11.02.2023, 18:40 ✶
Zastanawiał się przez chwile, czy ujawniać kolejne karty, które posiadał. Byłby to błąd, ale nie miał zbytnio wyboru. To nie była do końca prawda, ale wyobraził sobie wcześniej, jakie ma opcje i ta była najmniej szkodliwa dla niego samego. Ujawnienie pewnych powiązań, będących oczywistościami byłoby lepsze, niż zamiatanie sprawy pod magiczny dywan.
- Cóż... - Zaczął powoli, by jednocześnie zastanawiać się nad odpowiednim doborem słów. - Chyba będzie lepiej, jak zacznę od początku. - To bardziej powiedział oczywiście do siebie, niż do Roberta, jednakoż kryło się w tym przesłanie także dla niego. Nie widział w tym zagrożenie, bo każdy, kto ma odrobinę oleju w głowie, połączy fakty.
- Wszyscy, którzy ukrywają się i próbują do minimalnego poziomu ograniczyć kontakty ze światem na zewnątrz, mają dwa powody, by tak postąpić. Pierwszy to taki, że wybierają tę drogę samemu. Drugi, że zostali do tego zmuszeni. W przypadku tego ostatniego jedyną słabością są bliscy, których czasem nie potrafią porzucić i zmuszają do postępowania w ten sam sposób. Co powoduje, że taki ruch wykonują? Spokojnie można założyć, że strach, bo minimalna jest szansa na inny powód. - Może trochę pokrętnie odpowiadał, ale wiedział, że mówił z sensem, bo pokazywał sposób analityczny sytuacji, bazując na tym, czego można się spodziewać, jednocześnie nie odkrywając własnej wiedzy.
- Kto może szukać osoby, która się ukrywa? Tu opcje mamy dwie. Aurorzy i Brygada jako jedna część lub osoby, które zdradził w jakikolwiek sposób. Tu dochodzimy do sedna. Nie wygląda mi pan na osoby z pierwszej grupy, a patrząc na to, kim jest lub był mój ojciec, wniosek nasuwa się sam. Oczywiście to wystawia mnie na pewne niebezpieczeństwo, ale jak jeszcze pan z moim ojcem był w dobrej komitywie, dał pan odczuć, że jest pan czarodziejem interesu. - Oczywiście wiedział, że cis robi ze zdrajcami. Nie postępuje się z nimi lekko, dlatego wspomniał właśnie o niebezpieczeństwie. W jego głowie brzmiało to tak, jakby nie zdradził nic szczególnego, co by sam rozmówca nie wiedział. Oczywiście mógł się mylić, ale gdzie tu miałby popełnić błąd w swoim planie? Jeśli czegoś mu brakowało, nie widział tego.
Kolejne pytanie było z tych, przy którym miał nieco cięższy orzech to zgryzienia. I po mimice twarzy, która wyrażała zdecydowanie niezadowolenie, można było śmiało założyć, że miał problem z odpowiedzią. Przecież nie będzie opowiadał o tym, co go spotkało. Mulciber nie był osoba, która chętnie wysłuchuje takich rzeczy. Tym jedynie by go zniechęcił. Pomijając fakt, że sam nie będzie o tym mówił. Dłuższe milczenie oznaczało z jego strony tylko to, że wciąż nie znalazł odpowiedniej kombinacji słów. Dopiero po dłuższej chwili, chyba odnaleźć idealny sposób na wyczerpującą odpowiedź na to pytanie.
- Jakiekolwiek słabe zwierze, czy to zwyczajne lub magiczne będące zaszczute, doprowadzone do skrajności oraz niemające gdzie uciec, zaatakuje oprawce, bo będzie to dla niego jedyna szansa na ratunek. Czarodzieje w takiej sytuacji reagują na trzy sposoby: Poddają się, mają gorącą krew i postępują jak zwierzęta lub są opanowani i oczekują na swoją szansę. - To dla niego było najlepsze, co mógł powiedzieć, obrazując względnie sytuacje, która doprowadziła do takich decyzji bez wdawania się w szczegóły. Ton, którym wypowiadał te słowa, był całkowicie pozbawiony emocji, jakby nie miało to dla niego znaczenia, ale prawda była inna. To miała tak silne odczucia, że musiał dosłownie stłumić to, co czuł, by wyglądało tak, że faktycznie jest opanowany.
