26.06.2025, 19:40 ✶
Cassian przyglądał się, jak Brenna znika w przejściu, nie próbując jej już zatrzymywać. Gdy tylko rama obrazu zatrzasnęła się za nimi z głuchym, nieprzyjemnym odgłosem, przeszył go lekki dreszcz. Chłód korytarza zdawał się nagle jeszcze głębszy, a cisza gęstsza, jakby zamek z satysfakcją przyjął ich w swoje sekrety.
– No i oto jesteśmy, uwięzieni w historii, którą sami zaczęliśmy pisać – mruknął, bardziej do siebie niż do Brenny. Przesunął dłonią po ramie obrazu, jakby chciał się upewnić, że nie da się go łatwo ponownie otworzyć. Nic z tego. Zamek, jak zawsze, miał swoje kaprysy.
Ruszył za nią, starając się stawiać kroki równie cicho, co ona. Światło jej różdżki rozcinało mrok, tańcząc na wilgotnych ścianach i odkrywając nierówności kamienia, drobne rysy i ślady po dawnych naprawach. Powietrze było ciężkie, pachniało kurzem, stęchlizną i czymś jeszcze — wspomnieniem świec woskowych albo może starych pergaminów.
Cassian uniósł różdżkę i szepnął zaklęcie, by jego koniec również rozświetlił się delikatnym blaskiem. Nie chciał polegać wyłącznie na jej świetle.
– Książkę? Oh... Wątpię abym dość sprawnie posługiwał się słowem... – odezwał się w końcu, uśmiechając się blado – Miłuje się jednak w poematach. Być może jakiś tomik w końcu wyjdzie spod mego pióra.
Schody, które pojawiły się przed nimi, wiły się stromo w górę. Spojrzał na nie i rzekł.
– Każdy stopień to kolejny wers tej opowieści, Brenno. Krocząc po nich, piszemy ją dalej
Ruszył ostrożnie za nią, czując, jak w piersi narasta mieszanka niepokoju i ekscytacji
- Mam jednak coraz silniejsze przeczucie, że nie trafimy tam na naszych zaginionych. Choć jestem ciekawy na co trafimy. Flora! Brian!
Zawtórował jej nawoływaniom.
– No i oto jesteśmy, uwięzieni w historii, którą sami zaczęliśmy pisać – mruknął, bardziej do siebie niż do Brenny. Przesunął dłonią po ramie obrazu, jakby chciał się upewnić, że nie da się go łatwo ponownie otworzyć. Nic z tego. Zamek, jak zawsze, miał swoje kaprysy.
Ruszył za nią, starając się stawiać kroki równie cicho, co ona. Światło jej różdżki rozcinało mrok, tańcząc na wilgotnych ścianach i odkrywając nierówności kamienia, drobne rysy i ślady po dawnych naprawach. Powietrze było ciężkie, pachniało kurzem, stęchlizną i czymś jeszcze — wspomnieniem świec woskowych albo może starych pergaminów.
Cassian uniósł różdżkę i szepnął zaklęcie, by jego koniec również rozświetlił się delikatnym blaskiem. Nie chciał polegać wyłącznie na jej świetle.
– Książkę? Oh... Wątpię abym dość sprawnie posługiwał się słowem... – odezwał się w końcu, uśmiechając się blado – Miłuje się jednak w poematach. Być może jakiś tomik w końcu wyjdzie spod mego pióra.
Schody, które pojawiły się przed nimi, wiły się stromo w górę. Spojrzał na nie i rzekł.
– Każdy stopień to kolejny wers tej opowieści, Brenno. Krocząc po nich, piszemy ją dalej
Ruszył ostrożnie za nią, czując, jak w piersi narasta mieszanka niepokoju i ekscytacji
- Mam jednak coraz silniejsze przeczucie, że nie trafimy tam na naszych zaginionych. Choć jestem ciekawy na co trafimy. Flora! Brian!
Zawtórował jej nawoływaniom.