w Egipcie ciche, jakby uśpione może przez palące słońce, a może magią pustynnych dżinów, przemawiały częściej i trudniej było rozróżnić je od swoich własnych myśli.
Dopiero potem zaczął się ogarniać. Bez pośpiechu, bo Ginewra i tak musiała zająć się Liamem, a poza tym chociaż z jednej strony chciał mieć już za sobą całą operację nastawiana nosa, z drugiej jakoś podświadomie odwlekał ten moment. Ostrożnie umył ręce, pokryte błotem – na szczęście tylko jedna z nich była poraniona i kiedy się jej przyjrzał, doszedł do wniosku, że oparzenia są raczej wkurzające niż szczególnie poważne. Zmył brud i krew z twarzy. Nałożył maść na siniaki na plecach, poklął w myślach na to, że ludzie muszą mieć kość ogonową, skoro nie potrzebują przecież ogonów, a potem założyć wreszcie czystą koszulę.
Gdzieś po drodze obejrzał się w lusterku i skrzywił, bo jego nos faktycznie wyglądał okropnie. Gdyby teraz ktoś zobaczył go w ciemnej uliczce, to jedno z dwojga: albo uciekłby na sam widok Cathala, albo uznał, że koniecznie muszą natychmiast stanąć do pojedynku.
Przynajmniej gdy wyszedł znów z namiotu wkurzający deszcz przestał padać. Trawa wciąż jednak była wilgotna, a gdy Shafiq zatrzymał się przy jednym z namiotów, aby omówić sprawę tego całego wybuchu, przekonał się, że opóźnienie prac przeciągnie się jeszcze bardziej. Nie żeby to była jakaś nowość na wykopaliskach, gdy mogli uszkodzić znaleziska – albo coś wysadzić, co przy magicznej archeologii było przecież dużo częstsze niż w przypadku mugolskiej – nie było miejsca na pośpiech. Ale i tak go wkurzało.
– Ginny? – rzucił, gdy dotarł wreszcie pod namiot i po chwili uchylił płachtę.
W deszczowe dni głosy w głowie, całe lata w Egipcie ciche, jakby uśpione może przez palące słońce, a może magią pustynnych dżinów, przemawiały częściej i trudniej było rozróżnić je od swoich własnych myśli.
Dopiero potem zaczął się ogarniać. Bez pośpiechu, bo Ginewra i tak musiała zająć się Liamem, a poza tym chociaż z jednej strony chciał mieć już za sobą całą operację nastawiana nosa, z drugiej jakoś podświadomie odwlekał ten moment. Ostrożnie umył ręce, pokryte błotem – na szczęście tylko jedna z nich była poraniona i kiedy się jej przyjrzał, doszedł do wniosku, że oparzenia są raczej wkurzające niż szczególnie poważne. Zmył brud i krew z twarzy. Nałożył maść na siniaki na plecach, poklął w myślach na to, że ludzie muszą mieć kość ogonową, skoro nie potrzebują przecież ogonów, a potem założyć wreszcie czystą koszulę.
Gdzieś po drodze obejrzał się w lusterku i skrzywił, bo jego nos faktycznie wyglądał okropnie. Gdyby teraz ktoś zobaczył go w ciemnej uliczce, to jedno z dwojga: albo uciekłby na sam widok Cathala, albo uznał, że koniecznie muszą natychmiast stanąć do pojedynku.
Przynajmniej gdy wyszedł znów z namiotu wkurzający deszcz przestał padać. Trawa wciąż jednak była wilgotna, a gdy Shafiq zatrzymał się przy jednym z namiotów, aby omówić sprawę tego całego wybuchu, przekonał się, że opóźnienie prac przeciągnie się jeszcze bardziej. Nie żeby to była jakaś nowość na wykopaliskach, gdy mogli uszkodzić znaleziska – albo coś wysadzić, co przy magicznej archeologii było przecież dużo częstsze niż w przypadku mugolskiej – nie było miejsca na pośpiech. Ale i tak go wkurzało.
– Ginny? – rzucił, gdy dotarł wreszcie pod namiot i po chwili uchylił płachtę.