Yaxley nie miała najmniejszego problemu z podjęciem szybkiej decyzji, zawsze należała do osób zdecydowanych. Klify wydawały jej się być w tej chwili lepszą opcją, nie, żeby gardziła plażą, ale ostatnio spędzili tam dużo czasu, więc wybrała po prostu alternatywę.
Przez ciemność przebijał się dźwięk fal uderzających o brzeg. To miejsce miało swój klimat, znajdowało się naprawdę blisko morza, a szum wody był naprawdę uspokajający. Zdecydowanie tego potrzebowali tego wieczora, miała wrażenie, że każde z nich nieco się zirytowało tym, co się stało. Spokój został zachwiany, wypadałoby się znowu wbić w ten przyjemny rytm.
Słowo wypowiedziane przez Ambroisa zabrzmiało nie do końca, jakby właśnie tego szukał. Nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jakie szkody wyrządził Romulus, czuła, że było to coś więcej, niż to co ona widziała, jednak i to było wystarczające, aby wszyscy poczuli do niego urazę. Przekroczył granicę, nie wyciągnął kija z dupy w odpowiednim momencie. Sam lubił sobie żartować z innych, a kiedy doszło do niego... cóż, zagotował się, nie odpuszczał. To nie było odpowiednim zachowaniem, szczególnie z tą całą otoczką. Jego oskarżenia brzmiały naprawdę poważnie, jakby wierzył, że tamta dziewczyna chciała go zabić. Nie wydawało się Geraldine, żeby Corio zapraszał tutaj kogoś, kto mógłby być dla nich niebezpieczny, kto świadomie chciałby ich skrzywdzić, którekolwiek z nich, więc nie do końca rozumiała dlaczego Potter tak się zafiksował na tym punkcie. Pewnie nigdy się tego nie dowie. Nie wydawało jej się, aby ktokolwiek z nich zamierzał się aktualnie do niego zbliżać. Zirytował wszystkich, a to było sporym osiągnięciem, bo wbrew pozorom byli osobami, które miały sporo cierpliwości. Wiedziała o tym, bo sama wielokrotnie zachowywała się nieodpowiednio, ale nigdy nikt nie postanowił jej usunąć ze swojego domu, Potterowi udało się doprowadzić gospodarza na skraj. Naprawdę wybitne osiągnięcie.
- Rozczarował? - Skoro nie było to wkurwienie, to próbowała dalej nazwać uczucie, które kierowało aktualnie jej chłopakiem. Nie była w tym szczególnie dobra, bo tak jak i on miała problem z nazywaniem swoich emocji, ale chciała zrozumieć, co czuje on w tej chwili. Widziała jeszcze kilka chwil temu, że Roise był bardzo bliski tego, aby dokończyć to, czego nie zrobił Benjy, a raczej rzadko kiedy ktoś doprowadzał go do takiego momentu. Zdarzyło mu się pobić z jej bratem, ale było to spowodowane tym, że Roth obrażał ją. Tutaj pewnie chodziło o ich wspólną koleżankę, po której stronie stanął Benjy, wziął to na siebie. Mężczyźni mu zawtórowali, ale to on jako pierwszy sięgnął po przemoc i próbował ustawić Romulusa do pionu, nie udało mu się to, bo ten błyskotliwie postanowił wyciągnąć swoje niesamowite wahadełko. Na szczęście ominęła ich przyjemność oglądania jak z niego korzysta, dobrze, że tak się stało, bo obawiała się, że wtedy i ona postanowiłaby się zaangażować w ten konflikt, a jeśli już by do tego doszło... to mógł tego nie przetrwać.
Psy pognały przed siebie. Była szansa, że wytropiły jakąś zwierzynę, Geraldine panowała nad nimi całkiem nieźle, więc nie zmartwiło jej to jakoś specjalnie, wiedziała, że będzie w stanie je do nich przywołać. Może nie była niewiadomo jaką specjalistką w tresurze zwierząt, ale radziła sobie z psami, ptakami, czy końmi. Nie były one szczególnie skomplikowane w obejściu.
Mrugnęła słysząc kolejne słowa Greengrassa. Nie spodziewała się, że to co ma jej do przekazania będzie, aż takie mocne. Koniec - jakby rozstawał się co najmniej ze swoją dziewczyną. Miała świadomość, że ich przyjaźń trwała wiele lat, zapewne rozczarowywali się po drodze kilka razy, jednak jak dotąd jeszcze nie wydarzyło się nic takiego, co mogło spowodować, że ich drogi się rozejdą. Tym razem Romulus zrobił coś naprawdę głupiego, mimo wszystko miała wrażenie, że jest w tym jakaś głębia, której nie widzi.
- Wy dorośliście, on niekoniecznie. - To był fakt. Nie dało się nie zauważyć, że każdy z tej grupy osób ogarnął się mniej lub bardziej, każdy przeżył swoje, a Potter wydawał się żyć w świecie, w którym był największą gwiazdą. Nie przeszkadzało jej to wcześniej, jednak kiedy wszyscy przez niego oberwali nie do końca rozumiała dlaczego mu na to pozwalają. Znaczy nie pozwalali, bo Corio zareagował ostro i pokazał mu, że nie będzie to już akceptowalne. Czy się ogarnie? Trochę w to powątpiewała. Była świadkiem tego, w jaki sposób zareagował, nie zależało mu na wyprostowaniu sytuacji, brnął w to dalej, chciał pokazać, że to on jest ofiarą, chociaż wszyscy inni widzieli to inaczej. Głową muru nie przebije, każdy miał swój rozum i był w stanie ocenić jego zachowanie. Miała też wrażenie, że każdy z obecnych na ognisku zrobił to w podobny sposób. To nie był przypadek, nie uwzięli się na nim, po prostu przegiął i czas najwyższy, aby spotkały go przez to jakieś konsekwencje. Może to pomoże mu przestać być takim dramogennym.
- Na dłuższą metę to może być męczące. - Jasne, czasem bywało to śmieszne, ale ileż można. Bywały sytuacje, w których wypadało być konkretnym, poważnym, Romulus chyba nie do końca wyczuwał, kiedy i w jaki sposób powinien się zachować. Miał jednak tyle lat, że chyba już powinien to robić. Nie zawsze wszystko było na miejscu, on wydawał się nie widzieć, kiedy może sobie na co pozwolić.
- Wiedział i podjudzał. - Tak, nie bez powodu wysłała do niego wyjca, kiedy dowiedziała się co nieco o jego działaniu od Ambroisa. Jego metody nie do końca były dla niej zrozumiałe, mogły przynieść więcej złego niż pożytku, ale też tego nie zauważał. Zresztą na pewno zdawał sobie sprawę z tego, jak musiał się z tym czuć Roise, to nie był odpowiedni sposób do motywowania go do działania, Geraldine pamiętała, jak bardzo przeżywał to, że postanowiła ruszyć dalej, niby spotykając się z Longbottomem. Roise uwierzył w to wszystko, co mówił Potter. Nie było to dla niego na pewno szczególnie przyjemne, a do tego stawiało ją w bardzo chujowym świetle.