Yaxleyówna nie zakładała, że coś pójdzie nie tak. Znajdowali się w znajomym gronie, raczej powinno obyć się bez niepotrzebnych dramatów. Jak widać to wcale nie było takie oczywiste. Sama może nie darzyła nie wiadomo jak wielką sympatią wszystkich tutaj obecnych, ale starała się trzymać emocje na wodzy i dostosować do sytuacji. Zresztą po swojej pierwszym dość intensywnym spotkaniu z Fenwickiem zaczęła się hamować, bo wiedziała, że jest bliski jej bliskim, więc wypadało, aby było między nimi względnie neutralnie. Zabrała go nawet ze sobą na wyprawę, gdzie mogli współpracować, było to wyciągnięcie ręki w jego kierunku. Zależało jej na tym, aby w miejscu w którym przebywali panował spokój. To było dość istotne. Szczególnie po tym, co wydarzyło się w Londynie, nie było warto teraz doprowadzać do spięć, które były zupełnie niepotrzebne.
Jak widać jednak nie wszyscy mieli podobne podejście. Nie miała pojęcia, co spowodowało pęknięcie u Pottera, ale było ono widoczne. Wyżył się na dziewczynie, która nic nie zrobiła, bo przecież Ambroise postanowił zrobić mu ten żart, który wcale nie był jakoś szczególnie dramatyczny. Uniósł go nad ziemią, nic wielkiego. Romulus okazał się mieć kija w dupie, a później, później było tylko gorzej. Zrobił coś, czego nie była w stanie zaakceptować, co zabolało ją mocniej niż powinno, mimo, że nie dotyczyło jej samej. Yaxleyówna miała bardzo chujowe doświadczenie związane z wpływaniem na jasność umysłu. Potter stracił jej całe zaufanie tym jednym głupim posunięciem. Nie potrafiła zaakceptować tego, że postanowił magią spowodować podporządkowanie się mu, to było naprawdę chujową zagrywką. Mimo, że darzyła go sympatią, uważała, że to nie powinno się wydarzyć, musiał zrozumieć, że pewnych rzeczy nie można było zrobić. Nie był dzieciakiem, który nie potrafił określić co leżało w granicy dobrego smaku. Był w końcu psychiatrą, zajmował się ludźmi, powinien się spodziewać, że to może wywołać u niektórych traumy. Nikt przecież nie lubił, kiedy ktoś wpływał na jego wolną wolę.
Nie zdziwiło jej wcale, że Corio się wkurwił. Dawno nie widziała go w takim stanie. Wszystko wydarzyło się pod jego dachem, na pewno czuł się odpowiedzialny za ludzi tutaj obecnych, mimo, że wszyscy byli dorośli to mężczyzna był gospodarzem. Na pewno nie zakładał, że komuś z ich grona może tak odpierdolić, nie miał na to wpływu, ale rozumiała, że przy jego perfekcyjności, zapobiegliwości to mogło być naprawdę irytujące. Całkiem szybko pozbył się problematycznego znajomego ze swojego domu. Właściwie to zaczęło się od przeniesienia jego bezwiednego ciała przed rezydencję.
Doprowadzili miejsce, w którym było ognisko do względnego porządku. Nie miała pojęcia, co takiego odjebał Potter, że przeniesiono ich do sypialni dla gości, chyba wolała nie wiedzieć, nie wnikać, tak było bezpieczniej. Obawiała się, że mogłaby stracić te resztki szacunku do jego osoby, które jeszcze gdzieś tam były, może znikome, ale jednak.
Zabrali ze sobą psy, co było całkiem niezłym pomysłem, na pewno dobrze im zrobi spacer. Noc była jeszcze młoda, chociaż już jakiś czas temu zastąpiła dzień. Zamiast siedzieć przy ognisku, które zakończyło się dość dramatycznie, mogli chociaż się przejść, czymś zająć. Szkoda było bowiem marnować czas, który mieli. Nie wiadomo, kiedy znowu znajdą się w tym miejscu, kiedy będą mieli szansę wszyscy razem spędzić kolejne kilka dni z dala od miasta.
- Klify. - Odparła od razu bez zastanowienia, wydawało jej się to dobrą opcją. Było ciemno, chociaż księżyć oświetlał im drogę, więc nie mogli narzekać. Noc była całkiem przyjemna, nie było przesadnie chłodno, chociaż można już było wyczuć zbliżającą się jesień w powietrzu.
Złapała Roisa za rękę, kiedy ruszyli przed siebie. Widziała, że on również dość mocno zirytował się zaistniałą sytuacją, nie dziwiła mu się wcale, ale mieli już problem z głowy, bez sensu było skupiać się na tym, skoro mogli wykorzystać chociaż resztkę tej nocy, warto było to zrobić.
- Wkurwił Cię, co? - Geraldine nie miała pojęcia o tym, co jeszcze zjebał Potter, nie mogła też do końca zrozumieć więc, że w przypadku Greengrassa ten wkurw miał jeszcze więcej podstaw.