11.02.2023, 22:24 ✶
Pustynia, egipskie słońce i suche powietrze były Fergusowi zupełnie obce. Nie miał więc za czym tęsknić, znając jedynie deszczową atmosferę Anglii i zakurzone regały w sklepie należącym do ojca. Nie był pewien, czy zapowiadało się na deszcz, czy to jedynie przybrudzone szyby dawały złudne wrażenie zachmurzenia. Musiał jednak przyznać że było duszno i ta duchota doskwierała mu nawet wewnątrz, gdy siedział za ladą, bazgrząc coś w notatniku. Szkic różdżki, która nigdy nie wyjdzie taka, jakby oczekiwał. Nie dlatego, że nie potrafił – po tylu latach miał już jakieś doświadczenie, nawet jeśli nie każdy chciał to przyznać. Po prostu wszystkie jego projekty znacznie się różniły od pierwowzoru, gdy idee w jego głowie przybierały zupełnie inny obrót. Pierwotny plan stawał się nudny i nie miał żadnego znaczenia, zmieniając się jedynie w sugestię, w jaki sposób ukształtować drewno. Na przestrzeni lat tworzenie tych magicznych artefaktów zmieniło się w artyzm. Nijak nie przypominały gałęzi wycinanych przez druidów wyłącznie po to, by łatwiej im było ukierunkować magię. Każda różdżka była swego rodzaju dziełem sztuki, przypisanym do danego właściciela i wyróżniającym się tak jak charakter każdego człowieka.
Gdy zabrzęczał dzwonek umieszczony tuż przy drzwiach, uniósł wzrok na przybysza. Mężczyzna wydawał się turystą w swoim własnym kraju, bo sądząc po akcencie, musiał być Brytyjczykiem. Wysoki, opalony, z włosami rozjaśnionymi słońcem wyglądał na kogoś, kto dopiero co wrócił z podróży. Fergus wątpił, by to ledwo przebijające się przez chmury słońce mogło dać taki efekt.
- Dzień dobry – odpowiedział na przywitanie i zamknął szkicownik, chowając go w szufladzie pod ladą. Przyglądał się blondynowi z wyraźnym zainteresowaniem, gdy ten zaczął mówić o celu swojej wizyty, nim Ollivander w ogóle spytał. Tym lepiej dla niego, że klient zdawał się być konkretną osobą i wiedzieć, czego potrzebuje bez zbędnych pytań i podpowiedzi ze strony właścicieli sklepu. Ci niezdecydowani i niepewni irytowali najbardziej. Przez chwilę przemknęło mu na myśl, by odesłać przybysza z kwitkiem, skoro jego ojciec był gdzieś w terenie, zapewne naprawiając nieudane negocjacje z Meadowsem, które Fergus skopał po całości, zbyt zdenerwowany użeraniem się ze starym dziadem. Z drugiej strony widział w tym szansę dla siebie, by zająć się czymś niecodziennym i być może wykazać wiedzą, którą de facto posiadał. – Co to za różdżka? – dopytał, coraz bardziej zaintrygowany tematem. A sądząc po tym, że mężczyzna ledwie „słyszał” o Ollivanderach, może jednak nie był tak bardzo tutejszy, jak się Fergusowi wydawało? – Prawdopodobnie będę umiał panu pomóc, a cenę uzgodnimy, kiedy poznam szczegóły – dodał jeszcze, opierając się o ladę i czekając na decyzję klienta. Szczerze liczył na to, że to nie jakiś bubel. Ciągnęło do go historycznych faktów, a jeszcze bardziej do rzeczywistych przedmiotów, które miały w sobie jakieś tajemnice.
Gdy zabrzęczał dzwonek umieszczony tuż przy drzwiach, uniósł wzrok na przybysza. Mężczyzna wydawał się turystą w swoim własnym kraju, bo sądząc po akcencie, musiał być Brytyjczykiem. Wysoki, opalony, z włosami rozjaśnionymi słońcem wyglądał na kogoś, kto dopiero co wrócił z podróży. Fergus wątpił, by to ledwo przebijające się przez chmury słońce mogło dać taki efekt.
- Dzień dobry – odpowiedział na przywitanie i zamknął szkicownik, chowając go w szufladzie pod ladą. Przyglądał się blondynowi z wyraźnym zainteresowaniem, gdy ten zaczął mówić o celu swojej wizyty, nim Ollivander w ogóle spytał. Tym lepiej dla niego, że klient zdawał się być konkretną osobą i wiedzieć, czego potrzebuje bez zbędnych pytań i podpowiedzi ze strony właścicieli sklepu. Ci niezdecydowani i niepewni irytowali najbardziej. Przez chwilę przemknęło mu na myśl, by odesłać przybysza z kwitkiem, skoro jego ojciec był gdzieś w terenie, zapewne naprawiając nieudane negocjacje z Meadowsem, które Fergus skopał po całości, zbyt zdenerwowany użeraniem się ze starym dziadem. Z drugiej strony widział w tym szansę dla siebie, by zająć się czymś niecodziennym i być może wykazać wiedzą, którą de facto posiadał. – Co to za różdżka? – dopytał, coraz bardziej zaintrygowany tematem. A sądząc po tym, że mężczyzna ledwie „słyszał” o Ollivanderach, może jednak nie był tak bardzo tutejszy, jak się Fergusowi wydawało? – Prawdopodobnie będę umiał panu pomóc, a cenę uzgodnimy, kiedy poznam szczegóły – dodał jeszcze, opierając się o ladę i czekając na decyzję klienta. Szczerze liczył na to, że to nie jakiś bubel. Ciągnęło do go historycznych faktów, a jeszcze bardziej do rzeczywistych przedmiotów, które miały w sobie jakieś tajemnice.