28.06.2025, 14:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2025, 14:19 przez Benjy Fenwick.)
Spędziłem dobre kilka godzin na analizowaniu przestrzeni - najpierw samej klubokawiarni, potem całego zaplecza, przyległych pomieszczeń, to było jedno z tych zleceń, gdzie nic nie waliło po oczach od razu, ale czuło się, że coś jest nie tak - jak zaciągnięta kurtyna, przez którą prześwituje blade światło - coś wisiało w powietrzu i nie był to tylko pył czy popiół widoczny gołym okiem. Z każdą minutą coraz bardziej upewniałem się, że Nora faktycznie trafiła na coś paskudnego, i że to coś było rozciągnięte w czasie, sprzężone z cyklem dnia i nocy. Reagowało, owszem, ale tylko do pewnego stopnia, najprawdopodobniej dopiero po zmroku zaczynało się porządnie budzić. Musiałem przyznać, że znajoma mojego przyjaciela miała głowę na karku - nie panikowała, nie próbowała niczego ukrywać, nie robiła scen, co w mojej pracy wcale nie było standardem. Ostatecznie, po kilku próbach prowokacji tego, co osiadło na lokalu, doszliśmy do wniosku, że na tym etapie nic więcej nie zdziałamy - nie za dnia - a, by być zupełnie pewnym, że pomogę, nie zaszkodzę, musiałem zobaczyć to w akcji, zaobserwować i ocenić objawy, gdy klątwa wzbiera, kiedy przechodzi w fazę jawnej ingerencji. Cała reszta, która mogłaby mieć znaczenie miała sens tylko wtedy, gdy przekleństwo zaczynało się naprawdę objawiać, a to, jak przypuszczałem, działo się dopiero późnym wieczorem.
Powiedziałem jej to wprost - że wrócę wieczorem, lepiej przygotowany, kiedy wszystko się nasili. Pożegnałem się więc uprzejmie, ale konkretnie - nie byłem typem, który przesiaduje bez celu, zwłaszcza mając świadomość, iż mogę wystraszyć albo zmieszać jej klientów, a wpuszczanie kogoś obcego na zaplecze albo do części mieszkalnej i zostawianie go tam samego na wiele godzin jest... No, cóż - głupie. Poza tym, nie chciałem nadużywać zaufania, zresztą, miałem w Londynie inne sprawy - drobne zlecenia, kilka konsultacji, parę rozmów z ludźmi, których lepiej było nie ignorować, jeśli chciało się utrzymać pozycję, nawet na chwilę. Nie musiałem zostawać na miejscu, ani tym bardziej wracać na wieś tylko po to, żeby znów zaraz ruszać z powrotem.
Wróciłem na miejsce dopiero późnym wieczorem, kiedy miasto wreszcie przycichło. Tym razem nie szedłem od frontu - nie miałem zamiaru dostarczać sąsiadom powodów do plotek o dziwnych typach kręcących się wokół lokalu po zmroku. Nie chciałem, by ktoś z okolicznych domów zobaczył, że po raz drugi tego samego dnia pojawia się u niej jakiś mężczyzna - wysoki, w ciemnym płaszczu, z torbą pełną rzeczy, których nikt przy zdrowych zmysłach nie używa w kawiarni. To było duże miasto, żywe, plotki potrafiły się tu rozpełzać szybciej niż karaluchy w lokalach na Nokturnie, gdy ktoś zapalił światło na zapleczu, a ja nie zamierzałem dokładać Norze kłopotów. Zamiast tego obszedłem kamienicę i ruszyłem ku zapleczu, zatrzymując się przy znanych już drzwiach. Przez chwilę nasłuchiwałem - odruch, nie podejrzenie - i dopiero wtedy, unosząc dłoń, zapukałem cicho - dwa razy - zdecydowanie, ale nie nachalnie. Po wszystkim wsunąłem rękę do kieszeni płaszcza, czując pod palcami chłód zapalniczki. Korciło mnie, by jeszcze zapalić, ale raczej już nie było na to czasu.
!Strach przed imieniem
Powiedziałem jej to wprost - że wrócę wieczorem, lepiej przygotowany, kiedy wszystko się nasili. Pożegnałem się więc uprzejmie, ale konkretnie - nie byłem typem, który przesiaduje bez celu, zwłaszcza mając świadomość, iż mogę wystraszyć albo zmieszać jej klientów, a wpuszczanie kogoś obcego na zaplecze albo do części mieszkalnej i zostawianie go tam samego na wiele godzin jest... No, cóż - głupie. Poza tym, nie chciałem nadużywać zaufania, zresztą, miałem w Londynie inne sprawy - drobne zlecenia, kilka konsultacji, parę rozmów z ludźmi, których lepiej było nie ignorować, jeśli chciało się utrzymać pozycję, nawet na chwilę. Nie musiałem zostawać na miejscu, ani tym bardziej wracać na wieś tylko po to, żeby znów zaraz ruszać z powrotem.
Wróciłem na miejsce dopiero późnym wieczorem, kiedy miasto wreszcie przycichło. Tym razem nie szedłem od frontu - nie miałem zamiaru dostarczać sąsiadom powodów do plotek o dziwnych typach kręcących się wokół lokalu po zmroku. Nie chciałem, by ktoś z okolicznych domów zobaczył, że po raz drugi tego samego dnia pojawia się u niej jakiś mężczyzna - wysoki, w ciemnym płaszczu, z torbą pełną rzeczy, których nikt przy zdrowych zmysłach nie używa w kawiarni. To było duże miasto, żywe, plotki potrafiły się tu rozpełzać szybciej niż karaluchy w lokalach na Nokturnie, gdy ktoś zapalił światło na zapleczu, a ja nie zamierzałem dokładać Norze kłopotów. Zamiast tego obszedłem kamienicę i ruszyłem ku zapleczu, zatrzymując się przy znanych już drzwiach. Przez chwilę nasłuchiwałem - odruch, nie podejrzenie - i dopiero wtedy, unosząc dłoń, zapukałem cicho - dwa razy - zdecydowanie, ale nie nachalnie. Po wszystkim wsunąłem rękę do kieszeni płaszcza, czując pod palcami chłód zapalniczki. Korciło mnie, by jeszcze zapalić, ale raczej już nie było na to czasu.
!Strach przed imieniem
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)