• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena

[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#5
28.06.2025, 14:51  ✶  
Niektórzy odnaleźliby uciechę w ucieczce. Jeszcze inni w powrotach. A oni? Dlaczego ta jedna mała przygoda zmieniła tak wiele? Na to nawet chyba sama Lorien nie potrafiła odpowiedzieć. To nie było to życie, w którym mogłaby porzucić znajomy sobie świat i obowiązki. To nie było to życie, w którym chciała to robić. Choć teraz, gdy jej status determinował trup zakopany między rabatkami, a nazwisko należało do niej i tylko do niej... Odsunęła od siebie natrętne myśli.
- Od lat nie widziałam go…- zastanowiła się. Szczęśliwszego? Nie. Szczęście nigdy nie było dobrym słowem by opisać Alexandra Mulcibera. Byli do kości przeżarci smutkiem i chłodem, którego nawet wrześniowe słońce Rumunii nie mogło rozgrzać. Spokojniejszego? Nie. Milszego? Nie był miły, nadal był wkurwiający, jak wtedy kiedy ciągnął ją za warkocze, chociaż jego ojciec powiedział, że nie wolno! Że małych dam się tak nie traktuje.- … bardziej ludzkim.- Powiedziała wreszcie. Jej brat zdawał się być momentami wszystkim, ale nie człowiekiem. Niewymownym, prorokiem, duchem, ale nie człowiekiem.
Nie przejęła się zbytnio zakamuflowaną w głosie Mulciber pogardą. Czego Alexander nie słyszał, to mu nie żal. Zresztą… przecież on wiedział. Musiał wiedzieć. Czy i ty?
Milczała, całą sobą krzycząc "winna zarzucanego jej czynu".
- Tak, czerpałam.- Odpowiedziała ostatecznie, nawet nie próbując kłamać. Bo i po co? Każdym ruchem, każdym uśmiechem zdradzała, że podróż do Rumunii dała jej więcej spokoju niż lata spędzone na poszukiwaniu siebie w Anglii.

Ból był istotą jej istnienia.
Fizyczny, gdy coraz słabsze ciało odmawiało jakiegokolwiek wysiłku, a każda przemiana pozostawiała po sobie widoczne ślady, wszystkie te mniejsze i większe blizny, szpecące jej skórę; psychiczny - gdy zacierała się granica między ludzkim i ptasim psyche. Ale ból był jedynym dowodem na to, że jeszcze istnieje. Dlatego bez względu na wszystko wstawała każdego dnia i choćby przyszło stąpać po krawędzi noża, pojawiała się na posterunku.
Wierna życiu, które nigdy nie było wierne jej. Do samego końca.
A jednak na kolejne pytanie zareagowała żywym zaskoczeniem. Tylko po to, by za moment zaśmiać się. Cicho, z szacunku do miejsca, w którym się znajdowały, szczerze - tak jak już dawno się nie śmiała. Z radością słowika, któremu otworzono wreszcie drzwi od jego złotej klatki.
- Jak mogłabym jej wybaczyć coś za co nigdy jej nie obwiniałam?- Odchyliła delikatnie głowę do tyłu, jakby szukała czegoś interesującego w błagającym o odmalowanie suficie. Złote spinki zadźwięczały cichutko w jej lokach. Te same, które lata temu Selina Mulciber wpinała małej Lorien we włosy, mrucząc stare cygańskie opowieści.- Może tego potrzebowała? Może to był prezent za to, że urodziła coś takiego jak ja? Od Adeline dla Adeline.- Splotła dłonie na podołku swojej szaty. Nie patrzyła na seniorkę. Nie musiała. W tej chwili nawet tego nie chciała, jakby ta miała jej obnażyć wszelkie skrywane przez lata prawdy. Nikt cię nie chce. Do nikogo nie przynależysz. Jesteś tylko kukułczym jajkiem, nad którym czasem się litowaliśmy.- Ojciec się zezłościł, gdy dowiedział się o pomniku.- Przyznała.- Dostałam wtedy najpiękniejszą  makietę Azkabanu. Rzeźbili ją z przyjacielem przez cały miesiąc. Nie byle sklejka, a taka z  prawdziwymi mechanizmami, odwzorowującymi wnętrze więzienia. Pełna  zamków i pieczęci, którymi obłożone są cele, pokój skazań i sala przesłuchań. A w środku - maleńcy więźniowie, którymi mogłam się bawić jak lalkami. Zamknięci za kratami, czekający  aż wrócę. To przepiękna rzecz Philomeno. Jedyna w swoim rodzaju, stworzona dla mnie i tylko dla mnie. Powinnaś przyjść ją zobaczyć, trzymam ją w gabinecie. Czasem, gdy jest późno i bardzo cicho, można usłyszeć jak szepczą swoje winy. Jak błagają o łaskę. Jak powoli popadają w obłęd. Uspokajają się, gdy przypominam im, że to wszystko jest snem. Wtedy cichną, jak niechciane myśli.

