11.02.2023, 19:06 ✶
Większość papierów była zawilgła. Atrament już dawno wyblakł albo się rozpłynął tak, że nie dało się go odczytać. Patrick zobaczył też książkę, zbyt zapleśniałą, aby choćby ją otworzyć. Część map jednak – wszystkie wyglądały na narysowane przez amatora – była możliwa do odczytania, jeśli nie w całości, to przynajmniej we fragmentach.
Wyglądało na to, że ktoś, dawno temu, faktycznie rysował okolicę. I kiedy Steward się im przypatrywał, choć nie mógł stwierdzić, gdzie dokładnie w obrębie bagna się znajduje, miał szansę zorientować się, że prawdopodobnie właściciel tego miejsca oznaczył na mapie wioskę. Nie dało się odczytać całej nazwy, zaledwie jej część: „Little”. Takich miejscowości w całej Anglii było mnóstwo, nie wiedział więc, o jaką chodziło.
Istniała jednak całkiem duża szansa, że jeżeli dobrze odczytywał mapę, to leżała na północ od mokradeł. Problem polegały na tym, że nie był pewny kierunków świata, a same mokradła zajmowały chyba pokażą część mapy. Niestety, ta była w na tyle złym stanie, że ciężko było znaleźć jakieś punkty charakterystyczne. Wypatrzył zaledwie dwie „ocalałe” – z których jeden chyba miał oznaczać jakieś ruiny. Drugi… czerwony krzyżyk: cokolwiek miał oznaczać.
Portret była bardzo stary, lekko przekrzywiony. Niezbyt duży. Częściowo zniszczeniu uległy zarówno drewniana, prosta rama, jak i płótno. To pociemniało, w jednym miejscu nosiło ślady zacieków. W dolnym roku farba się łuszczyła i zaczynała odłazić. Uwieczniony na portrecie mężczyzna nie sprawiał zbyt przyjemnego wrażenia: ciemnowłosy, ciemnooki, z bujną brodą, odziany w typową, czarodziejką szatę, które zaczęły powoli wychodzić z mody jakieś sto czy dwieście lat temu.
Przez moment nie poruszał się, jakby w nadziei, że Patrick jednak niczego nie zobaczył. A potem wreszcie przemówił.
- Spryciarz – powiedział takim tonem, że nie brzmiało to jak komplement. – Widziałeś i co z tego, hę?
Wyglądało na to, że ktoś, dawno temu, faktycznie rysował okolicę. I kiedy Steward się im przypatrywał, choć nie mógł stwierdzić, gdzie dokładnie w obrębie bagna się znajduje, miał szansę zorientować się, że prawdopodobnie właściciel tego miejsca oznaczył na mapie wioskę. Nie dało się odczytać całej nazwy, zaledwie jej część: „Little”. Takich miejscowości w całej Anglii było mnóstwo, nie wiedział więc, o jaką chodziło.
Istniała jednak całkiem duża szansa, że jeżeli dobrze odczytywał mapę, to leżała na północ od mokradeł. Problem polegały na tym, że nie był pewny kierunków świata, a same mokradła zajmowały chyba pokażą część mapy. Niestety, ta była w na tyle złym stanie, że ciężko było znaleźć jakieś punkty charakterystyczne. Wypatrzył zaledwie dwie „ocalałe” – z których jeden chyba miał oznaczać jakieś ruiny. Drugi… czerwony krzyżyk: cokolwiek miał oznaczać.
Portret była bardzo stary, lekko przekrzywiony. Niezbyt duży. Częściowo zniszczeniu uległy zarówno drewniana, prosta rama, jak i płótno. To pociemniało, w jednym miejscu nosiło ślady zacieków. W dolnym roku farba się łuszczyła i zaczynała odłazić. Uwieczniony na portrecie mężczyzna nie sprawiał zbyt przyjemnego wrażenia: ciemnowłosy, ciemnooki, z bujną brodą, odziany w typową, czarodziejką szatę, które zaczęły powoli wychodzić z mody jakieś sto czy dwieście lat temu.
Przez moment nie poruszał się, jakby w nadziei, że Patrick jednak niczego nie zobaczył. A potem wreszcie przemówił.
- Spryciarz – powiedział takim tonem, że nie brzmiało to jak komplement. – Widziałeś i co z tego, hę?