- Cóż... - Zaczął powoli, by jednocześnie zastanawiać się nad odpowiednim doborem słów. - Chyba będzie lepiej, jak zacznę od początku. - To bardziej powiedział oczywiście do siebie, niż do Roberta, jednakoż kryło się w tym przesłanie także dla niego. Nie widział w tym zagrożenie, bo każdy, kto ma odrobinę oleju w głowie, połączy fakty.
- Wszyscy, którzy ukrywają się i próbują do minimalnego poziomu ograniczyć kontakty ze światem na zewnątrz, mają dwa powody, by tak postąpić. Pierwszy to taki, że wybierają tę drogę samemu. Drugi, że zostali do tego zmuszeni. W przypadku tego ostatniego jedyną słabością są bliscy, których czasem nie potrafią porzucić i zmuszają do postępowania w ten sam sposób. Co powoduje, że taki ruch wykonują? Spokojnie można założyć, że strach, bo minimalna jest szansa na inny powód. - Może trochę pokrętnie odpowiadał, ale wiedział, że mówił z sensem, bo pokazywał sposób analityczny sytuacji, bazując na tym, czego można się spodziewać, jednocześnie nie odkrywając własnej wiedzy.
- Kto może szukać osoby, która się ukrywa? Tu opcje mamy dwie. Aurorzy i Brygada jako jedna część lub osoby, które zdradził w jakikolwiek sposób. Tu dochodzimy do sedna. Nie wygląda mi pan na osoby z pierwszej grupy, a patrząc na to, kim jest lub był mój ojciec, wniosek nasuwa się sam. Oczywiście to wystawia mnie na pewne niebezpieczeństwo, ale jak jeszcze pan z moim ojcem był w dobrej komitywie, dał pan odczuć, że jest pan czarodziejem interesu. - Oczywiście wiedział, że cis robi ze zdrajcami. Nie postępuje się z nimi lekko, dlatego wspomniał właśnie o niebezpieczeństwie. W jego głowie brzmiało to tak, jakby nie zdradził nic szczególnego, co by sam rozmówca nie wiedział. Oczywiście mógł się mylić, ale gdzie tu miałby popełnić błąd w swoim planie? Jeśli czegoś mu brakowało, nie widział tego.
Kolejne pytanie było z tych, przy którym miał nieco cięższy orzech to zgryzienia. I po mimice twarzy, która wyrażała zdecydowanie niezadowolenie, można było śmiało założyć, że miał problem z odpowiedzią. Przecież nie będzie opowiadał o tym, co go spotkało. Mulciber nie był osoba, która chętnie wysłuchuje takich rzeczy. Tym jedynie by go zniechęcił. Pomijając fakt, że sam nie będzie o tym mówił. Dłuższe milczenie oznaczało z jego strony tylko to, że wciąż nie znalazł odpowiedniej kombinacji słów. Dopiero po dłuższej chwili, chyba odnaleźć idealny sposób na wyczerpującą odpowiedź na to pytanie.
- Jakiekolwiek słabe zwierze, czy to zwyczajne lub magiczne będące zaszczute, doprowadzone do skrajności oraz niemające gdzie uciec, zaatakuje oprawce, bo będzie to dla niego jedyna szansa na ratunek. Czarodzieje w takiej sytuacji reagują na trzy sposoby: Poddają się, mają gorącą krew i postępują jak zwierzęta lub są opanowani i oczekują na swoją szansę. - To dla niego było najlepsze, co mógł powiedzieć, obrazując względnie sytuacje, która doprowadziła do takich decyzji bez wdawania się w szczegóły. Ton, którym wypowiadał te słowa, był całkowicie pozbawiony emocji, jakby nie miało to dla niego znaczenia, ale prawda była inna. To miała tak silne odczucia, że musiał dosłownie stłumić to, co czuł, by wyglądało tak, że faktycznie jest opanowany.