Czy jej ojciec był mądry? Pewnie tak. Nie chciała tego kwestionować. Był jej ojcem i to wystarczyło, żeby go kochała i szanowała. Nie było też żadnych wątpliwości, że Philip Crouch kochał swoją jedynaczkę, skoro pozwolił jej wyrosnąć na tego, na kogo powinna. Na kogoś kto mimo całego tego bólu i samotności, tak szalenie uparcie trzymał się życia.
- Myślisz, że Ci to wybaczy?- Zapytała miękko, ze szczerą ciekawością w głosie. Nie wilgowron a papużka, zręcznie naśladując ton swoich rozmówców. Ale ciekawość nie obejmowała oczu Lorien. Jakby odpowiedź tak naprawdę nie miała żadnego znaczenia.- Jeśli cię słyszy. Wybaczyłby, że chciałaś go zabić?
A może w swoim egoizmie droga Philomeno wierzysz, że tego by właśnie chciał? Czym matka różni się od babki w tej kwestii?
Akceptacja.
Tak niewiele wystarczyło, żeby zesztywniałe ramiona się rozluźniły, a ona sama odetchnęła nieco lżej. Wzrok Lorien prześlizgnął się z sufitu na gramofon, a następnie na nowo na spoczywającego w łóżku mężczyznę. Może nie powinna się zgodzić z Philomeną, ale ta miała rację - Donald Mulciber w swoim stanie był godny pożałowania jak każdy inny. Był ludzki i słaby. Ale podczas, gdy Alexandrowi człowieczeństwo przywracało choć na moment barwy na policzkach, jego bratu odejmowało wszelkie walory.

Muzyka była ordynarna. Okropna. Brzmiała jak coś czego słuchały wszystkie stażystki, które ledwo co pożegnały mury szkoły i zamknęły rozdział swojego dzieciństwa. Ale cisza, która nastała, gdy tylko czarownica podniosła ramię gramofonu - zdawała się Mulciber brzmieć jeszcze gorzej. Obróciła w palcach pudełko, ostatecznie opierając je o nogę krzesełka, na którym siedziała.
- Myślisz, że jeśli odwrócisz głowę stanie się czymś innym?- Zapytała jeszcze, ponownie opuszczając ramię i pozwalając irytującej popowej muzyce wybrzmieć na nowo.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (3498), Philomena Mulciber (3634)




Wiadomości w tym wątku
[07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 23.03.2025, 20:47
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 19.04.2025, 22:42
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 28.04.2025, 20:33
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 08.06.2025, 23:37
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 28.06.2025, 14:51
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 21.07.2025, 22:52
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Lorien Mulciber - 20.09.2025, 12:58
RE: [07.09.] Either moral or divine | Lorien & Philomena - przez Philomena Mulciber - 09.02.2026, 13:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa