29.06.2025, 11:56 ✶
Mówi się, że okazja czyni złodzieja. Jednak, gdy złodziej był amatorem, mogło się zdarzyć, że próba kradzieży kończyła się klęską. A kiedy Henry poczuł obce palce w okolicach kieszeni, cofnął nogę, by dłoń odsunęła się zapobiegawczo. Złodziej potknął się o nią i upadł jak długi na ziemię. O nie, Henry nie miał zamiaru zostać okradzionym tej nocy ani żadnej innej. Miał czynsz do opłacenia, jedzenie do kupienia. Nie sądził, by altruistycznym aktem było dawanie swoich pieniędzy komuś, kto nie był gotów ich zarabiać w uczciwy sposób. Cholera, on sam był biedny, a nigdy nie przyszło mu do głowy, by coś komuś ukraść. Może była to kwestia wychowania? A może ludzka przyzwoitość? Pewnie, gdyby znalazł się na krawędzi i nikt nie byłby skory mu pomóc, mógłby posunąć się do czegoś takiego. Tyle, że człowiek, który leżał pod nogami Henry'ego, wcale na takiego biednego nie wyglądał.
Nieznajomy nawet nie zdążył pozbierać manatek. Z luźnych kieszeni (który złodziej w ogóle takie nosił?) powypadały mu różne przedmioty. Lizak, pieniądze (zawsze się przydadzą)... i portfel. Henry podniósł to wszystko, przyjrzał się uważnie portfelowi. Uznał jednak, że zajrzy do środka, gdy już się uspokoi. Akurat, jako fotograf, umiał dobrze znajdować odpowiednich ludzi. Właściciela na pewno też miał odnaleźć.
— Masz, na osłodzenie tej zjebanej nocy — rzucił, podając Hannibalowi lizaka. On sam nie był koneserem takich słodyczy. Zawsze wolał ciasta i karmelki, a nie landrynki, które sprzedawali w Miodowym Królestwie. — Myślisz, że warto wołać BUM? Chyba mają wystarczająco roboty, jak na jedną noc.
Od razu pomyślał o Hestii. Wciąż bał się o to, czy w ogóle przeżyła. Była w jednej z najbardziej narażonych grup... A co jeśli dostała jakąś klątwą? Nie chciał nawet myśleć, co w tym wypadku mogłaby czuć jej rodzina... Jak on mógłby się z tym czuć. Nie chciał stracić przyjaciółki.
— Szkoda, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Po zawartości kieszeni tego gościa wnioskuję, że to bynajmniej nie taki amator, jak by się mogło zdawać. Nie wiem, jak można jeszcze w taką noc... No, ale widzieliśmy, że to nie jest odosobniony przypadek.
Zawada: biedak (wspomniana)
Nieznajomy nawet nie zdążył pozbierać manatek. Z luźnych kieszeni (który złodziej w ogóle takie nosił?) powypadały mu różne przedmioty. Lizak, pieniądze (zawsze się przydadzą)... i portfel. Henry podniósł to wszystko, przyjrzał się uważnie portfelowi. Uznał jednak, że zajrzy do środka, gdy już się uspokoi. Akurat, jako fotograf, umiał dobrze znajdować odpowiednich ludzi. Właściciela na pewno też miał odnaleźć.
— Masz, na osłodzenie tej zjebanej nocy — rzucił, podając Hannibalowi lizaka. On sam nie był koneserem takich słodyczy. Zawsze wolał ciasta i karmelki, a nie landrynki, które sprzedawali w Miodowym Królestwie. — Myślisz, że warto wołać BUM? Chyba mają wystarczająco roboty, jak na jedną noc.
Od razu pomyślał o Hestii. Wciąż bał się o to, czy w ogóle przeżyła. Była w jednej z najbardziej narażonych grup... A co jeśli dostała jakąś klątwą? Nie chciał nawet myśleć, co w tym wypadku mogłaby czuć jej rodzina... Jak on mógłby się z tym czuć. Nie chciał stracić przyjaciółki.
— Szkoda, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Po zawartości kieszeni tego gościa wnioskuję, że to bynajmniej nie taki amator, jak by się mogło zdawać. Nie wiem, jak można jeszcze w taką noc... No, ale widzieliśmy, że to nie jest odosobniony przypadek.
Zawada: biedak (wspomniana)